Dziecko dla przyjaciółki Kiedy Lila była w ostatnich miesiącach ciąży, jej młodszy brat wyjechał z …

Dziecko dla Przyjaciółki

Gdy Zuzanna dobiegała końca swojej ciąży, jej młodszy brat zniknął z domu, ojciec popadł w alkoholizm, a życie Zuzanny zamieniło się w absurdalny koszmar.

Każdego poranka Zuzanna, w mlecznym świetle, otwierała na oścież okna, wyrzucała z kuchni puste butelki po wódce i czekała, aż ojciec w swoim pokoju przekręci się na drugi bok i zaśnie na dobre.

Tato, nie możesz pić mówiąc to, napotykała puste spojrzenie. Ledwo już odratowali cię po udarze.

A co mnie to obchodzi? Kiedy piję, boli mniej. Nie zakazuj mi odbijało się w ścianach i powracało echem, jakby ojciec mówił przez ogromny słoik.

Czego się tak boisz? próbowała jeszcze.

Świadomości, że nikomu nie jestem potrzebny. Ani tobie. Wiem, jestem dla ciebie ciężarem. Rodziłem się po nic, żeniłem, dzieci napłodziłem, które tylko moją słabość w genach odziedziczyły. Wszystko na marne, Zośka… Piję, bo tak łatwiej.

Zuzanna czuła w środku głuchą złość.

Wcale nie na marne, tato. Spotkały ludzi gorsze losy.

Co może być gorszego? Ty wychowana bez matki, teraz ty chcesz sama wychować kolejne dziecko niedługo, znów bieda, bez nadziei.

Nic nie jest pewne, tato. Wszystko może w każdym momencie się zmienić.

Zuzanna wspomniała z nostalgią, jak jeszcze niedawno planowała ślub z Michałem. Świat się rozpadł, a jednak musiała żyć dalej.

Ojciec tego samego dnia znowu upił się do nieprzytomności. Wtedy Zuzanna, stojąc w chaotycznym świetle kuchni, wrzasnęła:

Przepiłeś pieniądze, które odkładałam? Jakim cudem je znalazłeś? Grzebałeś w moich rzeczach?

Wszystko w tym domu jest moje oznajmiał, dmuchając oparami alkoholu. Włącznie z moją emeryturą, którą ukrywasz!

Wszystko przepiłeś? I wcale nie myślałeś, z czego będziemy żyć?

Po co mam myśleć, skoro jestem chory? Teraz twoja kolej się mną zajmować.

Zuzanna przetrząsnęła wszystkie szafki.

Pamiętam, były dwa opakowania makaronu i masło! Wszystko zniknęło… Czym mamy dziś zjeść na kolację?

Była przerażona. Osunęła się na krzesło i zasłoniła twarz dłońmi.

Nie wiedziała jeszcze, że ciotka Bogumiła zaczęła pod nieobecność Zuzanny wprowadzać się do domu, przynosząc wódkę ojcu i wynosząc po kątach, co popadnie.

Bogumiła, podstępna jak śliska żmija, czaiła się nocami w ich kuchni, rozplątując rodzinne więzy.

Tamtej nocy Zuzanna leżała głodna, zapłakana w łóżku. Wszystko działo się jak na pograniczu jawy i snu pokoje wirujące wokół niej, światło fluorescencyjne zmieniające kolory.

Nad ranem usłyszała pukanie. Weszła Bogumiła w swym kasztanowym płaszczu i skórzanych butach nawet nie ściągnęła obuwia, tylko przemknęła po panelach korytarza.

Dzień dobry, Zuzanna. Moja znajoma z urzędu meldunkowego powiedziała mi, że macie długi. Prąd mogą wyłączyć lada dzień. Co się dzieje? Zaparzysz mi herbaty, czy mam sobie sama zrobić?

Nie czekając na odpowiedź, Bogumiła zajrzała do lodówki i szafek.

