Po tym, jak usłyszałam tę historię od mojej przyjaciółki Ewy, zupełnie zmieniłam podejście do ludzi, podobnie jak mój mąż Michał. Zaczęliśmy spędzać znacznie mniej czasu z naszymi bliskimi znajomymi i jeszcze mniej opowiadać im o naszym życiu. Nie przestaliśmy im ufać, nadal utrzymujemy poprawne relacje, ale już nie wpuszczamy nikogo tak łatwo do naszej prywatności. Wszystko przez przykre wydarzenie, które spotkało Ewę i jej męża, Andrzeja.
Ewa i Andrzej mieli przyjaciół, z którymi znali się od dawna. Mężczyźni pracowali razem w jednej z firm w Warszawie, a kobiety studiowały razem na Uniwersytecie Warszawskim. Później druga znajoma, Monika, wyszła za mąż, a niedługo potem urodziła córkę. To właśnie Ewa przedstawiła Monikę koledze swojego męża, Pawłowi i zaczęli się spotykać.
Po pewnym czasie Paweł zmienił pracę na lepiej płatną, a Monika również zaczęła zarabiać więcej. Kontakty pomiędzy parami stały się rzadsze. Monika zaczęła często chodzić na L4, ponieważ w międzyczasie urodziła się jej dwójka dzieci. Przełożonym się to nie spodobało, więc w końcu pod byle pretekstem została zwolniona.
W rodzinie Ewy głównie Andrzej musiał ciężko pracować, by utrzymać dom, żonę i czwórkę dzieci na przyzwoitym poziomie. Mimo wszystko nie narzekali. Kupili dom w podwarszawskiej Wiązownie, dbali o ogród i gospodarstwo. Z biegiem czasu ich dochody się wyrównały, ale nie dorobili się wielkich pieniędzy.
Druga para nie miała dzieci, oboje rozwijali kariery. Często wyjeżdżali nad Bałtyk czy w Tatry, korzystali z życia, na co tylko mieli ochotę, a pieniądze nie były dla nich problemem.
Pewnego dnia Paweł i Monika postanowili zaprosić Ewę i Andrzeja z rodziną na weekend do swojego domu nad jeziorem na Mazurach. Stwierdzili, że to będzie świetna odskocznia od codziennego zgiełku. Można będzie rozpalić grilla, popływać kajakiem, pójść do lasu na grzyby. Pogoda dopisywała. Monika zadzwoniła do Ewy z zaproszeniem. Ewa ucieszyła się, ale powiedziała, że musi wszystko ustalić z Andrzejem i zadzwoni potem, czy dadzą radę przyjechać. Odłożyła telefon na stół, zapominając zakończyć połączenie.
I wtedy Ewa, siedząc w kuchni, usłyszała rozmowę Moniki i Pawła o sobie i swojej rodzinie. Była w szoku. Okazało się, że znajomi uważają ich za kompletnych nieudaczników, którzy ledwo wiążą koniec z końcem w Warszawie z tą czwórką dzieci. Według nich ich dom to ruina, do której wstyd zapraszać kogokolwiek. Dzieci źle wychowane, a zamiast rodzić tyle, powinni połowę oddać do domu dziecka. Sama Ewa według Moniki była nudziarą, która potrafi mówić tylko o swoich dzieciach.
O Andrzeju Paweł mówił, że jest zwykłym burakiem, z którym nie da się normalnie rozmawiać. W pewnym momencie połączenie się urwało, a Ewa z Andrzejem długo nie mogli otrząsnąć się z szoku. Michał chciał natychmiast pojechać do tych rzekomych przyjaciół i powiedzieć im parę słów prosto w oczy. W tym momencie zadzwonił telefon Paweł potwierdził wizytę na weekend, Andrzej odebrał i krótko przytaknął.
Wieczorem małżonkowie porozmawiali i postanowili przeczekać sytuację, chcieli zobaczyć, jak zachowają się przyjaciele podczas wizyty. W weekend Monika i Paweł przyjechali z tanim dżemem na stół i równie słabymi słodyczami dla dzieci. Od progu Paweł rzucił:
Co, macie taką niską pensję, że nawet normalnych produktów nie możecie kupić? Dobrze, damy wam się u nas dobrze najeść, stół mamy pełen smakołyków. Najpierw zjecie, potem pomożecie w obejściu, pracy jest sporo.
Ewa i Andrzej oniemieli. Monika dołożyła swoje:
A czemu nie macie jeszcze dzieci?
Na razie nie chcemy, jeszcze mamy czas odpowiedziała chłodno Ewa.
Jasne, już wszystko wiem. Tylko prostacy mają dzieci, a ludzie z klasą żyją dla siebie podsumowała Monika.
Ewa i Michał nie mogli w to uwierzyć. Stało się jasne, że przyjaciele znają ich prawdziwe poglądy, ale nie mają pojęcia, skąd. Szybko wymyślili powód do wyjazdu.
Jak myślicie, czy Ewa i Andrzej postąpili słusznie? Czy powinni byli zachować się inaczej wobec swoich gości? Co wy byście zrobili w takiej sytuacji?



