Efekt obecności

Rano, kiedy w sąsiednich kamienicach jeszcze migotały ostatnie światła, Andrzej już siedział przy małym stole w swojej jednopokojowej kawalerce na Pradze i wpatrywał się w monitor. Na ekranie powoli obracał się trójwymiarowy model pokoju, w centrum którego wisiała półprzezroczysta napisana: Sesja nie powiodła się. Pod nią ciągnęła w dół czerwona lista logów, niczym niekończący się paragon.

Zdjął okulary, przetarł mostek nosa i spojrzał na leżący obok hełm VR. Ciemny matowy plastik, przy krawędziach pokryty drobnymi zadrapaniami jak telefon noszony bez etui. Andrzej przetoczył po nich kciukiem, łapiąc się na tym, że głaszcze urządzenie, jakby było żywe. Z uśmiechem odciągnął rękę.

W kuchni zaczęła syczeć kawiarka. Wstał, nalał sobie kawy i wrócił do stołu. W pokoju poczuł mieszankę aromatu kawy i ciepłego plastiku od komputera. Typowy poranny miks. Po pierwszym łyku otworzył pocztę i zobaczył nową wiadomość od producenta projektu.

Andrzeju, cześć. Klient chce zobaczyć żywą demę pod koniec miesiąca, z akcentem na emocjonalny wow. Dajesz radę?

Słowo wow utkwiło mu w głowie niczym drzazga. Mógłby napisać, że wspomnienia nie da się wymodelować według specyfikacji, że efekt emocjonalny nie jest przyciskiem w interfejsie. Ale od prawie dziesięciu lat pracował w komercyjnej branży i wiedział, że trzeba pisać inaczej.

Cześć. Zrobimy. Potrzebne będą żywe dane do testu. Przygotuję protokoły. napisał i jeszcze chwilę wpatrywał się w pusty ekran, po czym westchnął, odwrócił krzesło w stronę hełmu i chwycił go.

Projekt nosił nazwę ReLive. W prezentacjach opisywano go jako platformę VR do bezpiecznego przemyślenia osobistych doświadczeń. W zespole mówiono prościej: gra z pamięcią. Pomysł nie był jego, ale to właśnie on napisał większą część rdzenia. Algorytm, korzystający z nagrań wideo, danych geoprzestrzennych, fotografii i fragmentów tekstów, tworzył dla użytkownika scenę nie wierną kopię przeszłości, lecz zwartą, przypominającą ją wersję. Platforma wypełniała luki, wsuwała odgłosy, światło, drobne detale, żeby mózg nie potknął się o przerwy.

W teorii brzmiało pięknie. W praktyce trzeba było iść na kompromisy czasem poświęcać realizm dla wygody, innym razem zostawiać szorstkość, by użytkownik czuł, że to rekonstrukcja, a nie sen.

Nacisnął przycisk na hełmie. Mały wskaźnik rozbłysł miękkim światłem. Andrzej położył urządzenie z powrotem na stole, otworzył projekt w edytorze i znów zanurzył się w kod.

Po południu pojechał do biura. Metro w Warszawie już wtedy było tłoczone ludźmi w kurtkach i puchowych kurtkach. W wagonie ktoś słuchał muzyki bez słuchawek, ktoś przeglądał gazetę. Andrzej stał przy drzwiach i obserwował własny odbicie w szkle. Nos wydawał się nieco większy niż w młodości, włosy na czubku coraz rzadsze. W takich momentach szczególnie odczuwało się, że czterdzieści lat już za plecami, a nie przed.

Biuro start-upu znajdowało się w dawnym centrum biznesowym na Ursynowie. Szary front, szklane drzwi, przy wejściu bramki kontrolne. Na piętrze, gdzie siedziała ich drużyna, unosił się zapach kawy i pizzy. Otwarta przestrzeń z rzędami biurek, kilka sal konferencyjnych z przezroczystymi ściankami, w rogu strefa z pufami i konsolą.

O, Andrzeju, właśnie czekaliśmy na ciebie zawołał do niego Tomasz, młodszy programista w bluzie z logo projektu.

Kto tym razem? Andrzej postawił plecak przy swoim biurku.

Producent. Z klientem. Są w wielkiej sprawie.

Andrzej skinął głową, włączył laptopa w biegu, rzucił okiem na monitor, gdzie powoli ładował się system, i pośpieszył do sali konferencyjnej.

Wewnątrz siedziały już trzy osoby. Producent surowy, przystojny mężczyzna w okolicach trzydziestu pięciu lat, w koszuli bez krawata. Obok kobieta w ciemnym garniturze, przedstawicielka klienta, i jeszcze jeden pan z tabletem.

