Młody mężczyzna wbił się w zaspę, a jego auto niechcący zahaczyło o sąsiedni samochód.
– Proszę pana, pan mnie uderzył! – Na chodniku stała szczupła kobieta otulona w biały futrzany płaszcz.
– Trzeba było zaparkować normalnie – burknął Kamil. – Kupuje się prawo jazdy, a potem stwarza zagrożenie na drodze. W ogóle powinno się kobietom prawa jazdy zabronić!
– Widzi pan te śnieżyce? Gdzie miałam zaparkować? Na tę górę śniegu? – Kobieta wskazała palcem na wysoką zaspę. – Dzwonię na policję!
Zapał Kamila natychmiast zgasł. W tym miesiącu miał już jeden mandat za przekroczenie prędkości, a teraz jeszcze ten problem.
– Ja też wjechałem w zaspę. Niech pani zrozumie, nie zrobiłem tego specjalnie.
– I co pan proponuje? – spytała zimno.
– Załatwmy to polubownie.
– Nie. To kwestia zasad. Nie toleruję mizoginii.
– Czego?
– Niechęci do kobiet!
– Dobrze, przyznaję, że był nie fair – wycedził przez zęby Kamil. – Zapłacę za tę rysę… Plus dodatkowo za stres. Ile pani chce?
Po długich negocjacjach kobieta w końcu się zgodziła. Kamil miał jednak wrażenie, że specjalnie przeciąga rozmowę, by wyciągnąć od niego więcej pieniędzy. Przekazał jej sporą sumę, żeby uniknąć kłopotów.
Kamil ciężko westchnął. Znowu znalazł się na minusie. A do tego jeszcze u Eli były urodziny, a on nawet nie zdążył kupić prezentu.
Otworzył aplikację bankową, żeby upewnić się, co zostało na koncie – ledwie tysiąc złotych. Do wypłaty jeszcze tydzień. Nie miało wyjścia – musiał pożyczyć od kogoś. Zatelefonował do najlepszego kumpla.
– Stary, sam jestem na granicy – odparł Tomek. – Po co jej tyle dałeś? Widać, że babka ma kasę. Z takimi trzeba przez policję. Albo od razu spisać szkodę, ubezpieczyciel by wycenił. Nie uciekłeś z miejsca zdarzenia.
– No bo chcę sprzedać wóz. A jak wpiszą rysę do bazy, to potem tłumacz ludziom, że auto nie było w żadnej stłuczce. A wpisują właśnie jako kolizję. Nie masz kogoś, kto mógłby pożyczyć? Na tydzień. U Eli urodziny. Nie można przyjść bez prezentu, sam rozumiesz.
– No tak, do takiej jak Ewa nie przyjdziesz z gołymi rękami – zaśmiał się Tomek. – Ale nikt nie pożyczy, na sto procent. Przykro mi, bracie.
Kamil włożył telefon do uchwytu, lekko uchylił okno i zamyślił się. Minęła już godzina, odkąd kobieta w białym futrze zniknęła za zakrętem, a on wciąż siedział w samochodzie na tej przeklętej parkingu. Naprawdę starał się jechać ostrożnie, ale koło wpadło w lodową dziurę, auto szarpnęło i zahaczyło o sąsiednie auto.
Nagle Kamila oświeciło – miał przecież gdzieś schowaną kartę kredytową! Jak mógł o tym zapomnieć? Rozwiązanie przyszło niespodziewanie, a chłopak od razu się ożywił. Natychmiast pojechał do jubilera po kolczyki, które wcześniej wybrał dla Eli.
Wieczorem Kamil stał przed drzwiami mieszkania, ale nie mógł się zebrać, by zadzwonić. W dłoni ściskał mały bukiet róż, a w kieszeni kurtki tkwiła elegancka szkatułka. Przypomniał sobie, jak poznał najpiękniejszą i najmądrzejszą dziewczynę.
Rok temu podszedł do Eli po raz pierwszy, nie spodziewając się, że odwzajemni uczucie. Była bowiem z zupełnie innego świata – ojciec współwłaściciel centrum handlowego, matka prowadziła trzy salony kosmetyczne. Rodzice kupili jej mieszkanie, przed drzwiami którego teraz stał Kamil, bojąc się wejść do środka.
– Wszystkiego najlepszego, kochanie! – Kamil od razu podał dziewczynie prezenty.
– Pr– Dzięki, moja miłość – Ewa ucałowała go w policzek, a gdy otworzyła kartonik, jej oczy rozbłysły radością. – Szaleńcze! Te kolczyki były tak drogie… ale są cudowne!
I tak było zawsze – choć Ewa pochodziła z bogatej rodziny, oszczędzała każdego grosza, wolała gotować w domu niż wydawać pieniądze w restauracjach, a sprzątanie zlecała firmie tylko raz, gdy złamała nogę.
Lecz Kamil wciąż czuł, że dzieli ich przepaść – on wychował się w zwykłej rodzinie, gdzie niedzielny obiad to rosół z kury, a urodzinowy tort robiło się z wątróbki.
– Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko… Mam gości – uśmiechnęła się Ewa.
– Myślałem, że będzie tu już tłum – zaśmiał się Kamil.
– Wiesz, że nie lubię wielkich imprez. Chodź, nakryłam już stół – wzięła go za rękę i pociągnęła w stronę kuchni. – Mamo, tato, to mój Kamil.
Chłopak zdrętwiał, ale nie okazał po sobie zdumienia. Przywitał się z rodzicami Eli.
