Garść czarnej porzeczki

Garść czarnej porzeczki

Weronika nie przygotowywała się specjalnie do Nowego Roku. Córka powiedziała, że wyjedzie do przyjaciół na działkę. A samej Weronice wiele trzeba? Upiekłaby pierogi, zrobiła sałatkę jarzynową. Obejrzałaby trochę telewizję i poszła spać. A tam i córka wróci.

Gdy żył Krzysztof, spotykali się w dużym gronie. Posiedzieli przy stole, wypili, zakąsili, obejrzeli koncert noworoczny, a potem wychodzili na zewnątrz z petardami i zimnymi ogniami. Wodzili korowód wokół choinki na rynku, śpiewali kolędy, a jeśli zebrało się dużo ludzi, urządzali nawet proste konkursy. Nawet młodzież rozkręcali swoją radością.

Weronika otarła łzę. Minęły już prawie trzy lata, odkąd odszedł Krzysztof, a ona wciąż nie mogła się przyzwyczaić. I pewnie nigdy nie pogodzi się z tą stratą.

Zdjęcie męża w ramce wzięła z półki. Oczy miał przymrużone, usta lekko dotknięte uśmiechem. Uwielbiała to zdjęcie, takie samo zrobiła na nagrobek. Kiedy szła na cmentarz, wpatrywała się uważnie w twarz na fotografii. Wydawało jej się, że Krzysztof witał ją z różnym wyrazem twarzy – czasem się uśmiechał, ciesząc się ze spotkania, czasem wyglądał surowo, gdy zbyt długo nie odwiedzała grobu.

Wiedziała, że to niemożliwe. Ale za każdym razem, podchodząc do nagrobka, zastanawiała się, jakim spojrzeniem Krzysztof ją tym razem powita.

— Źle mi bez ciebie, Krzysiu. Choćby wnuki były, jakaś troska by się znalazła. Tylko Kinga się nie śpieszy z zamążpójściem. Od kiedy jej chłopak ożenił się z koleżanką, boi się nowych związków. Ostatnio jednak chodzi rozpromieniona. Może już ktoś jest, milczy, nie mówi. A ja nie pytam…

W przedpokoju trzasnęły drzwi. Weronika szybko odstawiła zdjęcie na półkę.

— Mamo, jesteś w domu? — rozległ się dźwięczny głos Kingi.

— A gdzie mam być? Co tak wcześnie? — Weronika wyszła córce naprzeciw.

— Wypuścili mnie wcześniej z pracy. Kolacji nie jem. Zaraz się spakuję i jadę. Odbiorą mnie Ola z mężem.

— Dlaczego nagle? Mieliście jechać trzydziestego pierwszego? — zaniepokoiła się Weronika.

— Tak, ale z Olą uznałyśmy, że trzeba rozgrzać dom, wszystko przygotować, ściąć choinkę, przystroić… — Kinga opowiadała podekscytowana, pakując równocześnie rzeczy do torby. — Aha, ładowarka. O, buty… Lokówkę jeszcze. — Przyniosła z łazienki lokówkę i wrzuciła do podróżnej torby.

— Chyba wszystko. Wybacz, mamo, że zostawiam cię samą w święta. Poszłabyś do kogoś w odwiedziny.

— Nigdzie nie pójdę. Ta cała zabawa już mi nie w głowie. A kiedy wrócisz? — spytała Weronika.

— Trzeciego albo czwartego. Jak wyjdzie. — Oczy córki błyszczały. Dawno nie widziała jej takiej. „Na pewno ktoś się pojawił w ich towarzystwie. Dobrze by było.”

Za oknem rozległ się klakson.

— Już lecę, mamo. — Kinga cmoknęła ją w policzek, narzuciła kożuch i wybiegła za drzwi.

Weronika rozejrzała się po przedpokoju — czy córka nie zapomniała szalika i czapki. Nie, wszystko wzięła. Wróciła do pustego pokoju, znów spojrzała na zdjęcie Krzysztofa.

— No i córka pojechała. Ech, Krzysiu, jakże wcześnie odszedłeś… — westchnęła.
Krzysztof patrzył na nią, przymrużając oczy, i uśmiechał się.

Postanowiła zająć się czymś. Otworzyła szufladę komody. Leżały tam różne papiery. Trzeba je przejrzeć, bo w takim bałaganie niczego nie znajdzie.

Przeglądała dokumenty, niepotrzebne wyrzucała, ważne odkładała. Znalazła kartkę z nierówno zapisanym adresem. To adres Jacka, przyjaciela Krzysztofa. Od razu nasunęły się wspomnienia…

Weronika poznała Jacka na urodzinach znajomych. Poszli kilka razy do kina. A pewnego dnia przyszedł z kolegą. Na widok Krzysztofa serce w piersi Weroniki zabiło mocniej. OboNastępnego ranka Weronika obudziła się z uczuciem dziwnej lekkości, a przez otwarte okno wpadł do pokoju zapach kwitnącej wiosną czarnej porzeczki, jakby Krzysztof szeptał jej, że wszystko będzie dobrze.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

cztery − 3 =

Garść czarnej porzeczki