Mój syn Leszek ma ukończone dwa kierunki studiów, jest bardzo inteligentny, ale niestety – wziął ślub ze zwykłą, wiejską dziewczyną. Nie mogliśmy nic zrobić, bo co niby – przecież nie zakażemy dorosłemu facetowi spotykania się z dziewczyną, bo nam się nie podoba. Młodzi byli zdeterminowani – nie chcieli hucznego ślubu i wielkiego wesela, a jedynie szybko wzięli ślub cywilny, a potem polecieli w podróż poślubną na wakacje do Egiptu. Kiedy wrócili, postanowili zamieszkać z rodzicami Marzeny, ponieważ był to duży, trzypiętrowy dom z gospodarstwem. Młodzi mieli więc do swojej dyspozycji całe drugie i trzecie piętro.
Po trzech latach wspólnego życia Marzena urodziła córkę. Ja oraz mążwciąż pracowaliśmy, więc nie mieliśmy za bardzo czasu, żeby wyrwać się na wieś. Za to syn ze swoją żoną oraz wnuczką odwiedzali nas od czasu do czasu. W końcu jednak zorganizowaliśmy sobie tak czas, że mogliśmy jechać na wieś i w końcu zobaczyć, jak żyją. Okazało się, że synowi żyje się tam dobrze. Teściowie są mu życzliwi, a Marzena bardzo go kocha, co widać było po oczach i tym, jak go traktowała. Wnuczka też rosła jak na drożdżach i widać było, że służy jej wiejskie pojęcie.
Mimo wszystko podczas tej wizyty zobaczyłam coś, co jakoś mnie zaniepokoiło. Na miejscu u syna byliśmy bliżej wieczora i zaproszono nas do kolacji. Rodzice Mariusza również przyszli do domu młodych. Na stole synowa postawiła ogromną patelnię z ziemniakami smażonymi na smalcu, do tego podała kanapki – chleb ze smalcem i solonym ogórkiem. Były też przekąski i sałatki ze świeżych warzyw, a także smażony kurczak. Dla mnie to zdecydowanie za dużo jak na jeden wieczór i to zbyt ciężkie potrawy, które jak już to można zjeść na obiad, a nie na kolację. Leszek nigdy wcześniej tak się nie odżywiał. Na deser synowa przyniosła kromki białego chleba posmarowane dżemem, posypane cukrem pudrem i podane z tłustym mlekiem. Jak można po takim obfitym posiłku myśleć jeszcze o deserze? Powiem Wam jednak, że to i tak jeszcze było nim. Kolejnego dnia, gdy obudziliśmy się chwile po ósmej, nikt w domu już nie spał mimo, że to była sobota. Od razu zaproszono nas na śniadanie. Myślałam, że to będzie jakaś kanapka i kawa, ale byłam w błędzie. pPatrzyłam, jak synowa przygotowywuje śniadanie i byłam w szoku. Patelnia już była tłusta od smalcu, a ona na to jeszcze wrzuciła pokrojoną kiełbasę i dodała 10 jajek.
Odniosłam wrażenie, że całe ich życie kręci się wokół jedzenia. Obiad był już o 12, a w garnku z barszczem, oprócz żeberek pływała cała szynka. Łyżka w tym barszczu stała wręcz od tłuszczu. Na drugie danie podali pierogi z ziemniakami i kapustą posypane skwarkami. Przecież to jakiś koszmar! Już tylko chciałam wracać do domu. Teraz myślę tylko o jednym: co ta rodzina zrobiła z moim synem? On chętnie zajada się tym jedzeniem, ale przecież to źle wpłynie na jego zdrowie! Nie wiem, jakk o tym z nim porozmawiać i uratować mojego syna oraz wnuczkę przed nadwagą oraz innymi chorobami?



