**Dziennik:**
Sala weselna wypełniła się podekscytowanym szeptem. Przez długie, słoneczne okna sączyło się spokojne światło, a pozłacane krzesła zajmowali elegancko ubrani goście. W powietrzu unosiła się radosna atmosfera, a niektórzy próbowali uchwycić tę chwilę na swoich telefonach. Całe pomieszczenie drgało od emocji, jakby każdy czekał na coś niezwykłego.
Panna młoda, Kasia, stała obok pana młodego, Piotra, mocno ściskając jego dłoń. Wyglądała idealnie biała, dopasowana suknia podkreślała jej smukłą sylwetkę, a koronkowy welon delikatnie wlókł się po podłodze. Na jej twarzy malował się szczęśliwy uśmiech, ale w kącikach oczu dostrzegłam nutę niepokoju.
Wszystko będzie dobrze Piotr szepnął, ściskając jej palce.
Kasia skinęła głową, lecz zanim zdążyła odpowiedzieć
coś się poruszyło.
Nie za nią. Nie obok. Dokładnie pod nią.
Lekkie, ledwo zauważalne drgnienie jakby coś, lub ktoś, ukrywał się między fałdami materiału.
Kasia drgnęła, robiąc pół kroku w tył. Piotr natychmiast wyczuł jej napięcie i zmarszczył brwi:
Co się dzieje?
Ale zanim zdążyła odpowiedzieć, ruch powtórzył się tym razem wyraźniejszy. Dół sukni uniósł się lekko, jakby coś pod spodem próbowało się uwolnić.
Goście zaniemówili. Jedna z druhen, Ania, przyłożyła dłoń do ust. Starsza ciotka, Wanda, przeżegnała się, szepcząc coś pod nosem. Powietrze zgęstniało, jakby ktoś wessał z sali cały tlen. Piotr zbladł.
Kasia stała nieruchomo, z lodowatym dreszczem wzdłuż pleców.
A potem
cichy szept.
Dźwięk, niewielki, ale wyraźny nie było wątpliwości: coś tam było, dokładnie pod suknią.
Żartujecie sobie? zapytał nerwowo jeden ze świadków, Tomek, rozglądając się po sali.
Ale nikt się nie śmiał. Wszyscy wstrzymali oddech, jak w kluczowej scenie filmu.
I wtedy
Suknia poruszyła się gwałtownie!
Kasia krzyknęła, odskoczyła i uniosła materiał.
Sala wypełniła się zbiorowym westchnieniem, Piotr zaciśniętą pięścią, a urzędniczka stanu cywilnego, elegancka kobieta o imieniu Jolanta, zastygła w bezruchu, trzymając w dłoni pieczęć.
Spod sukni, niczym z tajemnego przejścia, wysunęła się najpierw czarna plama, a potem cichy dźwięk.
mały, czarny kłębek wyskoczył na środek.
Ktoś krzyknął, inny gość cofnął się, rozlewając kieliszek szampana. Płyn rozlał się po obrusie.
Kasia przytuliła się do Piotra.
Aaa! Co to jest?!
Kłębek niezdarnie podskoczył kilka razy, zatrzymując się pośrodku sali.
Machnął ogonem, a potem
zamiauczał.
Cisza.
Piotr mrugnął. Kasia, która przed chwilą wpatrywała się w twarze gości ze strachem, nie wierzyła własnym oczom.
Tam, na podłodze, przed wszystkimi
mały czarny kotek spoglądał na nich ciekawie.
To kot?! ktoś krzyknął z tyłu, wciąż w szoku.
Piotr spojrzał na Kasię:
Dlaczego pod suknią masz kota?
Kasia otworzyła usta, lecz nie zdążyła odpowiedzieć.
Wtedy z pierwszego rzędu dobiegł cichy głos:
Eee to może mój
Wszyscy się odwrócili.
Stała tam młodsza siostra Kasi, mała Zosia, w białych pończochach, trzymając przytulankę pluszowego króliczka. Jej wzrok pełen był skruchy, gdy szepnęła:
Nie chciałam go zostawić samego w domu wskoczył do kosza z welonem myślałam, że już wyszedł.
Goście najpierw spojrzeli na nią zdumieni, a potem wybuchnęli śmiechem. Napięcie prysło jak bańka mydlana.
Piotr westchnął. Kasia, wciąż lekko drżąc, schyliła się i delikatnie podniosła kotka.
Malec pomiauczał raz jeszcze, po czym wtulił się w jej dłoń, jakby nigdy nic.
Proszę bardzo, nasz włochaty świadek zaśmiała się Kasia, głaszcząc go po główce.
Jolanta, urzędniczka, pokiwała głową z uśmiechem:
Mam nadzieję, że nikt nie ma już więcej zastrzeżeń do tego małżeństwa?
Sala znów wybuchła śmiechem.
Kasia i Piotr spojrzeli na siebie i w końcu oboje się rozśmiali. Gdy śmiech ucichł, Kasia wciąż trzymała kotka, który zwijał się w kłębek, jakby nigdy nie zamierzał jej opuścić.
Wiesz Piotr powiedział, głaszcząc zwierzątko jeśli tak zaczynamy, to może to wesele nie będzie takie nudne.
Raczej kocie w każdym calu odparła Kasia, śmiejąc się.
Goście otoczyli ich, a Zosia nieśmiało podeszła, wciąż ściskając swojego króliczka.
Przepraszam szepnęła, patrząc na Kasię dużymi niebieskimi oczami. Nie chciałam, żeby coś się stało
Kasia przykucnęła obok niej, wciąż trzymając kotka.
Zosiu, nic się nie stało. Tylko następnym razem uprzedź, jeśli chcesz zabrać ze sobą ukryte zwierzątko, dobrze?
Dobrze Zosia skinęła głową, po czym dodała cicho: Biedny Mruczek bał się zostać sam.
Mruczek? Piotr uniósł brew.
To jego imię. Znalazłam go pod szkołą dwa tygodnie temu.
A dlaczego nikomu nie powiedziałaś? spytała Kasia, drapiąc Mruczka za uchem.
Bo mama mówiła, że nie możemy go zatrzymać ale ja go po kryjomu karmiłam, a dziś schował się pod welonem.
Jolanta, urzędniczka, odkaszlnęła i z uśmiechem zapytała:
Więc jeśli pozwolicie, może dokończymy ceremonię? Czy jeszcze ktoś planuje wyskoczyć spod sukni panny młodej?
Śmiech znów wypełnił salę.
Kasia ostrożnie oddała Mruczka Zosi, po czym wróciła do Piotra, lecz zanim wzięła go za rękę, szepnęła:
Na pewno chcesz się ze mną żenić po takim początku?
Piotr uśmie



