Tego wieczoru byłem w drodze na randkę z moją ukochaną kobietą. Czekając na autobus, zauważyłem pod ławką małą puszystą kulkę, która trzęsła się z zimna – to był kotek. Jak miał tu przetrwać? Padał deszcz, na dworze robiło się coraz zimniej, więc nie mogłem go tam zostawić i zabrałem malucha ze sobą.
Kiedy Olga zobaczyła mnie z kociakiem, bardzo się ucieszyła, bo od dawna marzyła o kotku, ale mieszkała z rodzicami, a oni kategorycznie sprzeciwiali się zwierzętom domowym. Spędziliśmy razem pół dnia, nakarmiliśmy zwierzę, a kotek okazał się bardzo skory do zabawy. Olga nie wytrzymała i poprosiła, żeby zabrać go ze sobą do domu, pod pretekstem, że to mój prezent dla niej, a rodzice mnie lubią, więc nie mogą wyrzucić kotka. Umówiliśmy się, że będziemy trzymać się tej wersji wydarzeń, ale gdyby coś nie poszło zgodnie z planem – zabiorę naszego malucha Burka, jak go nazywaliśmy, do swojego mieszkania. Mimo obaw, rodzice od razu pokochali maluszka i pozwolili mu zostać w mieszkaniu.
Olga i ja nie wyobrażaliśmy sobie, że ten mały puchacz stanie się pełnoprawnym członkiem naszej rodziny i bardzo się cieszymy, że wszystko tak się potoczyło owego dnia. Od tego czasu minęło pięć lat, a Burek jest teraz najlepszym przyjacielem naszej córeczki.