Sama zrobię, ty jesteś w stanie błogosławionym jak moja córka Wiesława… Nie macie cukru ani herbaty, tu prawie nic nie zostało. Idziemy do sklepu?

Zuzanna patrzyła w boczne światło bez słowa.

Nie. Lepiej już proszę wyjść, ciociu.

Ale Bogumiła przylgnęła do kuchennych drzwi jak cień.

Masz kłopoty? Przecież mówiłam, byś się przeniosła do mnie. Teraz nawet nie pytam po prostu nalegam. Nie ma tu warunków dla malucha. Twój ojciec, ty bez jedzenia… Zbieraj się, chodź.

Wszystko zawirowało kolory i światło rozmyły się. Bogumiła spakowała Zuzannie rzeczy, zamówiła taksówkę i wciągnęła ją do fioletowego samochodu unoszącego się nad ziemią.

***

Kiedy zaczęły się bóle porodowe, Bogumiła nie odstępowała Zuzanny na krok. W szpitalu zapadł przedziwny półmrok.

Posłuchaj mnie, Zuza, powiedziałam już personelowi, że masz zamiar zrzec się dziecka. Gdy tylko urodzisz, nie bierz jej na ręce, nie miej kontaktu. Po prostu nie patrz.

Zuzanna, wijąc się z bólu jakby przez nią przepływała rzeka, szeptała:

Ciociu, wszystko mi już jedno. Chcę tylko, żeby to się skończyło.

Bogumiła ścisnęła jej dłoń.

Sama nie dasz rady dziecka utrzymać. Znam ludzi, przyzwoite małżeństwo, które może je adoptować.

Po paru godzinach narodziła się dziewczynka.

Trzy trzydzieści, zdrowa, wspaniała oznajmiła pielęgniarka, zabierając zawiniątko bez pokazania jej matce.

Ale pediatra spojrzała surowo na Zuzannę:

Jak to tak? Urodziła pani piękną, zdrową córkę i nawet nie chce jej zobaczyć? Przynieście dziecko i połóżcie przy matce!

Zuzanna zamknęła oczy.

Nie chcę. Sama się nie utrzymam, nie planowałam tego… Ktoś inny lepiej się dzieckiem zaopiekuje.

Proszę się nie wygłupiać, chociaż spojrzeć.

I w tym momencie poczuła ciepłe, puchate dotknięcie maleńka rączka ślizgała się po jej policzku, a buzia łasiła się do piersi.

W końcu Zuzanna spojrzała na swą córkę zobaczyła w niej mikroskopijnego człowieka, który patrzył na nią z rozbłyskiem światła w oczach, bezradnie poszukując czułości.

No, mamo, czekamy aż ją nakarmisz zażartowała pediatra, widząc dreszcz wzruszenia przechodzący przez kobietę.

Zuzanna zalała się łzami, przytuliła dziecko i pokiwała głową.

Przez następne dwie godziny mogła tylko patrzeć, jak jej córka oddycha, rusza paluszkami, jakby próbowała wyśnić cały świat od nowa.

W tej chwili coś przebudziło się w środku Zuzanny.

Oto sens moja panna. I nie ma znaczenia, czy Michał odszedł czy ojciec wpada w ruinę. Jestem potrzebna tej dziewczynce. I zostanę.

***

Ze snu wytrącił ją głos Bogumiły.

Bogumiła, w szlafroku, stanęła w progu.

Zapomniałaś, czego się umówiłyśmy? Miałaś się dziecka zrzec! Wszystko już załatwione rodzina czeka.

Ciociu, zmieniłam zdanie. Nie oddam jej.

Przecież nie masz pieniędzy. Gdzie ty z tym dzieckiem pójdziesz?

Do domu, choćby się waliło i paliło.

Bogumiła wykrzywiła twarz w groteskowy uśmiech.

Zwariowałaś? Bez grosza? Liczysz na jałmużnę?

