Dzień tylko dla mnie

**Dzień dla mnie**
**Część 1: Powrót do domu**

Wieczór powoli opadał na osiedle, malując chmury miękkim pomarańczem, który zapowiadał spokojną noc. Dla Marka jednak dzień był jak zwykle. Po męczącym dniu w biurze, gdzie stosy dokumentów zdawały się rosnąć, a spotkania następowały jedno po drugim, marzył tylko o powrocie do domu, kolacji i ewentualnie krótkim oglądaniu telewizji przed snem. Nie był nieszczęśliwy, ale przyzwyczaił się do rutyny, do przewidywalności dni, które płynęły niczym paciorki różańca bez końca.

Zaparkował samochód przed domem i od razu zauważył coś dziwnego. Drzwi samochodu jego żony, Anny, były otwarte. Marek zmarszczył brwi. Anna była drobiazgowa, dbała o szczegóły, zwłaszcza o samochód, który traktowała niemal jak swoje sanktuarium. Jeszcze bardziej zaskoczyło go, gdy zobaczył główne drzwi domu uchylone, a przez nie wydostawał się chłodny powiew powietrza zmieszany z radosnym hałasem bawiących się dzieci.

Zrobił kilka kroków i zatrzymał się jak wryty. Ogród, zazwyczaj zadbany i pielęgnowany przez Annę i dzieci w weekendy, teraz przypominał pole bitwy. Jego trójka dzieci Kacper, ośmioletni; Zosia, sześcioletnia; i mały Jakub, który ledwo skończył cztery lata tarzali się w kałużach błota, całkowicie ubłoceni, wciąż w piżamach. Puste opakowania po jedzeniu i resztki przekąsek leżały porozrzucane po trawniku, jakby przeszedł tędy mały tornado. Marek poczuł niepokój zmieszany z niedowierzaniem.

Tato! krzyknął Kacper, zauważając go. Zobacz, co zrobiliśmy!

Zosia machała rękami, dumna ze swojej góry błota, która według niej była niezdobytą twierdzą. Jakub zaś śmiał się głośno, pluskając nogami w kałuży.

Marek rozejrzał się, szukając psa, Burka, ale nigdzie go nie było. Ani śladu, nie słychać było nawet szczekania. Jego niepokój wzrósł. Gdzie była Anna? Dlaczego wszystko tak wygląda?

Gdzie jest mama? zapytał, starając się nie brzmieć zbyt alarmująco.

W środku odpowiedziała Zosia, nie odrywając wzroku od swojej budowli.

Marek wszedł do domu, omijając opakowania i zabawki. W środku chaos się pogłębiał. Lampa leżała na podłodze, dywan był zmięty i odsunięty do ściany. W salonie telewizor grał na cały regulator, pokazując kreskówki, a pokój dzienny wyglądał jak morze rozrzuconych zabawek i ubrań.

W powietrzu unosił się zapach jedzenia zmieszany z detergentem i ziemią. Marek skierował się do kuchni, gdzie w zlewie piętrzyły się brudne naczynia, a ślady porannego bałaganu pokrywały blat. Drzwi lodówki stały otwarte, a na podłodze leżała rozsypana karma dla psa. Pod stołem błyszczała rozbita szklanka.

Serce Marka zabiło mocniej. Coś było nie tak. Wbiegł po schodach, odsuwając zabawki i stosy ubrań blokujące przejście. Na górze zauważył wodę płynącą spod drzwi łazienki. Gdy je otworzył, zobaczył mokre ręczniki, pianę i zabawki dryfujące w wodzie, a rolki papieru toaletowego rozwinięte w białe góry.

Bez wahania pobiegł do sypialni. Otworzył drzwi i tam, w półmroku, leżała Anna. Wciśnięta w poduszki, w piżamie, z włosami zebranymi w nieporządny kok, czytała książkę z wyrazem absolutnego spokoju.

Gdy go zauważyła, uniosła wzrok, uśmiechnęła się i zapytała łagodnym głosem:

Jak ci minął dzień?

Marek spojrzał na nią, wściekły, niezdolny zrozumieć, co widzi.

Co się tu dzisiaj działo? zapytał, ledwo powstrzymując gniew.

Anna znów się uśmiechnęła, zachowując dziwną ciszę.

Pamiętasz, jak wracasz codziennie z pracy i pytasz: Na litość boską, co ty robiłaś cały dzień?

Tak odparł Marek, zbity z tropu.

Cóż Dzisiaj tego nie zrobiłam powiedziała Anna, zamykając książkę. Dzisiaj wzięłam dzień dla siebie.

**Część 2: Cisza i prawda**

Przez chwilę w pokoju zapanowała cisza. Marek stał w drzwiach, nie wiedząc, czy ma się śmiać, krzyczeć, czy po prostu usiąść na podłodze jak jego dzieci. Spojrzał na Annę, która wciąż miała ten sam spokojny wyraz twarzy, a potem przypomniał sobie wszystko, co zobaczył po powrocie: chaos, brud, absolutny bałagan. Po raz pierwszy od dawna nie wiedział, co powiedzieć.

Wzięłaś dzień dla siebie? powtórzył, jakby słowa nie miały sensu.

Anna skinęła głową, odkładając książkę i siadając na łóżku. Jej niebieska piżama miała plamy po kawie i czekoladzie, a bose stopy wysuwały się spod kołdry.

Tak. Dzisiaj postanowiłam nie robić niczego z tego, co robię codziennie. Nie sprzątałam, nie gotowałam, nie organizowałam, nie kłóciłam się z dziećmi, żeby się ubrały, nie zmywałam naczyń, nie goniłam Burka, żeby nie uciekł, nie odpisywałam w grupie rodziców, nie planowałam kolacji, nawet się nie czesałam. Dzisiaj byłam po prostu Anną. Nie mamą, nie żoną, nie gospodynią. Tylko sobą.

Marek poczuł mieszaninę podziwu i dezorientacji. Usiadł na brzegu łóżka, próbując uporządkować myśli.

Ale zaczął, ale nie znalazł słów.

Anna spojrzała mu w oczy z niespodziewaną czułością.

Wiesz, ile razy zastanawiałam się, czy zdajesz sobie sprawę ze wszystkiego, co robię każdego dnia? zapytała, bez gniewu, tylko z ciekawością. Czy kiedykolwiek pomyślałeś, jak wyglądałby dom, gdybym przez jeden dzień nic nie zrobiła?

Marek spuścił wzrok. Przypomniał sobie wszystkie razy, gdy wracał do domu i bezmyślnie pytał: Co dziś robiłaś?, jakby porządek, jedzenie, czyste ubrania i umyte dzieci były czymś, co po prostu się dzieje, bez wysiłku, jak magia.

Chyba nie przyznał cicho.

Anna uśmiechnęła się, tym razem z odrobiną smutku.

Nie obwiniam cię. Czasem sama nie zauważam, ile robię, dopóki nie przestanę.

Wtedy rozległ się krzyk. To Jakub

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

3 × 4 =

Dzień tylko dla mnie