Efekt obecności
Rankiem, kiedy w sąsiednich kamienicach wciąż migotały jedyne okna, Michał już siedział przy małym stole w swojej kawalerce i przyciśnięty do ekranu obserwował migające piksele. Na monitorze powoli obracała się trójwymiarowa wizualizacja pokoju, a w jego centrum pulsowała półprzezroczysta tabliczka: Sesja nie powiodła się. Pod nią ciągnęła się czerwona linia logów niczym niekończący się paragon.
Zdjął okulary, przetarł nos i spojrzał na leżący obok hełm VR. Ciemny, matowy plastik, na obrzeżach pokryty drobnymi zadrapaniami, jak telefon bez etui. Przesunął po nich duży palec i nieświadomie zaczął głaskać urządzenie, jakby było żywe. Uśmiechnął się, wyciągnął rękę i odsunął go.
W kuchni zakwokała tradycyjna kawiarka. Wstał, nalał sobie mocnej kawy i wrócił do biurka. W pokoju rozchodził się aromat kawy, przetarty zapach ciepłego plastiku z zasilacza. To była jego poranna mieszanka. Pierwszy łyk, otwarcie skrzynki pocztowej i wiadomość od producenta projektu.
Michał, cześć. Klient chce zobaczyć działającą dema pod koniec miesiąca, z mocnym wow emocjonalnym. Dasz radę?
Zamrówił się na słowo wow jak na cierń. Mógłby napisać, że wspomnienia nie da się wymodelować według specyfikacji, że emocjonalny efekt nie jest przyciskanym w interfejsie. Ale od prawie dziesięciu lat krążył w branży komercyjnej i wiedział, że trzeba mówić inaczej.
Cześć. Zrobimy. Będą potrzebne prawdziwe dane do testu. Przygotuję protokoły.
Kliknął Wyślij i jeszcze chwilę patrzył na pusty ekran, gdzie dopiero co wisiało pismo. Potem westchnął, odwrócił krzesło w stronę hełmu i podniósł go.
Projekt nosił nazwę ReLust. W prezentacjach opisano go jako platformę VR do bezpiecznej reinterpretacji osobistych doświadczeń. W zespole mówiono prościej: gra z pamięcią. Pomysł nie był jego, ale to on napisał najważniejsze fragmenty rdzenia. Algorytm, który na bazie nagrań wideo, danych geolokalizacyjnych, zdjęć i fragmentów tekstów tworzył scenę nie wierną kopię przeszłości, lecz gęstą, przypominającą ją symulację. Platforma wypełniała luki, podsuwała dźwięki, światło, drobne detale, żeby mózg się nie gubił.
Teoria brzmiała pięknie. W praktyce trzeba było szukać kompromisów czasem rezygnować z realizmu dla wygody, innym razem zostawiać niedoskonałości, by użytkownik czuł, że to rekonstrukcja, a nie sen.
Nacisnął przycisk na hełmie. Mały wskaźnik rozbłysł miękkim światłem. Michał odłożył urządzenie na biurko, otworzył projekt w edytorze i znów pogrążył się w kodzie.
Po południu pojechał do biura. Metro w Warszawie wypełniło się ludźmi w kurtkach i puchowych płaszczach. W wagonie ktoś słuchał muzyki bez słuchawek, ktoś przeglądał telefon. Michał stał przy drzwiach, patrząc w szklane odbicie własnej twarzy. Nos wydawał się nieco większy niż w młodości, włosy na czole przybrały szarość. W takich chwilach wyraźnie czuł, że czterdziestka już za plecami, nie przed.
Biuro start-upu mieściło się w dawnym centrum biznesowym na obrzeżach miasta. Szara fasada, szklane drzwi, przy wejściu turnieki. Na piętrze, gdzie pracował zespół, unosił się zapach kawy i pizzy. Otwarta przestrzeń z rzędami biurek, kilka sal konferencyjnych z przezroczystymi ściankami, w rogu strefa z pufami i konsolą.
Michał, właśnie czekaliśmy zawołał do niego Kamil, młodszy programista w bluzie z logiem projektu.
Kto tym razem? odłożył plecak przy swoim biurku.
Producent. Z klientem. Wielka sprawa.
Michał skinął, włączył laptop, rzucił okiem na monitor, gdzie ładował się system, i ruszył do sali konferencyjnej.
Wewnątrz już siedzieli troje. Producent spory, zadbany mężczyzna w ok. trzydziestu pięciu latach, w koszuli bez krawata. Obok niej kobieta w ciemnym garniturze, przedstawicielka klienta, i jeszcze jeden facet z tabletem.
