Elżbieta od dzieciństwa była skromną dziewczyną i w dodatku była romantyczką. Wyglądała zwyczajnie i była krępej budowy ciała. Nie miała chłopaków. Pewnego dnia współpracownik Wojtek zwrócił na nią uwagę. Cichy, miły mężczyzna, nieco starszy od Elżbiety. Stopniowo zaczęli się spotykać. Związek stawał się poważny. Nadszedł czas, aby poznała rodziców, a Wojtek w końcu zaprosił ją do siebie. Okazało się, że mieszka we wspólnym mieszkaniu z matką w dwupokojowym lokum. Pomimo skromnego otoczenia Lidia zachowywała się jak wielka dama, pokazując palcami i wydymając usta. Stół był ozdobiony wykrochmalonymi serwetkami, szklanymi naczyniami, serwowany na najwyższym poziomie.
Elżbieta zauważyła, że naczynia były trochę uszkodzone. To był relikt dawnego luksusu. Lidia jej się nie podobała i pomyślała, że taka kobieta raczej nie polubi kogoś takiego jak ona jako synowej. Lata zbierały swoje żniwo, nadszedł czas, aby wyjść za mąż i założyć rodzinę, a kiedy Wojtek się oświadczył, zgodziła się. Mama Wojtka nie miała nic przeciwko. Ceremonia była skromna. Mama Elżbiety była szczęśliwa, że córka w końcu wyszła za mąż, mimo że wszystkie jej przyjaciółki miały już wnuki. Młodzi zajęli jeden pokój, a teściowa drugi. Pokoje były połączone.
Aby dostać się do wspólnego korytarza mieszkania, Elżbieta musiała przejść obok pokoju swojej teściowej. Mimo że łóżko było odgrodzone i zasłonięte parawanem, nieustannie komentowała przechodzenie Elżbiety przez swój pokój. W końcu Ela miała tego dość, zaproponowała mężowi przeprowadzkę do jej mieszkania, na co mąż odmówił i powiedział, że nie może zostawić starej matki. W końcu postanowili sprzedać to mieszkanie i mieszkanie Eli, aby za te pieniądze kupić znacznie większe mieszkanie. Niestety, to nic nie dało, ponieważ jej synowa rozstała się z mężemm i zamieszkała z nimi z dwójką dzieci. Co za żart od losu.



