No dobrze, oto mój numer telefonu, proszę się rozgościć, muszę lecieć, bo jutro w nocy mam samolot na wakacje mówiła w biegu Katarzyna Wojciechowska, właścicielka mieszkania, które właśnie wynajęła Magdzie. W razie czego, proszę dzwonić. Do widzenia.
Dobrze, do widzenia odparła trochę zdezorientowana Magda, wciąż trzymając w ręce umowę i pełnomocnictwo do współpracy z administracją, tak na wszelki wypadek.
Rzutka i spostrzegawcza właścicielka tego mieszkania, a tak w sumie to wszyscy powinni tacy być pomyślała Magda.
Podobało jej się to wynajęte mieszkanie w nowym budynku, a widok z okna był po prostu przepiękny: las niedaleko i mała rzeczka, która nawet zimą nie zamarzała. Dlaczego? Nikt nie wiedział. Niektórzy żartowali, że płynie w niej płyn do spryskiwaczy.
Minął już tydzień, odkąd Magda tu mieszkała. Wracała z pracy po zmroku, na dworze panowała zima. Sąsiadka z naprzeciwka, Danuta Nowak, najsłodsza i najżyczliwsza starsza pani, odwiedziła Magdę już trzeciego dnia.
Dobry wieczór powiedziała spokojnie. Danuta Nowak, sąsiadka z naprzeciwka dodała cicho. Poznajmy się, skoro pani tu wynajęła mieszkanie. Sąsiadów trzeba znać i żyć z nimi w zgodzie mówiła, jakby tłumacząc to Magdzie, ale też i sobie.
Dzień dobry, proszę wejść, pani Danuto. Nazywam się Magda, bardzo mi miło, że pani wpadła. I to prawda, mieszkam tu, a nikogo nie znam odpowiedziała przyjaźnie. Napijemy się herbaty? Choć specjalnych smakołyków nie mam, tylko czekoladę.
Dziękuję, Magdusiu, dziękuję. Ale ja przyszłam zaprosić cię do siebie. Mam świeże jabłeczniki prosto z piekarnika, chodź. A w ogóle, wybacz, ale będę mówić do ciebie po imieniu. Po pierwsze, jesteś młoda, po drugie, jesteśmy sąsiadkami, a po trzecie byłam nauczycielką, więc z uczniami zawsze byłam na ty uśmiechnęła się ciepło.
Musiała być wspaniałą nauczycielką przemknęło Magdzie przez myśl, a na głos dodała:
Ojej, dziękuję, pani Danuto, niespodziewanie trafiłam na jabłecznik zaśmiała się. Jabłecznik to zawsze dobry wybór.
Magda zasiedziała się u sąsiadki, ale wcale nie żałowała. Danuta okazała się cudowną rozmówczynią. Opowiadała historie ze szkoły, o swoich uczniach, przyznała nawet, że tęskni za pracą na emeryturze, ale takie życie, lata biorą swoje.
Magda nie była zamężna, miała dwadzieścia osiem lat. Trzy miesiące temu rozstała się z chłopakiem był zbyt delikatny i bezużyteczny, nie potrafił nawet umyć za sobą kubka, a co dopiero mówić o naprawach czy wkręcaniu żarówek. Po roku wspólnego życia pokłócili się o drobiazgi.
Wróciła od Danuty późno, najadła się jabłecznika, napiła herbaty i położyła spać. W pracy czekał ją raport, pewnie następnego dnia wróci późno. Z tymi myślami zasnęła. Faktycznie, cały dzień nie odrywała się od komputera, tylko na lunch wybiegła na szybką kanapkę.
W końcu wróciła do domu i odetchnęła z ulgą.
Uff, dzięki Bogu, raport skończony pomyślała. Za kilka dni święta, wreszcie odpocznę, może na narty z Kasią, choć ona zawsze się wymiguje.
Zjadła kolację i wbiła się w telefon. Nie wiadomo, jak długo tak siedziała, ale w końcu zachciało jej się pić. Wyszła do kuchni, postawiła kubek na stole i nagle drgnęła z kranu lała się woda pod ogromnym ciśnieniem, bryzgając na wszystkie strony.
Ojej, zaraz będzie potop, co robić? Nigdy nie była w tak ekstremalnej sytuacji.
Przypomniała sobie, że Katarzyna pokazywała jej, gdzie jest zawór wody. Wbiegła do łazienki, ale kurek nie dawał się przekręcić pewnie dawno nikt go nie używał. Woda wciąż lała się strumieniem. Rzuciła szmatę na podłogę, ale to i tak nie pomogło. Najbardziej martwiła się o sąsiadów na dole.
Kto tam mieszka? Zaraz ich zatopię.
Z całej siły nacisnęła na kurek trochę się poddał, ale woda wciąż leciała, teraz już tylko cienkim strumieniem. Szybko znalazła numer Katarzyny, ale ta nie odbierała pewnie była już na wakacjach.
Zadzwoniła do administracji bez odpowiedzi. W końcu do mamy, która spanikowała:
Zaraz z Tadeuszem przyjedziemy!
Mamo, ale ja mieszkam sto pięćdziesiąt kilometrów stąd! I co wy zdziałacie? Nie martw się, dzwonię jeszcze do administracji, choć na razie nie odbierają.
Magda zebrała wodę z podłogi, ale wciąż sączyła się z kranu. Wyszła na klatkę i zadzwoniła do Danuty. Ta otworzyła w koszuli nocnej, ale szybko zorientowała się w sytuacji i zadzwoniła po straż pożarną. Magda zdębiała:
Dlaczego sama na to nie wpadłam? To przecież nagły wypadek!
Danuta gadała do dyspozytora, podkreślając powagę sytuacji. Zgłoszenie przyjęto.
I co teraz? zapytała wystraszona Magda.
No to wypijemy herbatę, za dziesięć minut przyjadą odparła spokojnie Danuta. W szkole przeżyła niejedno i umiała panować nad emocjami.
Wtedy zadzwonił jej telefon.
Tak, Krzysiu, tak kiwała głową. Już dzwoniła, w administracji nikt nie odbiera. Dlatego zadzwoniłam po straż. Rozumiesz, woda leje się w mieszkaniu, zaraz zatopi sąsiadów.
Po dziesięciu minutach na korytarzu rozległy się kroki i głosy. Ktoś zadzwonił do drzwi Magdy. Gdy tłumaczyła sytuację, do mieszkania Danuty wszedł młody mężczyzna w dresie, senny i zirytowany. Spojrzał na Magdę i przedstawił się:
Krzysztof Kowalski, inżynier z administracji.
Przeszli do mieszkania, gdzie już krzątali się strażacy.
Zejdę do piwnicy i zakręcę wodę powiedział Krzysztof i wyszedł.
Magda patrzyła, jak czterech mężczyzn drepta po mokrej podłodze. Była już jedenasta w nocy, a ona myślała:
O której ja dziś w ogóle pójdę spać? Jeszcze po nich sprzątać
W końcu naprawili awarię i


