Dziennik osobisty
Znów do niej idziesz?
Kamila wbijała wzrok w męża. Wojciech wciąż zawiązywał buty.
Do dzieci, Kamilo. Do dzieci, nie do niej mruknął, pochylając się nad sznurowadłami. Ile można to wałkować?
Kamila milczała. Wargi zaciśnięte w cienką linię. Chciała tyle powiedzieć, ale słowa utknęły gdzieś w gardle, tworząc bolesny guzek.
Przed ślubem ci to nie przeszkadzało ciągnął Wojciech, wstając i sięgając po kurtkę z wieszaka. Wiedziałaś, że mam dzieci. Od razu ci powiedziałem. Mówiłaś, że rozumiesz. A teraz co? Histerie? Przesłuchania?
Kamila zaciśnęła zęby jeszcze mocniej. Wojciech narzucił kurtkę na ramiona i, nie doczekawszy się odpowiedzi, wyszedł. Zamek zaskoczył, została sama.
Minęło kilka sekund, zanim Kamila zdołała się ruszyć. Nogi jak z ołowiu. Upadła na kanapę w salonie. Włączyła jakiś głupi serial. Tło. Cokolwiek, by zagłuszyć myśli.
Z Wojtkiem byli razem trzy lata. Dwa z nich w małżeństwie. I tak, wiedziała od początku. Rozwód. Dwoje dzieci. Chłopiec i dziewczynka. Powiedział jej o nich na trzeciej randce. Wtedy Kamila się uśmiechnęła. Stwierdziła, że to nie problem. Że rozumie. Że dzieci nie przeszkadzają.
Teraz te słowa wydawały się naiwne, głupie.
Przykryła oczy dłonią i wzięła głęboki oddech. Powstrzymywanie łez stawało się coraz trudniejsze. W piersi czuła ucisk, jakby przygniatała ją niewidzialna płyta.
Z czasem stało się nie do zniesienia. Dwa razy w tygodniu. Zawsze: wtorek i sobota. Wojciech szedł do domu byłej. Mówił, że to dla dzieci. Ale zostawał na kolację. Spędzał czas z byłą żoną. Z Martą.
Kamila wiedziała, że to głupie. Ufała mężowi. Albo przynajmniej próbowała się w tym przekonać. Ale coś w środku podpowiadało, że nadchodzi kłopot. Niewyraźne przeczucie, od którego robiło się niedobrze.
Gdy Wojciech wychodził, Kamila zostawała sama w mieszkaniu. Poddawała się samoudręczeniu. Winiła się, że nie potrafi stanowczo postawić na swoim. Że daje się przekonać jego obietnicom. Że milczy, kiedy powinna krzyczeć.
Sięgnęła po telefon i szybko napisała do przyjaciółki:
*Znowu u niej.*
Telefon zadzwonił Kinga.
Halo? Kamila odebrała, starając się, by głos nie drżał.
Kamilka, co ty wyprawiasz? Kinga nie owijała w bawełnę. Ile można to znosić? On cię zdradza. To oczywiste.
Nie, Kinga, nie rozumiesz zaczęła Kamila, ale przyjaciółka ją przerwała.
Rozumiem doskonale. Dwa razy w tygodniu znika u byłej. Zostaje do nocy. I chcesz mi wmówić, że tam tylko układa klocki z dziećmi?
Kamila przetarła dłonią twarz. Wiedziała, że Kinga ma rację. Ale powiedzieć to na głos znaczyło przyznać, że jej małżeństwo to farsa.
Mówi, że między nimi nic nie ma wyszeptała. Że chodzi tylko o dzieci.
Boże, jaka ty jesteś naiwna westchnęła Kinga. Kamila, błagam, otwórz oczy. Normalni faceci nie spędzają połowy wieczoru u byłych żon. Normalni zabierają dzieci do siebie, idą na spacer, a potem odwożą. A twój siedzi u niej w kuchni, je jej rosół i pewnie trzyma ją za rękę, gdy dzieci nie widzą.
Kinga, przestań Kamila ścisnęła telefon mocniej.
Przestań? Dobrze. Ale zapamiętaj moje słowa. Jeszcze się z nim napat



