Fatalna interwencja

Nieudana operacja

Marcin nie wyszedł, tylko wywalił się z samochodu. Trzy rutynowe operacje, a czuł się, jakby przez cały dyżur dźwigał worki z cementem. Plecy bolały, w głowie huczało, a oczy piekły tak, że mógłby w nich zapalić zapałki.

W domu zwalił się na kanapę, nie rozbierając się, zamknął oczy i natychmiast zapadł w sen. Obudził go wkręcający się w mózg dzwonek telefonu. Szyja zdrętwiała od niewygodnej pozycji, nie miał siły wstać. *”Cholera. Chyba się rozchorowałem”* — pomyślał Marcin, z trudem otwierając powieki.

Telefon milkł na kilka sekund, by zaraz znów wybuchnąć irytującą melodią. *”Trzeba było ją dawnięj zmienić”*. Niechętnie wyciągnął komórkę z kieszeni kurtki.

— Tak? — odpowiedział ochrypłym od snu głosem. Odchrzyknął. — Tak — powtórzył wyraźniej.

— Marcin, jestem na lotnisku. Samolot za godzinę. Tata w szpitalu, zawał. Podmienisz mnie, stary? Nikogo in— Nie ma sprawy, jedź spokojnie, zajmę się tym — odpowiedział Marcin, czując, jak ciężar odpowiedzialności znów przygniata mu ramiona, lecz tym razem z determinacją w głosie, bo wiedział, że właśnie tam, w szpitalu, mimo wszystkiego, jest jego miejsce.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

siedem + 13 =

Fatalna interwencja