Gdyby nie ty…

**Dziennik osobisty**

Gdyby nie ty…

Od dzieciństwa przyjaźniłam się z Małgosią. Chodziłyśmy razem do przedszkola, w szkole siedziałyśmy w jednej ławce. Dorastając, Małgosia stała się prawdziwą pięknością, zawsze otaczała się wielbicielami, wszystko przychodziło jej z łatwością. Ja, Izolda, byłam przeciętną dziewczyną, taką, na którą nikt specjalnie nie zwracał uwagi.

Po szkole poszłam do medycznego, bo chciałam pomagać ludziom. Małgosia stwierdziła, że dyplomy jej nie potrzebne – skończyła kursy i pracowała w salonie kosmetycznym, malując kobietom brwi i rzęsy.

Nie wyobrażałyśmy sobie dnia bez siebie. Ciągle się widywałyśmy lub gadałyśmy przez telefon. Oczywiście, Małgosia mówiła więcej, a ja słuchałam, współczując kolejnemu rozstaniu lub ciesząc się jej nowym związkiem.

Aż w końcu zdarzyło się to, co często między przyjaciółkami – obie pokochałyśmy tego samego chłopaka.

Pierwsza poznałam Igora. Gdyby to nie był przystojniak, tylko zwyczajny, niepozorny facet, może miałabym szansę na miłość i rodzinę. Ale łatwych dróg do szczęścia nie ma.

Szłam właśnie ze sklepu. Godzinę wcześniej przeszła ulewa, kałuże jeszcze nie wyschły. Omijając jedną z nich, zobaczyłam nagle pędzącego w moją stronę chłopaka na hulajnodze elektrycznej. Patrzył gdzieś obok, nie wydawał się mnie widzieć. W ostatniej chwili krzyknęłam i odskoczyłam w błoto.

— Hulajnogarze, nic przed sobą nie widzą, wariaci! — pokrzykiwała starsza pani stojąca nieopodal, grożąc mu kościstym palcem. — Oglądasz się? Prawie kogoś potrąciłeś!

Chłopak zatrzymał się i obejrzał. Ja tymczasem wygramoliłam się z kałuży na suchy fragment chodnika, smutno spoglądając na swoje zabłocone buty.

— Przepraszam. Po co wskoczyłaś w błoto? Widziałem cię, ominąłbym — podszedł bliżej.

Nie potrzebowałam jego przeprosin. Zastanawiałam się tylko, jak stąd wyjść, nie brudząc się jeszcze bardziej.

— Wsiadaj, podwiozę cię — zaproponował.

— Daj mi spokój — burknęłam.

— No przeprosiłem. Wolisz brodzić w kałużach? Gdzie mam cię zawieźć? — nie ustępował.

— Na ulicę Mickiewicza, numer dziesięć — w końcu się zgodziłam.

Niepewnie stanęłam przed nim, złapałam kierownicę. Hulajnoga ruszyła płynnie, rozpryskując wodę na boki. Wiatr muskał twarz, a prędkość zapierała dech. Nigdy wcześniej nie jeździłam na elektrycznej hulajnodze, ale z nim jakoś nie bałam się.

Wjechaliśmy w podwórko. Igor zwolnił i szepnął mi do ucha:

— Która klatka?

Jego oddech musnął moje ucho, aż ciarki przeszły mi po plecach.

— Trzecia — odparłam.

Podjechał pod same schody, zatrzymując się tak, bym od razu mogła na nie wejść. Przed wejściem też rozlewała się wielka kałuża.

— Dzięki — powiedziałam.

Nasze spojrzenia spotkały się na jednym poziomie. Zauważyłam jego śniadą cerę, piękne oczy i uśmiech, od którego serce zabiło mocniej.

— Jestem Igor — przedstawił się.

— Izolda.

— No przepraszam jeszcze raz. Może pójdziemy kiedyś do kina? Wszyscy znajomi wyjechali, a samemu jakoś nie chce się… — rzucił nagle.

Wzruszyłam ramionami.

— No dobrze.

— To jutro, siódma, w tym samym miejscu. — Uśmiechnął się, odjechał i zniknął za rogiem.

— Czemu tak się uśmiechasz? — spytała mama, gdy weszłam do domu.

— Nic. Wdepnęłam w kałużę, idę umyć nogi — odparłam, podając jej chleb i zamykając się w łazience.

Cały wieczór myślałam o nim, a ciarki znów biegły mi po skórze. Następnego dnia założyłam dżinsy i trampki, pewna, że znów przyjedzie na hulajnodze.

— Dokąd idziesz? — spytała mama.

— Do kina. Z Małgosią — dodałam szybko.

— Tylko nie wracaj późno — krzyknęła za mną.

Wyszłam przed blok, ale Igora nie było. Rozglądałam się, czując, jak rozczarowanie i złość ściskają mnie za gardło. „Uwierzyłaś, głupia” — usłyszałam w myślach głos mamy. Miałam już wracać, gdy nagle ktoś zawołał:

— Cześć!

Odwróciłam się i zobaczyłam uśmiechniętego Igora. Poczułam falę radości, ale też wstyd, jakby mógł usłyszeć moje myśli.

— Wsiadaj, jedziemy. Seans za dwadzieścia minut.

Znów stanęłam na hulajnodze, znów wiatr muskał twarz. CzPo latach, gdy nasz syn biegał już po domu, a ja patrzyłam na Igora i wiedziałam, że byłam dla niego tym, kto nigdy nie przestał wierzyć, zrozumiałam, że miłość nie zawsze przychodzi łatwo, ale zawsze warto na nią czekać.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

trzy × jeden =

Gdyby nie ty…