Jan wziął za żonę Jadwigę, a Helena, jego matka, od razu zaprzyjaźniła się z synową. Dziewczyna podobała się jej już w liceum, kiedy Jan przemykał po szkolnym korytarzu, by zatańczyć z nią przy szkolnym koncercie.
Janie, wyglądasz jakbyś w lustrze się wpatrywał, a ona jakby się rumieniła zaśmiała się Helena. Pokaż nam tę swoją nową żonę, nie zostawiaj ojca w niepewności.
Zakochałem się, mamo. Ty zawsze wszystko zauważasz, wszystko wiesz, zaraz ci pokażę uśmiechnąwszy się, Jan wymknął się z pokoju.
Gdyby nasz syn miał taką żonę, jak Jadwiga mruknęła przy stole, podając mu bigos jaka to była by nasza przyszłość?
Jaka Jadwiga?
To wnuczka Fiodora, wychowywana przez niego samego. Nie jest rozpuszczona, jest uprzejma, gościnna, a przy tym piękna.
Helena nie mogła się doczekać, żeby dowiedzieć się, jaka to dziewczyna, i kiedy Jan przyprowadził Jadwigę na herbatę, matka usiadła, zdumiona.
Synu, czytacie w myślach? szepnęła. Od dawna marzyłam, żebyś poślubił Jadwigę. Patrzyłaś na mnie jak w wodę rozpromieniła się, a młodzi się roześmiali.
Wioska zorganizowała skromny ślub. Nie było bogactwa, ale miłość uniosła serca mieszkańców. Jadwiga, choć nieśpieszna, była zdeterminowana; gdy już coś podjęła, robiła to z sercem, rozumem i precyzją.
Nasza Jadwiga, jak jaskółka, dobra i troskliwa rozpowiadała Helena sąsiadkom, przeglądając półki z domowymi wypiekami. Jaka to gospodyni!
Po kilku miesiącach urodził się syn, Mirek. Dziadkowie kochali go nad życie, choć przyszedł na świat przedwcześnie i początkowo był słaby. Z czasem dorósł, stał się spokojny i zdrowy.
Lata mijały. Najpierw odszedli rodzice Jana, a dwa lata później sam Jan zmarł nagle na gorącej podłodze przy koszeniu trawy. Jego serce nie wytrzymało upału. Jadwiga pogrążyła się w żałobie, a Mirek został sam z matką.
Mijały kolejne lata, a ich życie płynęło spokojnie i spokojnie. Pracowali na roli krowa, koń, świnia, kury, orały i siali. Nie było krzyków, oskarżeń ani gniewu między matką a synem. Gdy nie zdążyli podnieść siania pod strzechę, a zaczęło padać, Jadwiga pocieszała:
Nic nie szkodzi, synu, lato długie, wszystko wyschnie mówiła, a sąsiedzi wciąż spierali się, winni się nawzajem, prawie dochodząc do bójki.
Jadwiga była nieskazitelnie czysta. Dom lśnił, firanki były wyprane, a kuchnia pełna różnorodnych potraw. Mirek uwielbiał jeść, a matka zawsze pytała, co przyrządzić na kolejny dzień.
Czasami wpadła sąsiadka Anna:
Jadwigo, mieszkacie we dwoje, a u was na stole tyle jedzenia!
No proszę, usiądź zaprosiła Jadwiga. Mirek lubi jeść, choć nie jest wielkooki ani szerokopierszy.
Ach, nie ma co się martwić, chłopak nie przybrał siły po Jana, ale przynajmniej ładny zaśmiała się Anna. Kto wie, może jakaś dziewczyna będzie szczęśliwa, że znajdzie tak spokojnego i godnego męża.
W wiosce szanowano Jadwigę i Mirka za ich rozsądek, czystość i przyjazność. Mirek sam wybrał żonę Weronikę, wysoką, silną, prawie na głowę przewyższającą go. Nie była pięknością, ale była ognistą, szybą i nieco zadziorną.
Nie rozumiem, co przyciągnęło Weronikę do mojego syna myślała Jadwiga. Są zupełnie różni, nie da się ich zmienić.
Mimo to przyjęła ją pod swój dach, licząc, że jeśli synowi będzie dobrze, to i jej serce znajdzie spokój. Weronica była gadatliwa, a Mirek milczący.
Nic nie szkodzi, mamo, dzieci przyjdą, a ja będę im tłumaczyć, co i jak mówił Mirek, a Jadwiga milczała.
Ślub odbył się spokojnie, bez bójek, choć kilku mieszkańców po wypiciu wódki rozłożyło się w podwórzu, przy stole, na ławce i przy oknie. Nocą powoli się rozproszyli.
Rankiem Jadwiga wyłoniła się na podwórze, by sprzątnąć po przyjęciu, a Weronica podeszła, wzdychając:
Nie trzeba było tego wesela, moglibyśmy po prostu się pobrać i skończyć.
Idź się położyć, Weroniko, jeśli nie spałaś, ja posprzątam sama odpowiedziała Jadwiga.
Niech plotka rozniesie się po wsi, że jestem złą synową, że się spóźniam i nie pomagam dodała Weronica, patrząc w gniewie.
