Wiesz co, muszę ci coś opowiedzieć, bo do dziś nie wierzę, че to naprawdę zrobiliśmy. To był ten dzień, kiedy mieliśmy iść do sądu na sprawę rozwodową. Wyobraź sobie gdy Bartek powiedział, że to koniec, że chce się ze mną rozwieść, to po prostu otworzyłam szafę i wyjęłam moją suknię ślubną.
Spojrzał na mnie z takim przerażeniem: Co ty robisz, Haniu?
Mówię mu: Zakładam suknię ślubną do sądu.
A on na to: Oszalałaś? Nie możesz iść na rozwód przebrana za pannę młodą!
Uśmiechnęłam się: Spokojnie, mogę. A ty załóż garnitur z naszego ślubu. Skoro w tym stroju przysięgałeś mi miłość, to w tym samym stroju się ze mną rozwiedziesz.
Nie miał żadnego dobrego argumentu, tylko burczał coś pod nosem, szukając tamtego garnituru w szafie i oczywiście nie mógł znaleźć muchy.
No i idziemy tacy do sądu, Bartek w czarnym smokingu, ja cała na biało, z welonem, wszystko jak należy. Portierka na wejściu zdębiała, jakaś kobieta zawołała: Gratulacje!, a inna ją szturchnęła: Cicho bądź, oni się rozwodzą.
Sędzia o mało nie spadł z krzesła, gdy nas zobaczył:
Proszę państwa, zaczął, ledwo powstrzymując śmiech mogę zapytać, dlaczego pani jest dziś w sukni ślubnej?
Mówię, patrząc mu w oczy: Wysoki Sądzie, bo on wtedy tak mi przysięgał na zawsze. W tym samym zestawie kłamał, niech w tym samym ten kontrakt zakończy. Chcę, żeby dobrze pamiętał, jak wyglądałam, gdy mi składał te obietnice.
Bartek mi się patrzy głęboko w oczy, taki roztrzęsiony:
Nigdy cię nie okłamałem, naprawdę cię wtedy kochałem.
Trochę mi się głos załamał:
A teraz?
Sędzia się przełknął ślinę, odchrząknął i mówi:
Wiecie co? Dam wam pół godziny przerwy. Wyjdźcie na chwilę, pogadajcie. Jak wrócicie w tych ubraniach i naprawdę będziecie chcieli rozwodu, poprowadzę sprawę dalej. Ale przeczuwam, że takie pary mają jeszcze o czym rozmawiać.
Wyciągnęłam Bartka na korytarz. On poprawił mi welon, bo trochę się przekrzywił.
Patrzy na mnie i mówi: Wyglądasz pięknie. Tak jak wtedy.
A ja mu na to: Ty też nie najgorzej. Chociaż jesteś osłem.
I tak staliśmy w tym sądowym korytarzu, ubrani odświętnie, zupełnie jakbyśmy zaraz mieli powiedzieć sobie tak, a nie żegnam.
A Bartek cicho: A może zamiast rozwodu pojedziemy zjeść tort weselny i przypomnimy sobie, czemu kiedyś się pobraliśmy?
Nie wiem, czy to jest ta prawdziwa miłość, że człowiek nawet na rozwód potrafi przyjść w sukni ślubnej czy po prostu jesteśmy dwojgiem szalonych ludzi, którzy nigdy nie potrafią robić niczego zwyczajnie, po cichu i bez dramatu.