Andrzeju wstał producent poznaj, to Bogna, strateg produktu po stronie zamawiającego.

Dzień dobry odpowiedział Andrzej.

Dyskutujemy właśnie o pozycjonowaniu powiedziała Bogna. Musimy, by użytkownicy czuli, że to nie tylko rozrywka, lecz narzędzie do pracy nad sobą. Jednocześnie bez ciężkiego psychologicznego obciążenia.

Andrzej usiadł, złożył ręce na stole.

Technicznie możemy dość dokładnie odtworzyć zdarzenia oznajmił. Lecz trzeba pamiętać, że to rekonstrukcja. Nasz system wypełnia luki, by nie było przerw. Inaczej mózg wyrzuci użytkownika z immersji.

Czy możecie przerwała Bogna sprawić, by sceny były trochę lepsze niż w rzeczywistości? Cieplejsze światło, przyjemniejsze głosy, wygładzone konflikty. By ludzie chcieli wracać.

Andrzej poczuł napięcie w klatce piersiowej.

To już nie praca nad sobą odrzekł. To ucieczka.

Ludzie i tak uciekają odparła spokojnie. Do seriali, mediów społecznościowych, gier. My dajemy im bardziej przemyślany format. Najważniejsze, by nie wprowadzać traumatycznych scenariuszy.

Producent szybko wtrącił:

Dodamy ustawienia. Tryb realistyczny i tryb łagodzący. Użytkownik sam wybierze.

Andrzej chciał sprzeciwić się, ale spojrzał prosto w oczy producentowi, który lekko pokręcił głową. Nie teraz.

Po spotkaniu wrócił do swojego biurka i długo siedział, nie dotykając klawiatury. W głowie krążyły słowa Bogny: Trochę lepsze niż w rzeczywistości. Przypomniał sobie, jak kilka dni wcześniej testował scenę z rocznym wyzwaniem syna. Wtedy wszystko było jeszcze surowe, ale moment, gdy chłopiec w marynarce, nieco niższy od ojca, wychodził na scenę po dyplomie, wydawał się niesamowicie żywy.

W rzeczywistości na tym rozdaniu Andrzej prawie nie patrzył na syna. Siedział przy telefonie, odpisywał na maile. Była po tym później jego była żona, która długo mu to przypominała. W rekonstrukcji stał w przejściu między rzędami, filmował wszystko, uśmiechał się tak, że oczy mu się zamykały. Syn, odwróciwszy się, machał ręką.

Wieczorem, wracając do domu, uruchomił ponownie tę scenę. Hełm mocno owinął mu głowę, odcinając pokój z odklejoną tapetą i szumem lodówki. W słuchawkach rozbrzmiały głosy, w tle grała uroczysta muzyka. Znowu zobaczył syna na scenie. Tym razem był nieco wyższy, szersze ramiona, twarz jasna, pewna. Andrzej stał w przejściu, trzymał wirtualną kamerę. Spróbował się odsunąć, ale system delikatnie przywrócił go na wyznaczoną trajektorię. Scena była zainscenizowana.

Kiedy wszystko się skończyło, zdjął hełm i długo wpatrywał się w jedną plamę na ścianie. Potem otworzył menu, odnalazł ustawienia sceny i przyjrzał się parametrom. Poziom oświetlenia +20%, kontrast +10%, dźwięk lekko wzmocnione oklaski. Twarz syna częściowo odtworzona na podstawie nowszych zdjęć.

Sam to zrobił, ustawiając algorytm ulepszenia. Wtedy wydawało się, że odrobina upiększenia nie zaszkodzi. Teraz w piersi tliło się nieprzyjemne uczucie, jakby podmienił coś ważnego.

Następnego dnia zadzwonił do byłej żony.

Cześć rzekł, stojąc przy oknie i patrząc na szary podwórze. Słuchaj, potrzebuję robię jedną rzecz w pracy. Muszę przetestować na żywych ludziach. Możesz przyjechać?

Czy to bezpieczne? zapytała po chwili.

To tylko VR. Nic się nie stanie. Muszę zobaczyć, jak człowiek reaguje.

Przyjechała wieczorem. Weszła do mieszkania, rozejrzała się. Niewiele się zmieniło od czasu jej wyjazdu: te same półki z książkami, ten sam stary fotel.

U ciebie wszystko zamrożone odparła, zrzucając szalik.

Nie ma czasu odrzekł Andrzej. Praca.