Plotki? szepnęła Jadwiga. Wszyscy jeszcze śpią.
Ty i tak rozgromisz całą wieś rzuciła Weronica, patrząc ze złością na teściową. Znam wszystkie typy teściowych.
Jadwiga milczała, nie chcąc podsycać konfliktu. Weronica od pierwszego dnia pokazała swój charakter. Po ślubie życie w domu zmieniło się. Weronica obserwowała, jak Mirek traktuje swoją matkę, pytając o zdrowie, o plany. Czasami przytulał się i całował w policzek, dziękując za pyszny obiad; innym razem wyrażał współczucie.
To już przesada, myślała Weronica. Taka miękka relacja między matką a synem? Nie ma co się takim zbytnio rozpieszczać.
Gdy Weronica wyruszała na targ, rozmawiała z sąsiadkami, chwaląc Mirka, który nigdy nie powiedziałby złego słowa o matce.
Stary dziadek Mateusz, który słuchał ich kłótni, potrząsnął głową:
Ech, szkoda Jadwigi, że w gniazdo jaskółki wpuścili kosę.
Mieszkańcy współczuli Jadwigi, choć niektórzy szeptali, że Weronica jest złośliwa i kłótliwa, nie rozmawia z matką, a ich relacja rozpada się w proch.
Jadwiga jednak nie rozgłaszała żadnych złych słów o synowej. Weronica od pierwszych dni wprowadzała własne porządki: od razu po pracy przynosiła wszystko w nieporządku, była złośliwa i zazdrosna. Jadwiga nie wdawała się w sprzeczki, nie podtrzymywała plotek wśród sąsiadów.
Po powrocie z pracy, Mirek spotykał się z żoną przy kolacji. Czasem Jadwiga pytała syna:
Co jutro ugotujemy?
Weronica, przyzwyczajona do trudnych relacji, odpowiadała szorstko:
Co będziemy jeść, to i zjemy, herbaty nie podajemy z królewską manierą.
Weronica gotowała szybko, lecz niechlujnie. Gdy doiła krowę, wiadro z mlekiem zawsze było brudne, w mleku unosiło się siano, a ona potem przecedzała je przez gazę. Jadwiga zawsze sprawdzała czystość wiadra, smarowała wymiona i dopiero potem przystępowała do dojenia. Gdy Weronica kroiła ziemniaki na cztery części i cebulę grubą, Jadwiga patrzyła, jak Mirek przygląda się jej jedzeniu z rosnącą niechęcią.
Mirek nie krzyczał na żonę, ale widział, że domowa atmosfera go męczy. Jadwiga próbowała delikatnie skierować go na właściwą drogę, lecz po rozmowie z teściową zrozumiała, że w ich rodzinie obrażanie się i wyzywanie stało się normą.
Rok później Weronica urodziła syna, Tymka. Dziecko w nocy płakało, a mleka było mało, więc szybko przybrało na wadze. Weronica nie słuchała rad teściowej i nie karmiła go dodatkowo. Jadwiga, nie mogąc dłużej patrzeć, podkradła się nocą do pokoju, podjadała mu mleko i karmiła go własnoręcznie. Gdy Weronica to zauważyła, wykrzyknęła:
Twoje dziecko już ledwo żyje, a ty kradniesz mu mój pokarm! Chcesz, żeby i mój wnuczek słabł?
Jadwiga milczała, ale dalej podawała mu jedzenie. Tymek rósł zdrowo, chodził do szkoły, był spokojny i wrażliwy, a babcia otaczała go ciepłem. Jego ojciec, choć rzadko, przytulał i całował go, ale Weronica wciąż krzyczała:
Musi być twardy, nie miękki, bo inaczej cię nie przyjmie.
Mirek pracował w warsztacie samochodowym, znany był w okolicy jako człowiek spokojny, choć wielu zastanawiało się, jak wytrzymuje z taką żoną, która już od lat siała kłótnie.
Tymek w szkole radził sobie świetnie, a gdy zakochał się w Talii, dziewczynie z sąsiedniej wsi, babcia Jadwiga była zachwycona. Podczas jednego wieczoru, gdy tata przyniósł herbatę z malinowym dżemem, Jadwiga szepnęła:
Niech Bóg błogosławi wam, kochani. Gdy skończycie studia, wrócicie tutaj, zbudujemy nowy dom, a Talia zamieszka z wami. Będę przy was, jak zawsze.
Tymek wkrótce wyjechał do miasta, by zdać egzaminy i obronić dyplom. Przed odjazdem babcia, drżąc głosem, objęła go mocno:
Wrócisz po studiach, prawda? Nie zostawisz nas tutaj.
Oczywiście, babciu odpowiedział, całując ją w policzek. Po studiach wrócę, założę dom, wezmę Talię i razem zamieszkamy z tobą. Wszystko będzie dobrze.
Jadwiga wiedziała, że tak się stanie. Z Timkiem i Talią w domu będzie spokój, a ona zobaczy, że wszystkie lata troski i poświęcenia w końcu przyniosą radość.



