Ela spędziła cały dzień przy kuchni. Nagle rozległ się dzwonek do drzwi. Rodzina Tolka przyjechała i rozsiadła się przy stole.

Ewelina spędziła cały dzień przy kuchence. Rozległ się dzwonek do drzwi. Rodzina Tomasza właśnie przyjechała, rozsiadła się przy stole.
A gdzie mięso? zapytała ciotka.
Tam jest faszerowana gęś, uprzejmie odpowiedziała Ewelina.
Ciotka teatralnie wstała od stołu:
Tego nie da się jeść. Wracamy do domu.
Tomasz wstał za nią:
No ty to Radź sobie sama, skoro nawet gotować nie umiesz!
Nagle zaczął pakować swoje rzeczy do torby.

Halo, Halinko, to ja, Ewelina. Co? Ewelina, mówię! Połączenie takie kiepskie Po co dzwonię? W tym roku do was nie przyjadę na święta, Halinko. Nie przyjadę, mówię ci. Czemu? Po co? Ty będziesz z Wiktorem, twoja córka z mężem i dziećmi. A ja? Najem się sałatki i zapłacę fortunę za taksówkę, bo taryfa świąteczna No nie umiem nocować w cudzym domu, sama wiesz. Co będę robić? Nic, pójdę spać, tyle mówiła Ewelina przez szum i trzaski na linii do przyjaciółki. U Halinki ostatnie pięć lat, po rozwodzie, spędzała Sylwestra i inne święta.

Co? Sama chciałaś zadzwonić? Wyjeżdżacie? Dokąd? Do Krakowa, do ciotki Wiktora? Szczęśliwej drogi i dobrego humoru. Jaki problem? Kto przyjeżdża? Saszka? Jaka Saszka? Siostrzenica? Halo? Co oni tam mają za połączenie? Przyjąć na kilka dni? No sama wiesz, że nie lubię obcych w domu No dobrze, Halinko, wyciągnę cię z opresji, niech przyjeżdża. Co za pech Połączenie przerwane, zirytowana odłożyła słuchawkę Ewelina.

Usiadła, zamyśliła się. Może i dobrze, że nie będzie sama w święta. Zaraz jednak zdała sobie sprawę, że musi choć sałatkę przygotować. Sama by się na kanapkach obyła, ale wypada coś przygotować dla gościa. Wstawiła warzywa, posiekała zieleninę i zamyśliła się.

Dawniej, kiedy była z Tomaszem, nie odpoczywała podczas świąt. Już trzydziestego grudnia zjeżdżała się do nich jego wiejska rodzina. I zaczynało się. Kuchnia nie do poznania. Para, mgła, otwarte okno nic nie dawało. Gotowany był bigos, pieczone pierogi, smażone kotlety. Wszystko tłuste. Ewelina biegała z półmiskami raz bigos na balkon, raz warzywa na sałatkę. Przy przyrządzaniu dań nie dopuszczali jej, od kiedy zrobiła sałatkę z awokado.

Co za paskudztwo, skwitowała ciotka Tomasza, a wszyscy przytaknęli.

Ale ich potrawy zupełnie jej nie leżały wszystko ciężkie, w majonezie, aż kapało z łyżki. Mężczyźni od razu siadali do stołu, kosztując wiejską nalewkę. Do sylwestra ledwo do dwunastej wytrzymywali.

Drugiego stycznia wszyscy wyjeżdżali, wcześniej zjadając wszystko do końca. Ewelinie zostawał bałagan na cały tydzień do sprzątania. A Tomasz kontynuował święta na wsi. Wracał ponury, nieogolony i rozdrażniony. Nasłuchawszy się od rodziny, że się ożenił z kobietą, która nawet gotować nie umie. Zaczynała się awantura. Przypominał Weronikę, z którą, podobno, Ewelina go zabrała. Znosiła pretensje, sądząc, że coś w tym jest. No cóż, nie umiała gotować tych dań, które Tomasz znał z domu. Wszystko tłuste, z boczkiem.

Pozostawało jej tylko żalić się przyjaciółce z dzieciństwa, Halince. Ta, zniecierpliwiona ciągłymi narzekaniami, wymyśliła sposób. Kazała Ewelinie obdzwonić rodzinę i postawić im warunek, że wszystko przygotuje sama, i zaprosiła ich na Nowy Rok. Z przyjaciółką cały dzień pichciły syte, ale lekkie przekąski. Rodzina przyjechała, zasiedli.

A gdzie mięso? z rozczarowaniem zapytała ciotka.
Jest przecież faszerowana gęś, uprzejmie odpowiedziała Ewelina.
A puree? dopytywała się ciotka.

Zademonstrowała swoje niezadowolenie:
Nagotowałaś samego zielska! Ferdek, zabieraj mnie do domu.

Wszyscy zerwali się, ubrali i trzaśnięciem drzwi zakończyli święto.

No ty wydusił Tomasz i uniósł rękę.
Zaczekajcie, idę z wami zawołał do rodziny.
Rzeczy zabierz rzuciła Ewelina, podając mu torbę.
Radź sobie sama, nudziaro. Ja sam nie zostanę, ale ty? wrzucił rzeczy i wyszedł.

Gdy z garnka zaczęło kipieć, Ewelina wróciła do rzeczywistości. Uchyla pokrywkę i słyszy dzwonek do drzwi.
„To pewnie Saszka” pomyślała i otworzyła.
Zdziwiona zapytała:
A gdzie Saszka?

W drzwiach stoi uśmiechnięty, około czterdziestoletni mężczyzna:
To ja. Nazywam się Aleksander Igorowicz Nowicki, siostrzeniec Wiktora. Przyjechałem niespodziewanie, a oni pojechali do Krakowa. A pani to pewnie Ewelina?
Potwierdziła i z rozbawieniem rzuciła:
Ale Halinka mówiła o siostrzenicy.

