Wiesz co, muszę Ci się zwierzyć, bo czuję, że już dłużej nie dam rady. Od dwóch dekad mieszkam z Martą i jej mężem, no i oczywiście z całą gromadką ich dzieci. Mam już 65 lat, jestem babcią siedmiorga wnuków słuchaj, teoretycznie powinnam się chyba cieszyć, prawda? Każdy by uznał, że mam wielkie szczęście Gdyby tylko nie to, że każdego dnia muszę biegać za tym dzieciarnem i słuchać tego ciągłego harmideru. A Martusia sprawia wrażenie, jakby w ogóle nie docierało do niej, ile już ma tych pociech…
Jak się urodziła szósta wnuczka, to usiadłam z Martą i wprost zagadałam serio nie sądziłam, że przyjdzie mi rozmawiać z własną, dorosłą już córką o antykoncepcji! Myślałam, że trochę przystopują, ale zaraz potem zapowiedzieli kolejną ciążę No, aż mi się zakręciło w głowie. Tylko pięć pokoi w domu, a nas już dziewięcioro pod jednym dachem.
Dobrze, że z Józefem, moim świętej pamięci mężem, całe życie ciężko pracowaliśmy na ten większy dom i kawałek ziemi. Teraz mój zięć, Tomek, pracuje na tym naszym polu i dumnie nazywa siebie rolnikiem… Marta mu pomaga, a ja dzień w dzień siedzę w kuchni, bo trzeba całą „szkołę” wyżywić. Dzieci rosną, mają coraz większe apetyty, nikt nie chce jeść wczorajszych resztek tylko świeże! I co tu zrobić?
Gdy przyszła na świat ta najmłodsza, naprawdę miałam nadzieję, że Marta zacznie mnie trochę rozumieć, da mi wreszcie odpocząć od tego wiecznego płaczu i przewijania pieluch. Ale oczywiście znów wyszło inaczej
Cały ten czas utrzymuję kontakt z moim bratem, Andrzejem mieszka sam w Białymstoku, bo jego córka Kasia wyjechała do Norwegii. No i w pewien wieczór dzwonił do mnie z prośbą, żebym przyjechała, bo miał kłopoty ze zdrowiem. Wiesz, martwiłam się, ale szczerze? Trochę ucieszyłam się, że mogę choć na moment wyrwać się z mojego młyna.
Na szczęście Andrzej szybko doszedł do siebie, a ja nie wiem, czy chciałabym już wracać do tego domu, gdzie znów czeka mnie krzyk i ciągły rozgardiasz. Tutaj u brata przypomniałam sobie, jak uwielbiam czytać książki, słuchać radiowych audycji i oglądać stare filmy. Wreszcie mogłam celebrować swoją starość, zamiast tylko odliczać dni, aż wnuki podrosną. Mam jednak ogromny dylemat nie wiem, jak powiedzieć to wszystko rodzinie
A teraz Marta wydzwania co chwilę, że już bez mnie sobie nie radzi i żebym wracała. I, powiedz, co ja mam zrobić? Bo serce mi się kraje, ale sił brak.


