Gdy głód staje się nie do zniesienia, a niespodzianki czekają w kuchni

Zapisuję to dziś, w dniu 16 marca, zanim cały szum tej sytuacji wysyci całkowicie moje emocje. Wracam z biura, cały czas ciągnął mnie dzisiejszy dzień w fabryce sprzętu elektronicznego. Pojeżdżając autem przez Kraków, dochodzili mnie zapachy z ulicznych stoisk spodnie mi pachniały już grillowanym gęsem. Gdy otworzyłem drzwi do mieszkania, wiedziałem, że tu czeka coś innego.

W domu pokoju było zimno i niczego nie było na kuchni, tylko napis na notesiku, który leżał na stole: U Kasi, rozmawiamy. W razie czego, zadzwoń. Przeczytałem to z irytacją i zredukowałem deskę na herbatę z tyłu lodówki. W końcu, co się mogło stać? Kasia jest dobrym człowiekiem.

Poczułem głód, więc zjadłem parę bratków i przysypiałem na kanapie. Gdy Kasia wróciła późnym wieczorem, wydwała się zmęczona i z prowadzącym tonem powiedziała: Nie zjemy. Miałaś już kolację, bo kurczak robi ci brzydkie skin. A ja pytałem z nóżkami: Czy na serio, bo zjadłem stonogi, i甚至是 nie wróciłeś home? Moglibyśmy coś przyrządzić, tylko proszę.

Odpowiadała z akcentem: Tak, ale już po kolacji. U Kasi była ryba, coś z wsi. Z takich tradycyjnych natłoczonych domowników. Smażona ryba? wykrzyknąłem. Z jabłkami? dodałem. To dlatego ty tam tak często idziesz?, powiedziałem z zazdrością.

Kasia uspokoiła mnie, mówiąc, że idzie tam, żeby pomóc jednej sąsiadce, staruszce od paragony, która mieszka samotnie. Z prośbą o coś lepszego, zaproponowała, że mogę tam wstąpić z nią. Chcesz, żeby Ewa przygarniała również Cezary, a ja z wyrazem przeprosin zaczynam się zawstydzać? zwróciła się, wyciągając smartfona. Ale ja stanąłem groźnie: Nie, ja nie pojedę sam do sąsiadki, to niegrzeco, ona jest starsza i wolę, by Kasia była ze mną.

Kasia z wysiłkiem zgodziła się tylko na to, że ja pojedę sam, podczas gdy ona weźmie prysznic. Skoro tak, to idziesz, bo to będzie dobrze powiedziała, podając mi numer Ewy. Po półgodzinie w mojej głowie spodobał się smak ryby i kawa, która miała zapach jabłkowego pieczonki. Gdy wracałem, Kasia czekała ze smutkiem. Ale po chwili telefonu do Ewy, wybuchnęła płaczem: Tymczasem mi mówi, że to Ewa, a nie Kasia… Bo Kasia nie posiada takich imion? GDZIE JEST MÓJ MĄŻ?

W końcu mnie przyjęli, a Kasia poszła sobie spać. Ten wypadek nauczył nas obojgu, że niektóre kotlety najlepiej robić razem. Od tego momentu, Kasia przestała zarządać kolacjami u Ewy. A ja? Hmm… Czasami czuję, jakby za drzemką wydarzeń ukrywało się coś więcej… Ale to inna historia.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

12 − 3 =

Gdy głód staje się nie do zniesienia, a niespodzianki czekają w kuchni