Gdyby nie ty…
Wiktoria i Ania przyjaźniły się od najmłodszych lat, chodziły do tego samego przedszkola, w szkole siedziały w jednej ławce. Dorastając, Wiktoria stała się prawdziwą pięknością, zawsze otaczała się wielbicielami, wszystko przychodziło jej łatwo, bez wysiłku. Ania natomiast była niepozorna, jedną z wielu dziewczyn, których twarz nie zatrzymywała spojrzeń w tłumie.
Po maturze Ania poszła do szkoły medycznej, wybierając pomoc ludziom jako swoje powołanie. Wiktoria uznała, że dyplomy nie są jej potrzebne, by dobrze ułożyć sobie życie. Skończyła kursy i pracowała w salonie kosmetycznym, malując kobietom brwi i rzęsy.
Przyjaciółki trudno znosiły kłótnie i rozstania. Nie mogły przeżyć dnia, żeby się nie spotkać lub nie pogadać przez telefon. Gadała głównie Wiktoria, a Ania słuchała, współczując kolejnemu rozstaniu z wielbicielem lub ciesząc się nowym związkiem przyjaciółki.
Jak to często bywa między przyjaciółkami, obie zakochały się w tym samym chłopaku.
Pierwsza poznała Krzysztofa Ania. Gdyby nie był przystojniakiem, lecz zwyczajnym, przeciętnym chłopakiem, mogłaby ich połączyć miłość i rodzina. Ale łatwych dróg do szczęścia, jak wiadomo, nie ma.
Ania wracała ze sklepu. GodzinGdyby nie ty…
Wiktoria i Ania przyjaźniły się od najmłodszych lat, chodziły do tego samego przedszkola, w szkole siedziały w jednej ławce. Dorastając, Wiktoria stała się prawdziwą pięknością, zawsze otaczała się wielbicielami, wszystko przychodziło jej łatwo, bez wysiłku. Ania natomiast była niepozorna, jedną z wielu dziewczyn, których twarz nie zatrzymywała spojrzeń w tłumie.
Po maturze Ania poszła do szkoły medycznej, wybierając pomoc ludziom jako swoje powołanie. Wiktoria uznała, że dyplomy nie są jej potrzebne, by dobrze ułożyć sobie życie. Skończyła kursy i pracowała w salonie kosmetycznym, malując kobietom brwi i rzęsy.
Przyjaciółki trudno znosiły kłótnie i rozstania. Nie mogły przeżyć dnia, żeby się nie spotkać lub nie pogadać przez telefon. Gadała głównie Wiktoria, a Ania słuchała, współczując kolejnemu rozstaniu z wielbicielem lub ciesząc się nowym związkiem przyjaciółki.
Jak to często bywa między przyjaciółkami, obie zakochały się w tym samym chłopaku.
Pierwsza poznała Krzysztofa Ania. Gdyby nie był przystojniakiem, lecz zwyczajnym, przeciętnym chłopakiem, mogłaby ich połączyć miłość i rodzina. Ale łatwych dróg do szczęścia, jak wiadomo, nie ma.
Ania wracała ze sklepu. Godzinę wcześniej przeszła ulewa, kałuże jeszcze nie zdążyły wyschnąć. Omijając jedną z nich, rozlaną na całym chodniku, dostrzegła nagle pędzącego w jej kierunku chłopaka na elektrycznej hulajnodze. Patrzył przed siebie, gdzieś obok Ani. Dziewczyna nie była pewna, czy ją zauważył, więc w ostatniej chwili krzyknęła i odskoczyła w bok, prosto do kałuży.
– Jeżdżą tymi hulajnogami, a przed sobą nic nie widzą, narwane dzieciaki – krzyknęła starsza kobieta stojąca nieopodal i pogroziła chłopaku kościstym palcem. – Czego się gapisz? Prawie człowieka potrąciłeś. Patrzy on…
Chłopak zatrzymał się i obejrzał. Tymczasem Ania wygramoliła się z kałuży na suchy skrawek chodnika i ze smutkiem przyglądała się swoim zabłoconym, mokrym butom.
– Przepraszam. Po co wlazłaś do kałuży? Doskonale cię widziałem, objechałbym – podszedł do niej.
Ania nie potrzebowała jego przeprosin. Szukała miejsca, gdzie postawić stopę, by wyjść z kałuży. Nie chciała znowu wpaść w brudną wodę, choć co to teraz za różnica.