Na okrzyk rozbudziła się dziewczynka, Zuzanna podeszła do niej w poplamionej piżamie.

Nie dotykaj! Ja ją nakarmię mlekiem mieszanym! Powiemy lekarzom, że nie masz pokarmu zadecydowała Bogumiła.

Zuzanna potrząsnęła głową:

To moje dziecko i sama decyduję.

Obiecałaś! wrzasnęła bezsilnie Bogumiła.

Proszę wyjść.

Bogumiła wyszła. Sąsiadka z łóżka obok, Leokadia, podniosła głowę:

Kto to był?

Ciotka.

Straszna osoba. Dobrze, że ją wygoniłaś. Jeśli ci pomóc, pomogę, jestem Lera.

Zuzanna.

Miło cię poznać, Zuzia. Ta kobieta niemal chciała ukraść twoją córkę. Strasznie dziwna.

***

Tuż przed wypisem zjawiła się Wiesława, dawna przyjaciółka, w zaawansowanej ciąży, szeptem, jakby bała się ścian.

Słyszałam, że urodziłaś szeptała. Córeczkę?

Tak.

Wiesława wierciła się niepewnie na ławce.

Wiesz, mama znalazła rodzinę, która z radością przyjmie twoją córeczkę. Są bardzo bogaci. Jeden milion złotych, rozumiesz? Za to kupisz kawalerkę, mieszkanie…

Milion? Zuzanna kiwnęła głową. To skoro się tak martwisz, to daj im swoje dziecko.

Wiesława zafukała, lecz coraz bardziej czepiała się Zuzanny:

Oddaj ją mnie! Wychowam ją jak swoją. Ona jest córką Michała.

Dasz radę z dwójką dzieci, czy oszalałaś?

Nic nie rozumiesz, Zuzia! Moje małżeństwo się wali!

Zuzanna oderwała jej rękę.

Puść.

Po paru godzinach przez korytarz przetoczył się Michał. Wysunął się ze światła, jakby wyrosły mu skrzydła z betonu.

Mogę zobaczyć dziecko?

Nie możesz! Wiesia rodzi lada moment, do niej idź.

Muszę porozmawiać, Zuzia. Chcę wziąć córkę na siebie, ty ją zrzekniesz, ja oficjalnie adoptuję.

Zuzanna potrząsnęła głową:

Ja nie zostawię nikogo, komu jestem potrzebna. Zły adres, Michał.

Oddaj! Nie miałaś prawa w ogóle mieć dziecka ze mną! I tak zabiorę to, co moje!

Syn mamusi, zapytaj się jej o zgodę rzuciła, odpychając dawną miłość.

Zuzanna wzięła dziecko na ręce, wyszła do pielęgniarki i poprosiła, by nikogo do niej nie wpuszczać. Mam już dosyć, wszyscy łażą do mnie jak przez CPK.

Epilog

W dniu wypisu Zuzanna tuliła córkę, wychodząc w mgłę dnia.

Obok wychodziła Lera czekała na nią rodzina.

Zuzanna przystanęła, zobaczywszy samochód Zielińskich.

Z auta wysiadła matka Michała, Weronika, wydłużyła szyję, patrząc wilczymi oczami.

Zuzię przeszedł lodowy dreszcz.

Kto to? spytała Lera.

Rodzice Michała.

Stoją, jakby czekali na ciebie. Nie podoba mi się, jest coś nie tak. Mówiłam ci, że mama ma pokój dla was, jedź ze mną.

Zuzanna przytaknęła. Sama już czuła, jak wszystko jest jak w opadającej pajęczynie absurdu.

***

U nowych przyjaciół Zuzanna niespodziewanie znalazła czułość. Kuzyn Lery, stary kawaler Jacek, zaczął o nią dbać. Jacek okazał się dobrym człowiekiem ożenił się z Zuzanną, pokochał jej córkę jak swoją i nawet pomagał zrezygnowanemu teściowi.