– Dlaczego mnie nie uprzedziłaś? – szepnął jej do ucha. – Przygotowałbym się…
– Nie martw się, myślałam, że już wyjechali na wakacje, ale zrobili mi niespodziankę – odparła cicho. – Wszystko będzie dobrze, są naprawdę mili.
– No pewnie – mruknął pod nosem.
Rodzice wpatrywali się w niego jak w obrazek, a Kamil czuł, jakby go prześwietlali spojrzeniem.
– No to opowiedz nam coś o sobie – ojciec przerwał ciszę sztucznym uśmiechem.
– Tak, chętnie posłuchamy – dodała matka.
– O mnie? No… pracuję w banku, skończyłem studia ekonomiczne zaocznie…
– I są tam jakieś perspektywy? – matka zwróciła się do męża, ignorując Kamila.
– Niewielkie, jeśli w ogóle – odparł ojciec, równie lekceważąco.
– Nie zgadzam się – przerwał im Kamil. Wszyscy odwrócili się w jego stronę. – Za rok zostanę kierownikiem oddziału, a za trzy – regionalnym dyrektorem.
– I to nazywasz perspektywami? – zaśmiała się matka.
– A pani od razu kupiła trzy salony? – spytał poważnie.
Uśmiechy rodziców zniknęły w jednej chwili.
– Ja na nie zapracowałam – odparła lodowato. – Zaczynałam od małego zakładu w bloku.
– A w takim razie dlaczego źle jest zaczynać od zwykłego pracownika banku?
– Wyszłam na pięć minut, a wy już się kłócicie?! – Ewa stanęła w drzwiach ze skrzyżowanymi ramionami, a w uszach błyszczały nowe kolczyki.
Gdy podała gorące danie, przy stole zaległa cisza. Pierwsza odezwała się matka.
– Kamile, a jak się pan odnosi do mizoginii? – spytała z sarkastycznym uśmieszkiem.
– Bardzo negatywnie – odparł spokojnie.
– No proszę, nawet zna pan to słowo – prychnęła.
– Dziwny zbieg okoliczności, ale usłyszałam je dzisiaj rano… od pewnej pani.
Ewa spojrzała na matkę, potem na Kamila. Ich wymiana zdań wydała jej się dziwnie znajoma. Nagle przypomniała sobie, że matka wspominała rano o „agresywnym szowiniście” na parkingu.
– Dość! Oboje! – warknęła Ewa, zwracając się do matki. – Mówiłaś dziś rano o jakimś facecie i też padło to głupie słowo. I teraz znowu. Co się naprawdę stało?
– A co ma być? Twój chłopak mi rano zrujnował humor! – warknęła matka. – Gdybym wiedziała, że to twój Kamil, to…
– Kamile, dlaczego od razu nie powiedziałeś, że już się znacie? – Ewa spojrzała na niego z rozczarowaniem.
– Nie chciałem psuć ci dnia. Poza tym to ja byłem winny. Podrapałem auto, powiedziałem głupie rzeczy… i tak już mi wstyd, gdy tu wszedłem.
– Jak to podrapałeś auto? Znowu? – wtrącił ojciec.
– Wjechałem w zaspę i zahaczyłem… – próbował wytłumaczyć Kamil.
– Pokaż mi to. Spisaliście protokół? – ojciec spojrzał surowo na żonę.
– Ale po co? To tylko mała rysa… już załatwiliśmy sprawę. Prawda, Kamile? – matka rzuciła mu wściekłe spojrzenie.
– Faktycznie, doszliśmy do porozumienia, ale jeśli chcecie, możemy sprawdzić. Już zapłaciłem.
Matka zrobiła się niespokojna i próbowała powstrzymać mężczyzn. Gdy Kamil sięgnął po czapkę, krzyknęła:
– Czekajcie!
Wszyscy spojrzeli na nią. Spuściła wzrok i wyznała cicho:
– Nie ma żadnej nowej rysy… jest tylko stara.
– Jak to? – Kamil zastygł w miejscu.
– No… nie uderzyłeś w auto.
– Ale pani tak powiedziała! Przelew pani zrobiłem! – twarz Kamila poczerwieniała ze złości. – Pięćset złotych! Więc pani mnie oszukała?
– Wkurzyło mnie, jak mówiłeś o kobietach. Nienawidzę takiego chamstwa! – wybuchnęła. – Chciałam cię nauczyć rozumu. Oddam ci pieniądze, ale, Ewo – spojrzała na córkę – facet, który tak traktuje obce kobiety, prędzej czy później zacznie tak traktować i ciebie!
– A Ewa co ma do tego? Od razu powiedziałem, że pani źle zaparkowała!
– Dość! Koniec! – Ewa poderwała się z krzesła. – Dziękuję wam za tę „imprezę”, ale wszyscy wychodzicie.
– Ewo! – oburzyła się matka.
– Wynocha! – tupnęła nogą jak rozkapryszone dziecko.
Kamil próbował jeszcze przeprosić, ale Ewa tylko wskazała drzwi.
Gdy goście wyszli, Ewa usiadła przy oknie, jedząc tort prosto z pudełka. Spojrzała w zachmurzone niebo, aż nagle dostNagle telefon zadzwonił – wiadomość od Kamila: „Wyglądnij przez okno”, a gdy to zrobiła, zobaczyła w dole trzy postaci: rodziców i Kamila, którzy machali do niej jak szaleni, a kolejna wiadomość brzmiała: „Ubieraj się szybko, jedziemy na sanki – pogodziliśmy się i chcemy, żeby Twoje urodziny w końcu były takie, jak zawsze marzyłaś”.



