Gdy moja córka powitała na świecie swoje siódme dziecko, zrozumiałam, że wyczerpały się wszelkie pokłady mojej cierpliwości!

Przez ostatnie dwadzieścia lat mieszkałam z córką i jej mężem, ale czuję, że dalej już nie dam rady.
Mam 65 lat, jestem babcią siódemki wnuków. Wiele osób pewnie mówiłoby, że to ogromne szczęście, ale mało kto zdaje sobie sprawę, jak wyczerpujące potrafi być opiekowanie się całą gromadką dzieci i codzienne radzenie sobie z ich hałasem. Moja córka, Małgorzata, jakby wcale nie zauważała, ile dzieci przyszło na świat pod jej dachem.
Kiedy na świat przyszła szósta wnuczka, usiadłam z Małgorzatą do poważnej rozmowy. Nie przypuszczałam, że będę musiała tłumaczyć własnej, dorosłej córce, mającej już ponad trzydzieści lat, na czym polega odpowiedzialność oraz planowanie rodziny. Gdy zapowiedzieli, że czekają na siódme dziecko, świat zawirował mi w oczach. Nasz dom ma zaledwie pięć pokoi, a w nim mieszka nas już dziewięcioro.
Moja córka ma się dobrze, bo ja i mój świętej pamięci mąż ciężko pracowaliśmy przez całe życie, żeby rozbudować ten dom i nabyć trochę ziemi. Teraz jej mąż, Artur, nazywa siebie rolnikiem i obrabia naszą działkę. Małgorzata pomaga mu jak może, a ja dzień w dzień stoję w kuchni, by wykarmić to całe przedszkole. Wnuki rosną, a z każdym rokiem mają coraz większe potrzeby; nikt już nie chce grzać wczorajszego obiadu każdy marzy o czymś świeżym.
Po narodzinach szóstej wnuczki liczyłam, że córka to zrozumie marzyłam, by czasem oderwać się od płaczu dzieci i niekończącego się przewijania pieluch. Niestety, nic się nie zmieniło, a wręcz przeciwnie obowiązków tylko przybyło.
Cały czas utrzymywałam kontakt z moim bratem, Stanisławem. Samotnie mieszka pod Lublinem, bo jego córka wyjechała do Niemiec. Niedawno poprosił mnie, żebym przyjechała, bo zdrowie mu szwankowało. Rzeczywiście martwiłam się o jego stan, ale przyznam, że poczułam ulgę w końcu mogłam uciec od mojego codziennego młyna.
Brat wyzdrowiał, a ja odkryłam na nowo przyjemność czytania książek, słuchania ulubionej muzyki i oglądania starych polskich filmów. Nauczyłam się znowu cieszyć ciszą i spokojem mogłam wreszcie pobyć sama sobą i poczuć smak starości, nie czekając nieustannie, aż wnuki podrosną, by móc odetchnąć. Tylko jak powiedzieć o tym rodzinie?
Teraz Małgorzata dzwoni codziennie i prosi, żebym wróciła. Przekonuje, że nie da sobie rady beze mnie. Nadal nie wiem, co robić.
Zrozumiałam jedno: całe życie można poświęcić dla bliskich, ale nie wolno zapominać o sobie. Jeśli się nie zadba o własne szczęście, trudno dawać go innym. Każdy człowiek, nawet mama i babcia, ma prawo do odpoczynku i chwili dla siebie warto o tym pamiętać, zanim zupełnie zatraci się w trosce o innych.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

4 × 5 =

Gdy moja córka powitała na świecie swoje siódme dziecko, zrozumiałam, że wyczerpały się wszelkie pokłady mojej cierpliwości!