Co do Wiesławy i Michała ich małżeństwo rozpadło się. Okazało się, że Wiesława udawała ciążę, nosząc wypchany brzuch i wodząc wszystkich za nos.

Bogumiła, próbując ratować córkę, przyznała się zięciowi, że Wiesia poroniła bardzo wcześnie, i od razu przedstawiła plan ratunkowy:

Michałek, nie gniewaj się na Wiesię. Jej się nie udało, ale ty dziecko będziesz mieć z Zuzanny. Proponuję zabierzcie jej noworodka, adoptujcie. Rodzinie powiemy, że Wiesia donosiła ciążę i urodziła. Wszystko po cichutku.

Michałowi spodobał się ten absurdalny plan.

To trwało, dopóki Zuzanna nie postanowiła zachować swojej córki i tym samym zamknęła wszystkich w pułapce bez wyjścia.

Weronika, matka Michała, poczuła się oszukana. Wyrzuciła Wiesławę z domu i nakazała synowi rozwód.

A Zuzanna, wieczorem, patrząc na swoją śpiącą córkę, czuła, jak wszystko wiruje jak na karuzeli z szarej waty, i wiedziała: To jest moje miejsce. Tutaj zostajemy.Wieczorem, gdy dom zasypiał, Zuzanna usiadła na podłodze, obok kołyski, i gładziła czółko córki. Cisza wypełniała wszystkie szczeliny, a noc nie przynosiła już lęku, lecz spokój.

W cieniu szeptów, które przez tygodnie rozdzierały jej duszę, odnajdywała teraz bezpieczne, ciche miejsce takie, przez które nie przedziera się już głód ani oskarżenia, ani cudze niezaspokojone ambicje.

Z kuchni dochodził zapach gorącego mleka, a zza okna odległy śmiech dzieci z sąsiedztwa, które grały w piłkę nawet wtedy, gdy zapadał zmrok. Podnosząc wzrok na delikatnie łuszczącą się farbę sufitu, Zuzanna uświadomiła sobie, że nie liczy się to, co zniszczone, lecz to, co nowe wyrasta w starych ścianach.

Córka uśmiechnęła się przez sen.

Może nie będziemy nigdy bogate, może nie zaznamy wielkich wygód Ale nigdzie nie będzie ci lepiej niż przy mnie, obiecała w myślach, głaszcząc maleńką dłoń. Nauczę cię śmiać się na przekór wszystkiemu i kochać ponad wszystko, cokolwiek się zdarzy.

Za drzwiami skrzypnęły kroki Jacka, który ostrożnie postawił na stole kubek melisy. Bez słów otoczył Zuzannę ramionami. Przez chwilę nie byli matką i ojczymem, nie byli świadkami rodzinnych katastrof, tylko parą ludzi, którzy wybrali siebie, nie za to, kim byli wcześniej, ale za życzliwość, jaką sobie dali.

I wtedy, choć świat wydawał się pełen pęknięć i fałszywych obietnic, Zuzanna poczuła, jak grunt pod jej nogami staje się stabilny. Nowy dom nie był może domem marzeń, ale był domem dobrym, bo powstał na przekór temu, co złamało innych.

A kiedy o świcie do pokoju wpadła złota smuga światła i rozświetliła buzię dziewczynki, Zuzanna zrozumiała: przeszłość przestaje mieć nad nią władzę. Wszystko, co najcenniejsze, już tu było na wyciągnięcie ręki, w cichym oddechu dziecka i cieple ramion, które nigdy nie zawiodą.

I było dobrze. Tak zwyczajnie, po ludzku, noworodkowo jak dawny poranek, w którym wszystko zaczyna się od nowa.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

cztery × pięć =

Dziecko dla przyjaciółki Kiedy Lila była w ostatnich miesiącach ciąży, jej młodszy brat wyjechał z …