Dzieci przyjechały w odwiedziny i nazwały mnie kiepską gospodynią – jak moje urodzinowe starania o w…

Dzieci przyjechały w odwiedziny i nazwały mnie kiepską gospodynią.

Dzień przed urodzinami zaczynam przygotowywać potrawy na uroczystość. Proszę męża, żeby obrał warzywa i pokroił sałatki, a w tym czasie sama smażę mięso i szykuję resztę dań. Myślę sobie, że udało mi się przygotować wspaniały, treściwy poczęstunek, którym mogę ugościć całą moją dużą rodzinę. W dniu urodzin rano razem z mężem idziemy do cukierni, żeby kupić duży i przede wszystkim świeży tort, który na pewno posmakuje wnuczkom.

Pierwsi na przyjęcie przychodzą mój syn Paweł z żoną Agnieszką i wnukiem Mateuszem, potem najstarsza córka Małgorzata z dwójką dzieci, a na końcu średnia córka Danuta z mężem oraz swoimi pociechami. Wszyscy siedzimy razem przy stole, aż brzęczy od łyżek i widelców. Wydaje się, że każdy zjadł, co chciał, jedzenia dla nikogo nie zabrakło. Wnuki najadły się tak mocno, że pobrudziły rękami tapetę, a dorośli ubrudzili obrus. Podczas herbaty najstarsza córka rzuca do mnie:

Mało postawiłaś na stół… Zjedliśmy, i co dalej?

Jej słowa bardzo mnie dotykają. Mimo że inni śmieją się, twierdząc, że to żart, czuję się urażona. To prawda, że zawsze staram się coś dzieciom spakować do domu, ale trudno gotować z zapasem dla tak dużej rodziny. Mam tylko małe garnki i piekarnik, a przecież nie wydam całej emerytury na jeden obiad.

Nie martw się, kochana szepcze mi mąż w kuchni, kiedy wyjmujemy tort wszystko było pyszne, dlatego nie wystarczyło. Możesz im przekazać przepisy, niech gotują, jeśli znajdą czas. A w ogóle, następnym razem to oni powinni coś przynieść. Ich jest tylu, a nas tylko dwoje.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

jeden × 2 =

Dzieci przyjechały w odwiedziny i nazwały mnie kiepską gospodynią – jak moje urodzinowe starania o w…