Aleksander uśmiechnął się:
Pewnie źle pani zrozumiała po tych zrywanych połączeniach?

Ewelina przytaknęła:
Możliwe. No, skoro pan już jest, zapraszam.

Nie martwcie się. Mam bilet na pierwszy wieczór, wcześniej nie było miejsc, więc długo nie zabawię.

Ewelina wróciła do kuchni, odcedziła warzywa i odstawiła na talerz, żeby ostygły.

Aleksander z przekąsem zapytał:
Jedną sałatką planuje pani świętować?
Ewelina, ku własnemu zaskoczeniu, odpowiedziała szorstko:
A co, wymaga pan pełnej zastawy? Misa sałatki warstwowej, mięso w galarecie?
Roześmiał się:
Skąd! Nie znoszę ciężkich potraw. Bardziej lubię ryby.

Ewelina wzruszyła ramionami:
Ryby nie mam. I nie bardzo umiem je przyrządzać.

Aleksander zmierzając do wyjścia, zawołał:
Tym proszę się nie martwić! Zaraz załatwimy, i zanim zdążyła zaprotestować, wyszedł.

Parsknęła śmiechem nad tą całą absurdalną sytuacją. Miała być u niej kobieta w średnim wieku, a pojawił się energiczny facet.

Aleksandra nie było półtorej godziny. Ewelina zaczęła się martwić obcy w dużym mieście, jeszcze się zgubi. W końcu, gdy zadzwonił dzwonek, pobiegła otworzyć.

Gdzie się pan podział? Już miałam dzwonić na policję zaczęła z pretensją, lecz usta jej się rozwarły. W wejściu stanęła pachnąca choinka, a za nią Aleksander z pełnymi torbami.
Po co to wszystko? zapytała.

Aleksander ustawił choinkę i z uśmiechem rzucił:
No jak to, Nowy Rok bez choinki?

Ewelina zachłysnęła się iglastym zapachem i zaśmiała:
Brakuje tylko mandarynek!

I szampana! Mandarynki i bąbelki to podstawa świąt! Wszystko kupiłem. No to nosimy do kuchni i bierzemy się za przygotowania.

Potem żartowali i śmiali się, ubierali choinkę, razem gotowali. Ewelina, pod nadzorem Aleksandra, obierała krewetki, przyglądała się, jak przyrządza pieczonego karpia.

Do północy wszystko było gotowe. Szampan otwarty, kieliszki pełne bąbelków. Po dwunastej stuknęli się i razem rzekli:
W Nowy Rok, z nowym szczęściem! wypili do dna. Rozmawiali dalej.

Wie pan, gdy Tomasz się ze mną żenił, był inny. Lepszy, cieplejszy. A może tylko się wydawało? Przecież zakochani wad nie widzą, zaśmiała się smutno Ewelina. Potem tylko pretensje, nie tak robię, nie tak gotuję. Ale dość o mnie, niech pan o sobie opowie. Jest pan żonaty?

Aleksander westchnął:
Już nie. Banalna historia. Ja wracam z rejsu, a ona już z kimś innym. Po powrocie od razu papiery rozwodowe. Ale może o czymś weselszym. Może powspominamy dzieciństwo?

Ja się założyłam z chłopakami i wdrapałam na wysokie drzewo, zejść nie umiałam i płakałam. Dopiero wujek Marian z trzeciej klatki mnie ściągnął, a w domu cały wieczór stałam za karę w kącie! przypomniała sobie Ewelina, śmiejąc się.

A ja w podstawówce przykleiłem krzesło do podłogi w gabinecie dyrektora. Ojciec dał mi wtedy taki wycisk, że zapamiętałem na życie! roześmiał się Aleksander.

Do samego rana wspominali zabawne historie z życia. Aż Ewelina ziewnęła i Aleksander powiedział:
Zagadało nam się, idź już spać.

Ewelina, zaspana, mruczała:
Jak mogę spać, trzeba posprzątać po uczcie.

Aleksander stanowczo:
Ja wszystko sprzątnę!

Ewelina dała za wygraną. Poszła do pokoju i prawie od razu zasnęła.

Obudził ją Aleksander:
Ewelino, wstawaj. Muszę już iść, zamknij za mną drzwi.

Ewelina zerwała się:
Już wieczór? Dlaczego wcześniej nie obudził pan?

Odsunął jej kosmyk włosów, uśmiechnął się:
Tak słodko spałaś, żal było budzić. Ale naprawdę już muszę. Na pociąg mi się śpieszy.

Ewelina odprowadziła go do drzwi:
Dziękuję za święta powiedziała trochę smutno.

Aleksander się zawahał, po czym zdecydowanie zapytał:
Mogę do Ciebie przyjechać, gdy będę wolny?

Ewelina promieniała:
Przyjeżdżaj, będę czeka…

Pocałował ją, nie pozwalając dokończyć i szepnął:
To do zobaczenia!

Jeszcze długo stała przy drzwiach i dotykała ust, szczęśliwie uśmiechnięta. Bo czasem znasz kogoś przez lata i okazuje się nikim, a czasem jeden dzień z kimś i masz wrażenie, jakbyście znali się całe życie.

Nie ma co mówić cuda na Nowy Rok się zdarzają. Przypadek, a wraz z nim i nowe uczucie, nowa nadzieja. Nie warto pokładać całej wiary w przeszłości, bo najważniejsze może dopiero nadejść.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

pięć × 1 =

Ela spędziła cały dzień przy kuchni. Nagle rozległ się dzwonek do drzwi. Rodzina Tolka przyjechała i rozsiadła się przy stole.