Michał wstał producent poznaj, to jest Ludmiła, strateg ds. produktu po stronie zamawiającego.
Dzień dobry powiedział Michał.
Dyskutujemy właśnie o pozycjonowaniu odparła Ludmiła. Musi być jasne, że to nie tylko rozrywka, ale narzędzie pracy nad sobą. Jednocześnie bez ciężkiego psychologicznego obciążenia.
Michał usiadł, splecił ręce na stole.
Technicznie możemy odtworzyć wydarzenia dość dokładnie odparł. Ale trzeba pamiętać, że to rekonstrukcja. System wypełnia braki, żeby nie było przerw w immersji. Inaczej mózg wyrzuci nas z wirtualnego świata.
Czy da się zrobić tak, by sceny były trochę lepsze niż w rzeczywistości? Cieplejsze światło, przyjemniejsze głosy, wygładzone konflikty. Żeby ludzie chcieli wracać wtrąciła Ludmiła.
Michał poczuł, jak coś w środku się napina.
To już nie jest praca nad sobą odrzekł. To ucieczka.
Ludzie i tak uciekają odpowiedziała spokojnie. do seriali, mediów społecznościowych, gier. My dajemy im bardziej sensowny format. Najważniejsze, by nie tworzyć traumatycznych scenariuszy.
Producent szybko podjął słowo:
Dodamy tryby. Realistyczny i łagodny. Użytkownik sam wybierze.
Michał chciał sprzeciwić się, ale spojrzał w oczy producenta. Ten lekko pokręcił głową. Nie teraz.
Po spotkaniu wrócił do swojego biurka i długo siedział, nie dotykając klawiatury. W głowie szumiały słowa Ludmiły: Trochę lepsze niż w rzeczywistości. Przypomniał sobie, jak kilka dni wcześniej testował scenę z ukończeniem szkoły syna. Było jeszcze surowo, ale moment, kiedy chłopiec w kurtce, nieco niższy od ojca, wychodził na scenę po świadectwo, był niesamowicie żywy.
W rzeczywistości na tamtym zakończeniu Michał ledwo zerkał na syna. Siedział przy telefonie, odpisywał maile. Była to jego była żona, która później długo mu to przypominała. W rekonstrukcji stał w przejściu między rzędami, kręcił kamerą, uśmiechał się tak, że aż bolały policzki. Syn, odwracając się, machał ręką.
Wieczorem, po powrocie do domu, znów uruchomił tę scenę. Hełm mocno obejmował głowę, odcinając pokój z łuszczącymi się tapetami i szumem lodówki. W słuchawkach rozbrzmiały głosy, a w tle grała uroczysta muzyka. Znowu zobaczył syna na scenie. Tym razem był nieco wyższy, szersze ramiona, twarz jasna i pewna. Michał stał w przejściu, trzymał wirtualną kamerę. Kiedy próbował się odsunąć, system delikatnie przyciągnął go z powrotem na ustaloną trajektorię. Scena była zaprogramowana.
Kiedy wszystko się skończyło, zdjął hełm i długo patrzył w jedno miejsce. Potem otworzył menu, znalazł ustawienia sceny i przyjrzał się parametrom. Poziom oświetlenia plus dwadzieścia procent, kontrast plus dziesięć, dźwięk lekko wzmocnione oklaski. Twarz syna częściowo odtworzona z późniejszych zdjęć.
Sam to ustawił, kiedy programował poprawę. Wtedy wydawało się, że odrobina upiększenia nie zaszkodzi. Teraz w piersi było nieprzyjemne uczucie, jakby zamienił coś ważnego.
Następnego dnia zadzwonił do byłej żony.
Cześć rzekł, stojąc przy oknie i patrząc na szary podwórze. Słuchaj, potrzebuję robię jedną rzecz w pracy. Muszę przetestować na żywych ludziach. Możesz wpaść?
Czy to bezpieczne? zapytała po chwili.
To tylko VR. Nic nie stanie się. Muszę zobaczyć, jak ludzie reagują.
Przyjechała wieczorem. Weszła do mieszkania, rozejrzała się. Niewiele się zmieniło od jej wyjazdu: te same półki z książkami, ten sam stary kanapa.
Wszystko jak zamrożone powiedziała, zrzucając szalik.
Brak czasu odparł. Praca.
Pokazał jej hełm, wyjaśnił, jak to działa.
Co mam obejrzeć? zapytała.
Jakikolwiek moment. Załaduj zdjęcia, wideo. System sam ułoży scenę. Najlepiej coś ważnego, z mocnymi emocjami.
