— Dlaczego tak wcześnie?.. — bełkotał zmieszany Łukasz, zapinając koszulę na lewą stronę. Ale Kinga nie słuchała. Stała już w korytarzu, zaciskając palce do bólu, wpatrzona w czerwone buty stojące przy drzwiach. Nie byle jakie — to były buty Oli, jej dawnej przyjaciółki. Poznała je bez pudła. Zbyt wiele razy widziała je na zdjęciach, przy kieliszku wina. Tylko że w swoim mieszkaniu się ich nie spodziewała.
Wszystko zaczęło się rano, gdy Kinga poczuła się źle w pracy. Nagłe mdłości, mroczki przed oczami. Z początku myślała, że to przez brak snu albo nerwy. Ale koleżanka z biurka, Kasia, nachyliła się i szepnęła:
— Może jesteś w ciąży?
— Co ty, skąd… — machnęła ręką Kinga, ale w środku zrobiło jej się ciasno. Wiedziała — coś jest nie tak. Po dwudziestu minutach stała już w toalecie firmowej, trzymając w dłoniach test z dwiema wyraźnymi kreskami.
Nie pamiętała, jak dotarła do gabinetu szefowej. Nie pamiętała, jak wyszła z biura. Pamiętała tylko jedno — leciała do domu, by powiedzieć o tym Łukaszowi. Chciała zobaczyć jego reakcję, przytulić się, rozpłakać ze szczęścia. Ale…
Włożyła klucz w zamek, weszła, zapaliła światło. Pierwsze, co zobaczyła — te buty. Po kilku sekundach usłyszała szept z sypialni. Najpierw pomyślała, że się pomyliła. Że to jakiś absurdalny zbieg okoliczności. Ale gdy otworzyła drzwi, zobaczyła swojego męża — napół rozebranego, z Olą, która obiema rękami przyciskała prześcieradło do piersi.
— Kinga?.. Co ty… — mamrotał, a Ola wpatrywała się w podłogę, nie odzywając się ani słowem.
Potem wszystko jak we mgle. Krzyki. Łzy. Rzucane przedmioty. W końcu nastała cisza. Odejście. Pustka. Kinga została sama w zrujnowanym mieszkan— Ale kiedy spojrzała w oczy Antoniego, zrozumiała, że los dał jej drugą szansę.



