Elżbieta zmywała naczynia po śniadaniu, gdy zadzwoniła jej teściowa, Halina. Sześciomiesięczny Tymek spokojnie spał w wózku na balkonie, więc mogły spokojnie porozmawiać.
„Elu, kochanie, mam do ciebie prośbę” zaczęła Halina. „Bardzo chciałabym zobaczyć wnuka. Może przyjadę do was?”
Elżbieta nie wyczuła podstępu. Teściowa mieszkała na zachodzie Polski i widywały się rzadko. Od narodzin syna kontaktowały się tylko przez telefon.
„Oczywiście, Halinko, przyjeżdżaj. Tymka koniecznie musisz zobaczyć, bo tak szybko rośnie.”
„A na jak długo mogę? Na tydzień, na przykład?”
„Tak, spokojnie” życzliwie zgodziła się synowa. „W salonie jest rozkładana kanapa, wygodna.”
Teściowa ucieszyła się i zaczęła się krzątać:
„Oj, dziękuję, córeczko. To za dwa dni będę. Bilety już kupiłam na wszelki wypadek.”
Elżbieta się uśmiechnęła. Po rozmowie powiedziała mężowi, Marcinowi, o planowanej wizycie.
„Dobrze, niech przyjeżdża” zgodził się. „Dawno nie widziałem matki.”
Po trzech dniach Elżbieta dostała wiadomość od teściowej:
„Dziś przyjeżdżam, nie trzeba mnie witać, dojadę taksówką.”
Synowa przygotowała kanapę w salonie, kupiła więcej jedzenia, a nawet tort.
Halina pojawiła się wieczorem z dwiema wielkimi torbami i szerokim uśmiechem. Ale za jej plecami w korytarzu majaczyła męska postać.
„Elu, poznaj” wesoło powiedziała teściowa. „To Wojciech, mój przyjaciel. On też musiał przyjechać do Warszawy, więc postanowiliśmy zrobić to razem i przy okazji się przedstawić.”
Elżbieta zdezorientowana patrzyła na nieznane



