Jan chciał odwieźć swoją matkę do domu opieki. Zajrzał jeszcze do pudełka przed wyjściem. Po śmierci męża, Jadwiga sprzedała swój dom na wsi, zainwestowała w mieszkanie dla syna i jego rodziny, a sama zamieszkała z nimi. Dopóki miała siły, dbała o dom i wnuki.
Syn i jego żona pracowali, a Jadzia odwoziła wnuki do przedszkola, później do szkoły i na zajęcia dodatkowe. Gotowała i sprzątała. Troska wcale jej nie męczyła wręcz przeciwnie, sprawiała, że była szczęśliwa. W końcu rodzina jej potrzebowała. Ale lata mijały. Wnuki wyrosły i wyleciały z gniazda, a zdrowie staruszki zaczęło szwankować. Próbowała zmywać naczynia, ale talerze wyślizgiwały się z jej osłabionych dłoni i tłukły.
Nalała sobie zupy, ale nie mogła donieść jej do stołu wylała. Budziła się w nocy, by napić się wody, ale jej szept wyrywał synową ze snu. Nikt już nie chciał z nią rozmawiać. Kto by tam gadał ze staruszką? Synowa ciągle na nią krzyczała i nazywała ją balastem. Ale czy to jej wina? Starość to nie radość. Jadwiga nie miała wyboru musiała jakoś żyć.
Syn postanowił umieścić matkę w domu spokojnej starości.
Przynajmniej będzie miała z kim porozmawiać uspokajał swoje sumienie. Rano, gdy wsiadali do samochodu, Jadzia przypomniała sobie o swoim pudełku.
Synku, przynieś mi moje pudełko. Zapomniałam poprosiła nieśmiało.
Jakie pudełko? zdziwił się Jan.
Z moimi skarbami odparła i opisała, jak wygląda. Jan przyniósł je. Staruszka przycisnęła je do piersi z zadowoloną miną.
Mamo, co tam trzymasz? Kobieta pokazała zawartość. Był tam kosmyk jej włosów i mleczny ząbek. Mężczyzna odszedł od samochodu i usiadł na krawężniku. Siedział tam długo, wspominając dzieciństwo, to, jak jego matka zawsze była przy nim, opiekowała się nim, chroniła. Nigdy go nie zostawiła bez pomocy.
Synku, jedziemy? Jadzia wysiadła z samochodu i podeszła do syna.
Nigdzie nie jedziemy, mamo. Zostajesz w domu.