Pokazał jej hełm, wyjaśnił, co i jak.

Co mam zobaczyć? spytała.

Dowolny moment. Załaduj zdjęcia, wideo. System sam stworzy scenę. Najlepiej coś emocjonalnego.

Zastanowiła się, po czym wyciągnęła telefon.

Mam wideo, jak po raz pierwszy pojechaliśmy nad morze. Pamiętasz, że wtedy bał się wchodzić do wody?

Andrzej skinął, choć słabo pamiętał. Wtedy pracował nad pilnym wydaniem i większość urlopu spędzał przy laptopie w pokoju. W pamięci pozostały jedynie fragmenty: dziecko w dmuchanym kole, krzyki mew, zapach kremu do opalania.

Wgrali pliki do systemu. Algorytm zaczął analizować. Na ekranie migały procenty. Andrzej obserwował, jak tworzy się oś czasu, jak przyciągane są dane geoprzestrzenne, jak na twarzach powstają trójwymiarowe maski.

Straszne powiedziała, patrząc na to wszystko. Trochę ciekawie, a jednocześnie jakby w głowę wciągali.

Nie wciągamy szepnął Andrzej. Zbieramy to, co już istnieje.

Kiedy scena była gotowa, pomógł jej założyć hełm, dopasował pasek, ustawił słuchawki.

Jeśli poczujesz dyskomfort, od razu daj znać. Zatrzymam.

Ona skinęła. Uruchomił sesję.

Pierwsze minuty spędzała w milczeniu. Potem nagle rozbawiła się cicho.

Biega po piasku O, patrz, jak się potyka. Pamiętasz? zapytała w pustkę.

Andrzej patrzył na monitor, gdzie pokazywały się jedynie suche dane: tętno, oddech, kierunek spojrzenia. Wykresy pokazały nagły skok tętna.

Co się stało? zapytał.

Zsunęła hełm, oczy błyszczały.

Tam zamilkła. Tam trzymasz go za rękę, wchodzicie do wody. W rzeczywistości siedziałeś na leżaku i odpisywałeś maile. Pamiętam to wyraźnie. A tutaj jesteś obok.

Andrzej poczuł, jak w brzuchu się ściska.

Algorytm pewnie dokończył scenę odparł. Na podstawie zdjęć i typowych wzorców. Nie wie, gdzie naprawdę byłem.

Ale mózg to czuje odpowiedziała cicho. I teraz są dwie wersje. Jedna, gdzie ja w telefonie, druga, gdzie jesteś z nami.

Wstała, przeeszła po pokoju.

To niebezpieczne, Andrzeju. Ludzie zaczną wybierać, którą wersję pamiętać.

A już wybierają odrzekł. zdjęcia, relacje, wszystko

To wciąż rzeczywistość podkreśliła. A tutaj nie wiem. Było mi ładnie, ale po wyjściu poczułam pustkę.

Odeszła, nie dokańczając herbaty. Andrzej został sam, długo patrząc na hełm. W głowie krążyła jej uwaga o dwóch wersjach.

Tydzień później rozpoczęły się wewnętrzne testy z udziałem pracowników. Wolontariusze przynosili własne pendrivey, dawali dostęp do chmur ze zdjęciami. Jedni chcieli wrócić do dzieciństwa, inni do pierwszej randki, jeszcze inni do dnia obrony dyplomu.

Tomasz uruchomił scenę, w której w szkolnej mundurce stał przy tablicy. Po sesji zdjął hełm i cicho siedział.

Jak? zapytał Andrzej.

Dziwnie odparł. Wszystko jest lepsze. Nauczycielka nie krzyczy, koledzy się nie śmieją. Odpowiadam i mam wrażenie, że to właśnie chciałem zobaczyć.

A teraz jak się czujesz?

Z jednej strony lżej. Z drugiej jakby mnie oszukano. Ale to mój wybór.

Andrzej notował reakcje, zapisywał komentarze. W raportach dla producenta pisał sucho: wzrost subiektywnego zadowolenia, spadek lęku, efekt przyciągania do sceny. Wewnątrz coraz bardziej wątpił, czy ma się cieszyć tymi liczbami.

Wieczorem zadzwonił syn.

Cześć, tato. Słyszałem o twoim projekcie. Mogę spróbować? poprosił.

Andrzej się zawahał.

Zgodził się i umówił się z synem na sobotnie popołudnie, by razem przenieść się w wirtualną przeszłość i na nowo przeżyć wspomniany moment.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dziesięć + dziewięć =

Efekt obecności