– Wsiadaj, podwiozę – zaproponował.
– Daj mi spokój – burknęła Ania.
– Przeprosiłem. A może wolisz spacerować po kałuży? Gdzie cię zawieźć? – nie ustępował.
– Na sąsiednią ulicę. Mickiewicza 10 – powiedziała.
Niepewnie stanęła przed chłopakiem i złapała kierownicę. Hulajnoga płynnie wyjechała z kałuży, rozgarniając fale. Wiatr przyjemnie owiewał twarz, a prędkość zapierała dech w piersiach. Ania nigdy wcześniej nie jeździła na elektrycznej hulajnodze, bała się, ale z nim nie było strachu.
Wjechali na podwórko, chłopak zwolnił i zapytał niemal do ucha:
– Która klatka?
Jego oddech musnął skroń, a po karku przebiegły ciarki.
– Trzecia – odpowiedziała.
Podjechali pod samo wejście, a on zatrzymał się tak, by Ania mogła od razu stanąć na schodach. Przed jej klatką również rozlewała się duża kałuża.
– Dziękuję – powiedziała.
Ich oczy spotkały się na jednym poziomie. Ania zauważyła i śniadą cerę, i piękne oczy, i uśmiech, od którego serce zaczęło bić mocniej.
– Mam na imię Krzysztof – przedstawił się.
– Ania.
– Przepraszam, że tak wyszło. Może pójdziemy kiedyś do kina? Wszyscy znajomi rozjechali się na wakacje, a samemu jakoś nie chce się – zaproponował niespodziewanie.
Ania wzruszyła ramionami.
– Dobrze.
– To jutro o siódmej w tym miejscu. – Uśmiechnął się, odjechał przez podwórko i zniknął za rogiem bloku.
– Czemu się tak uśmiechasz? – zapytała mama.
– Bo nic. Wdepnęłam w kałużę, muszę umyć buty. – odpowiedziała Ania, podając mamie torbę z chlebem i zamykając się w łazience.
Cały wieczór myślała o chłopaku, a ciarki znów przebiegały po jej skórze. Następnego dnia założyła jeansy i trampki, przyuczając się do wyjścia do kina. Jakoś była pewna, że Krzysztof znów przyjedzie na hulajnodze.
– Gdzie się wybierasz? – spytała mama.
– Do kina. Z Wiktorią – dodała szybko.
– Tylko nie wracaj późno – krzyknęła za nią mama.
Wyszła z klatki, ale Krzysztofa nie było. Rozejrzała się nerwowo. Zawód palił jak ogień, a w sercu pojawiła się gorycz, ale wciąż miała nadzieję, że go zobaczy. „Uwierzyłaś, głupia” – usłyszała w myślach głos matki. Już miała zawrócić do domu, gdy nagle usłyszała za sobą:
– Cześć!
Odwróciła się i zobaczyła uśmiechniętego Krzysztofa. Ucieszyła się, ale jednocześnie poczuła rumieniec na twarzy, jakby mógł usłyszeć jej myśli.
– Wsiadaj, jedziemy. Seans za dwadzieścia minut.
I Ania stanęła na hulajnodze, chwytając kierownicę. Znów wiatr owiewał jej twarz. Czuła, jak Krzysztof przysuwa się do jej pleców, a serce zamierało z radości.
Po seansie wracali do domu piechotą, rozmawiając. Krzysztof zostawił hulajnogę przed kinem.
– Z kim to ty wczoraj byłaś w kinie? – zadzwoniła rano Wiktoria. – Gadaj szybko, przyjaciółko.
– Mama ci powiedziała? – Ania zesztywniała.
– Nie bój się, nie wydała cię. Więc co to za jeden?
Ani ogromnie chciało się pochwalić przed przyjaciółką. Nigdy wcześniej z nikim się nie umawiała. To Wiktoria zmieniała chłopaków jak rękawiczki.
– Takiego, zwykły facet – odparła, choć wcale tak nie myślała. Był wyjątkowy choćby dlatego, że zwrócił na nią uwagę, zaprosił do kina, a wieczorem mieli się znowu spotkać.
Krzysztof czekał na Anię bez hulajnogi. Postanowili po prostu pochodzić po mieście.Gdy wychodzili z podwórka, natknęli się na Wiktorię, jakby na nich czekała.



