Dzień, w którym mój narzeczony nie pojawił się na naszym ślubie okazał się najszczęśliwszym dniem w moim życiu

Dzień, w którym mój narzeczony nie pojawił się na naszym ślubie okazał się najszczęśliwszym dniem w moim życiu 

To, że mój ówczesny narzeczony nie pojawił się w dniu naszego ślubu te 7 lat temu wcale mi się nie wydawało przeznaczeniem i tym, że los tak chciał. Dla mnie to była tragedia, wstyd i ogólnie doświadczyłam cały wachlarz negatywnych emocji, jakie tylko istnieją. Jak on mógł mnie zostawić w taki dzień! Przecież mógł zrobić to zdecydowanie wcześniej, a nie takiego dnia, kompromitując mnie przed całą rodziną i znajomymi.

Niedoszły „Pan Młody” odnalazł się dwa dni później. Chciałam wiedzieć, dlaczego tak zrobił, ponieważ naprawdę nie rozumiałam. Okazało się, że wcześniej nie miał odwagi po prostu ze mną zerwać, ale wiedział, że nie może wziąć ze mną ślubu, bo to już kompletnie skomplikuje sprawę, dlatego musiał dopuścić się tak ostatecznego kroku.

To był okropny czas, a dzień ślubu zamienił się w koszmar. Teraz z perspektywy czasu uważam, że jednak to był mój najlepszy dzień w życiu, bo dzięki temu poznałam mężczyznę, który obecnie jest moim mężem. Miał być świadkiem mojego męża na naszym ślubie, był jakąś daleką rodziną mojego ówczesnego narzeczonego i wcześniej go nigdy nie widziałam. Kiedy już czułam, że ślubu nie będzie i cała we łzach wybiegłam z Urzędu Stanu Cywilnego, wsiadłam do samochodu, a on dobiegł do niego i mnie zatrzymał mówiąc, że on będzie prowadził, bo jestem cała w nerwach i jeszcze dojdzie do wypadku. Tydzień później zaczęliśmy się spotykać.

Dwa lata po tym wydarzeniu wzięliśmy razem ślub, a obecnie jesteśmy już 5 lat razem. Teraz myślę, że wszystko co dzieje się w naszym życiu, ma sens i jest po prostu zapisane w niebie. Dobrze, że wtedy były jednak nie pojawił się na ślubie i poznałam Dominika. O swoim byłym szybko zapomniałam, nie chciałam kogoś takiego w moim życiu.

Niedawno dowiedziałam się, że mój były stoczył się i jest alkoholikiem. Jego bliscy próbują wyciągnąć go z alkoholizmu, ale bez efektu.

Jak dobrze, że ten człowiek uciekł od ślubu, inaczej musiałabym się z nim męczyć.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

5 × jeden =

Dzień, w którym mój narzeczony nie pojawił się na naszym ślubie okazał się najszczęśliwszym dniem w moim życiu