Głupiutkie dzieci postanowiły pobawić się w dorosłość – skończyło się na długach i utracie mieszkani…

Nasz córka, Jagoda, wraz z mężem, Pawłem, postanawiają być całkowicie samodzielni i przez to popadli w długi, a na końcu zostali bez mieszkania.

Gdy młodzi wzięli ślub, my rodzice z obu stron postanowiliśmy im pomóc w zakupie własnego kąta. Razem z mężem zgromadziliśmy trochę oszczędności, również teściowie uzbierali swoje. Po zsumowaniu wyszła kwota wystarczająca na małe mieszkanie w Warszawie. Chcieliśmy im to mieszkanie od razu kupić i podarować, lecz oni, z pełnym przekonaniem, ogłosili, że poradzą sobie sami, bo chcą być niezależni.

Po jakimś czasie dowiedzieliśmy się, że rzeczywiście kupili mieszkanie, ale… trzy pokoje, zamiast dwóch. Skąd mieli na to pieniądze? Wzięli kredyt w złotówkach w banku. I kto ma teraz spłacać raty? Poradzimy sobie! zapewniali.

Niedługo potem wyrazili chęć zakupu samochodu, bo mieszkanie okazało się daleko od pracy, a komunikacją miejską jeździ się niewygodnie. Znowu nie posłuchali naszych rad, by kupić używany samochód. Weszli do salonu i wyszli z zupełnie nowym autem na raty. Uznali, że sami będą decydować, co jest dla nich najlepsze.

Kilka miesięcy później podjęli decyzję o potomku. Jagoda strasznie chciała urodzić za granicą, żeby dziecko mogło mieć podwójne obywatelstwo. Znów kredyt tym razem na pobyt w prywatnej klinice i opiekę lekarza zza granicy.

Córka urodziła, wszystko przebiegło dobrze, ale wkrótce zapragnęli zrobić remont pokoiku dla dziecka. No i kolejny kredyt. Na nasze pytanie A kto to wszystko spłaci? słyszeliśmy wyłącznie My sami, jesteśmy niezależni!

Niestety, los sprawił nam psikusa. Paweł został zwolniony z pracy, Jagoda była na urlopie macierzyńskim. Skończyły się pieniądze, ale raty, kredyty, wszystko trzeba płacić. Przyszli do nas z prośbą, żebyśmy sprzedali naszą działkę pod Warszawą. Ciężko było się pogodzić, ale zrobiliśmy to, żeby dzieci nie miały długów i nie straciły mieszkania. Niestety na pokrycie wszystkiego to nie wystarczyło.

Na końcu musieli sprzedać mieszkanie, potem pozbyli się też samochodu. Dzisiaj mieszkają kątem u rodziców Pawła. Skarżą się, że nie mają nic swojego. Cóż, to efekt tego, że nie chcieli posłuchać starszych. Spłacanie kredytów potrwa jeszcze kilka lat. Pozostały tylko smutek i łzyA jednak, z biegiem miesięcy, coś się w nich zmieniło. Jagoda i Paweł zaczęli pomagać sobie nawzajem, zamiast żyć w przekonaniu, że wszystko musi być nowe i większe. Zaczęli szanować każdą złotówkę, z uśmiechem przyjmując drobne prace i choć nie było łatwo odbudowywali powoli utraconą niezależność.

Pewnego wieczoru, podczas rodzinnej kolacji, Jagoda powiedziała: Najwięcej nauczyło nas to, co straciliśmy. Ale teraz wiemy, że prawdziwy dom nie polega na liczbie pokoi ani na nowym samochodzie. Najważniejsze, żeby być razem i nie bać się prosić o pomoc, gdy jej naprawdę potrzebujemy.

Wszyscy się uśmiechnęli. Bo choć życie nie zawsze układało się według planu, okazało się, że nawet z największych błędów może wyrosnąć coś cenniejszego niż własne M mądrość, pokora i zaufanie do siebie nawzajem.

I może właśnie wtedy po raz pierwszy naprawdę poczuli się u siebie nieważne gdzie, ważne z kim.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

19 − czternaście =

Głupiutkie dzieci postanowiły pobawić się w dorosłość – skończyło się na długach i utracie mieszkani…