Zastanowiła się, potem wyciągnęła telefon.
Mam wideo, jak po raz pierwszy pojechaliśmy nad morze. Pamiętasz, że bał się wody?
Michał skinął, choć pamiętał słabo. Wtedy pracował nad pilnym wydaniem i większość wakacji spędzał przy laptopie w pokoju. W pamięci pozostały chwile: dziecko w dmuchanym kręgu, krzyki mew, zapach kremu do opalania.
Wgrali pliki do systemu. Algorytm zaczął analizować. Na ekranie pojawiły się procenty. Michał obserwował, jak tworzy się oś czasu, jak ściągane są dane geolokalizacyjne i jak na twarzach pojawiają się trójwymiarowe maski.
Straszne powiedziała, patrząc na wszystko. Intrygujące, ale jednocześnie… jakby ktoś wkradł się w głowę.
Nie wkradzamy szepnął. tylko zbieramy to, co już jest.
Kiedy scena była gotowa, pomógł jej założyć hełm. Ustawił pasek, poprawił słuchawki.
Jeśli będzie niewygodnie, od razu powiedz. Zatrzymam.
Uśmiechnęła się, skinęła i rozpoczęła sesję.
Pierwsze minuty milczała. Potem nagle wybuchła cichym śmiechem.
Biega po piasku O! Zobacz, jak się potyka. Pamiętasz to? zapytała w pustkę.
Michał patrzył na monitor, gdzie wyświetlały się jedynie surowe dane: tętno, oddech, kierunek spojrzenia. Wykresy pokazywały nagły skok pulsu.
Co się stało? zapytał.
Zsunęła hełm, oczy błyszczały.
Tam zadrżała. W rzeczywistości trzymałeś go za rękę, wchodziliście razem do wody, a rzeczywistość była Ty przy leżaku i odpisujesz maile. A tu jesteś obok.
Michał poczuł, jak w brzuchu coś się kurczy.
To algorytm dokleił scenę odparł. Na podstawie zdjęć, typowych schematów. Nie wie, gdzie naprawdę byłeś.
Ale mózg to czuje wyszeptała. Teraz są dwie wersje. Jedna, w której jesteś przy telefonie. Druga, w której jesteś z nami.
Wstała, przeszła po pokoju.
To niebezpieczne, Michał. Ludzie zaczną wybierać, którą wersję zapamiętają.
Czyż nie wybierają już? zapytał. Zdjęcia, Stories, wszystko
To wciąż rzeczywistość odpowiedziała. A tutaj nie wiem. Było mi dobrze, ale po wyjściu jest pusto.
Odeszła, nie dokończyła herbaty. Michał został sam, wpatrując się w hełm. W głowie krążyło jej zdanie o dwóch wersjach.
Tydzień później rozpoczęły się wewnętrzne testy z udziałem pracowników. Wolontariusze przynosili własne pendrivey, dawali dostęp do chmur ze zdjęciami. Jeden chciał wrócić do dzieciństwa, inny do pierwszej randki, jeszcze inny do dnia obrony dyplomu.
Kamil uruchomił scenę, w której w szkolnej mundurce stoi przy tablicy. Po sesji zdjął hełm i milczał.
No i? zapytał Michał.
Dziwnie odparł Kamil. Wszystko wydaje się lepsze. Nauczycielka nie krzyczy, koledzy nie szydzą. Czuję, że to właśnie chciałem zobaczyć.
A teraz jak się czujesz?
Kamil wzruszył ramionami.
Z jednej strony lżej. Z drugiej jakby mnie oszukano. Ale to ja wybrałem ten tryb.
Michał notował reakcje, zapisywał uwagi. W raporcie dla producenta pisał sucho: wzrost subiektywnego zadowolenia, spadek niepokoju, efekt przyciągania do sceny. Wewnątrz coraz bardziej wątpił, czy powinien cieszyć się tymi liczbami.
Pewnego wieczoru zadzwonił syn.
Cześć, tato. Słyszałem o twoim projekcie. Mogę spróbować? Chciałbym zobaczyć, jak to działa.
Michał zamarł.
Jeszcze surowe odrzekł.
Daj spokój, nie jestem babcią. Chcę po prostu zobaczyć.
Zgodził się, umówili się na weekend. Syn przyszedł w dżinsach i bluzie, z plecakiem. Zajrzał do mieszkania.
Masz tu muzeum powiedział, wskazując na stary telewizorMichał w końcu pojął, że prawdziwe życie nie potrzebuje wirtualnych poprawek.



