Gdy prawdziwy czarodziej wkracza do domu

Babcia Gosia siedziała przy kuchennym stole i dziergała ciepłe skarpetki — starannie, oczko za oczkiem. W dokumentach była Małgorzatą Kowalską, ale we wsi wszyscy mówili na nią po prostu Gosia — tak jakoś swojsko, z serca.

W domu panowała zimowa cisza, tylko radio na parapecie cicho terkotało. Nagle skrzypnęły drzwi. Babcia podniosła wzrok — i zastygła. W progu stał… prawdziwy Święty Mikołaj. Czerwona czapka, biała broda, futrzane obszycie — wszystko, jak trzeba.

— Dobry wieczór, Gosiu! — uśmiechnął się serdecznie. — Przyjmiesz gościa?

Gosia poprawiła okulary, przyjrzała się jego workowi i butom, aż w końcu wykrztusiła zaskoczona:

— Jezu, czy to naprawdę ty? Ale jakim cudem?..

— Jak to jakim cudem? — rozśmiał się dziadek. — Dzisiaj mamy przecież wigilię! Wszyscy szykują się do świąt. A ja do ciebie — z prezentem.

— Ale po co ja ci, starej? Dzieci byś lepiej odwiedził, kolędy posłuchał. A ja co? Babcia, już dawno prezenty przerobiłam.

— Dzieci teraz we wsi — policzyć można na palcach. A twoje skarpetki takie ciepłe — wskazał na jej robótkę. — Więc i ty prezentu jesteś warta.

— No dobra, skoro już przyszedłeś, dawaj, obdaruj — uśmiechnęła się babcia. — Tylko kolędować ci nie będę, krzyż mnie boli, ledwo się ruszam.

— To powiedz, co dobrego w tym roku zrobiłaś.

— A co ja tam… — zamyśliła się Gosia. — Wnukom rękawice wydziergałam, sąsiadom skarpetki. Warzywa rozdawałam z ogródka. Chyba nie z dobroci, ale z nudów.

— Nie udawaj skromnej. Właśnie na tym polega dobro — gdy robisz coś bezinteresownie.

— A mój staruszek, swoją drogą, gdzieś się wałęsa. Wyszedł rano — i ani widu, ani słychu.

— Do niego też miałem wstąpić. Ciągle taki sam wesołek?

— Jakżeby inaczej! Chodzi po sąsiadach, opowiada kawały, śpiewa piosenki. Rozśmiesza ludzi, żeby im smutki umykały.

— Kochasz go?

— A ty jak myślisz? — uśmiechnęła się Gosia. — Minęło nam razem pół wieku. Udajemy, że niedosłyszymy, że nie wszystko widzimy. I nie kłócimy się. Po co?

Święty Mikołaj wyciągnął z worka chustę — miękką, wełnianą, w kwiaty i z połyskiem.

— Masz, trzymaj. Jak założysz — to o dziesięć lat młodszą się poczujesz.

— Jakaż to cudność! — rozbłysły oczy babci. — Całe życie o takiej marzyłam. Dziękuję ci!

— Podziękuj mężowi — mrugnął dziadek. — To on mi list napisał.

Wyszedł do sieni, zrzucił kożuch, czapkę i schował wszystko do skrzyni.

— Ech, Gosieńko moja…

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

12 − 8 =

Gdy prawdziwy czarodziej wkracza do domu