«Gdy rodzice potrzebują wsparcia: Jak wychowanie wpływa na relacje dzieci»

Znałam kiedyś kobietę, Stanisławę, która niedawno skończyła 70 lat. Nagle dotknął ją udar i trafiła do szpitala na jednym z osiedli w Poznaniu. Nie wiem dokładnie, co było przyczyną – czy wiek, czy niezdrowy tryb życia: źle się odżywiała, rzadko wychodziła na spacery, a może i jedno, i drugie.

Jej syn, Wojciech, od kilku lat mieszka w zupełnie innym mieście, we Wrocławiu, oddalonym o setki kilometrów od Poznania. Ma własną rodzinę – żonę i dwójkę dzieci. Kiedy Stanisława trafiła do szpitala, sąsiedzi wezwali pogotowie. Dalsza rodzina dowiedziała się o sytuacji i teraz ją odwiedza, przynosząc leki i słowa otuchy. Kobieta powoli dochodzi do siebie, ale wciąż nie może wstać z łóżka.

Wojciech zadzwonił tylko raz. Przeciął parę złotych na leki – i na tym jego zaangażowanie się skończyło. Nie przyjechał, nie spytał, jak się czuje jego matka. Ma przecież, jak twierdzi, własne problemy, które wymagają natychmiastowego rozwiązania. Nie obchodzi go, co dzieje się z rodzicielką. „Co ja mogę pomóc, jeśli przyjadę?” – rzucił komuś z krewnych. Jego zdaniem pieniądze to wszystko, czego od niego oczekiwano.

Tymczasem dalsi krewni codziennie przychodzą do szpitala. Kupują potrzebne lekarstwa, wypytują Stanisławę o samopoczucie, dopytują lekarzy o szczegóły, by zrozumieć, jak wygląda jej stan. Ich troska to jedyne, co podtrzymuje tę kobietę na duchu w tych trudnych chwilach.

I wtedy nasuwa mi się pytanie: co my, matki, robimy nie tak, skoro nasze dzieci traktują nas w ten sposób? Jestem pewna, że stosunek dzieci do rodziców odbija to, jak je wychowaliśmy. Obserwują nas, chłoną nasze słowa, czyny, wartości. Jeśli byliśmy wobec nich chłodni lub niesprawiedliwi, nie można się dziwić, że w odpowiedzi dostajemy obojętność.

Wierzę mocno: nie ma złych dzieci czy wnuków, są tylko rodzice, którzy nie potrafili dać dobrego przykładu. Chcesz być dobrym rodzicem – pokazuj to swoimi działaniami. Jeśli dziecko widziało, jak matka opiekuje się swoją własną matką, przyswoi tę lekcję. Ale w przypadku Stanisławy było inaczej. Wojciech nie widział, by jego matka utrzymywała kontakt z własną rodzicielką w ostatnich latach jej życia. Stanisława odwróciła się od swojej matki, a teraz jej syn powtarza tę samą drogę.

Życie to boomerang – wszystko, co robimy, wraca do nas. I, jak na ironię, jest w tym pewna sprawiedliwość. Stanisława leży teraz na szpitalnym łóżku, otoczona obcymi, a nie własnym dzieckiem, i zbiera żniwo swoich dawnych wyborów. To gorzkie, ale może właśnie jest to szansa, by się zastanowić – zarówno dla niej, jak i dla nas wszystkich.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

4 + 6 =

«Gdy rodzice potrzebują wsparcia: Jak wychowanie wpływa na relacje dzieci»