Działka, ona wszystko poukłada – Opowieść o rodzinnych konfliktach, trudnych relacjach między synową…

Działka, ona wszystko naprawi

Czyś ty rozum postradała?! Przecież mówiłam Jadwidze, że przyjdziesz! Specjalnie ją poprosiłam, żeby dla ciebie najlepszy kawałek zostawiła!

Iwona zastygła z siatką w ręku. Teściowa, Barbara Zawadzka, stała w drzwiach kuchni z rękami skrzyżowanymi jak generał, a wzrok miała taki, jakby Iwona nie poszła do sklepu po mięso, tylko co najmniej obrabowała bank.

Pani Barbaro, ja po prostu nie zdążyłam na targ próbowała tłumaczyć się Iwona na spokojnie. Po pracy jeszcze poszłam do pralni po pani sukienkę, potem do apteki…
A zadzwonić? Uprzedzić? Jadwiga na ciebie czekała do zamknięcia! Potem przez godzinę mi przez telefon płakała, że ją zawiodłam!

Iwona postawiła siatkę na stole, czując, jak w środku coś nieprzyjemnie ściska żołądek.

Mięso jest dobre, świeże wyciągnęła paczkę, pokazując teściowej. Proszę zobaczyć, wołowina z marmurkiem, schłodzona…

Barbara nawet nie spojrzała. Podeszła do stołu i z odrazą przesunęła siatkę palcem, jakby to była radioaktywna kartoflanka.

Ta sklepowa papka, pełna chemii. Michał takiego nie zje, żołądek ma słaby.
Michał sam ostatnio kupił to mięso wyrwało się Iwonie.

Zła decyzja. Barbara zezłościła się na purpurowo.

O właśnie! Mąż sam lata po spożywczaku, a żona nie wiadomo gdzie lata! Trzy lata, Iwona. Trzy lata w naszej rodzinie, a pożytku żadnego. Gotować nie umiesz, pomóc w domu nie da się doczekać, dzieci rodzić ci się nie chce…
Pani Barbaro, to już trochę niesprawiedliwe.
Niesprawiedliwe?! Barbara prychnęła. Ja swojej teściowej nogi całowałam, bałam się słowo powiedzieć. A ty? Zadzierasz nosa, moje uwagi olewasz, robisz, co chcesz…

Barbara przeszła do przedpokoju, z furią sięgnęła po torebkę. Każdy jej ruch działał Iwonie na nerwy jak szpilka w oko.

Ja Michałowi od dawna mówię: rozwód, zanim będzie za późno! Znajdź sobie normalną dziewczynę. Która doceni, a nie…

Machnęła ręką, nie dokańczając. Wsunęła nogi w pantofle, nie fatygując się nawet poprawić zagiętych pięt.

Iwona stała w drzwiach kuchni, wbita palcami w futrynę.

Do widzenia, pani Barbaro.

Teściowa nie odpowiedziała. Drzwi za nią się zatrzasnęły, a w mieszkaniu zapadła cisza. Iwona powoli osunęła się pod ścianę i usiadła na zimnych kafelkach. Wołowina z marmurkiem leżała samotnie na stole nie miała nawet ochoty na nią patrzeć. Ani na nią, ani na idealnie czystą kuchnię, ani na wiszące na ścianach zdjęcia ze ślubu, na których Barbara uśmiechała się tak sztucznie, jakby miała gwoździe w bucie.

Trzy lata. Trzy lata prób, uczenia się wszystkich przepisów, jakie Michał lubił od dziecka. Znosiła niedzielne obiady u teściowej, gdzie każde danie okraszone było komentarzem: Michałek zawsze lubił ziemniaki w kostkę, a nie fryteczki. Uśmiechała się, kiwała głową, przepraszała za rzeczy, za które tak naprawdę nie była winna.

I ciągle była bezużyteczna. Ciągle słyszała: lepiej by się rozwiódł. Iwona odchyliła głowę i wsparła ją o ścianę. Sufit wymagał malowania. Trzeba będzie wspomnieć Michałowi.

Choć po co teraz?

Przez dwa tygodnie Iwona żyła jak partyzantka za linią wroga. Na telefony teściowej odpowiadał Michał, niedzielne obiady były odwoływane z powodu nagłych spraw, a przypadkowe spotkanie kończyło się suchym dzień dobry i natychmiastową ucieczką.

Aż zadzwonił notariusz.

Dziadek Iwony, który w zasadzie był dla niej postacią z odległej legendy, odszedł na niebiańskie działki. Okazało się, że zostawił jej działkę czterdzieści kilometrów od Łodzi kawałek ziemi w ogródkach działkowych Wschód Słońca.

Trzeba przynajmniej obejrzeć Michał obracał w dłoni klucze z breloczkiem w kształcie obdrapanej truskawki. Jedziemy w sobotę?

Iwona skinęła głową. Sobota, niech będzie sobota.

Jednego nie przewidziała.

Michałku, jadę z wami! Barbara zjawiła się w progu o 7:30 rano, w kaloszach i z koszykiem. Podobno świetne miejsce na grzyby mówiła Jadwiga.

Iwona tylko cicho szła robić termos z herbatą. Przed nią rysował się wspaniały (w cudzysłowie) dzień.

A działka była dokładnie taka, jak się spodziewała.

Chybotliwy domek, zarośnięty teren, płot trzymający się ostatkiem sił i dwóch zardzewiałych gwoździ. W środku zapach wilgoci i starych gazet.

Michał szepnęła Iwona do męża, sprzedajmy to? Co my tu będziemy robić? Każdy weekend tu jeździć, plewić grządki To nie dla nas.

Michał już otwierał usta do odpowiedzi

Co?! Sprzedać?! Barbara wyrosła za ich plecami niczym dmuchawiec. Oszaleliście? To przecież ziemia! Swój kawałek! Ja bym za takie szczęście…

Teściowa złapała się za serce, oczy lśniły podejrzanie jak po dwóch kieliszkach nalewki.

Dajcie mi klucze. Ja tu wszystko ogarnę, kwiaty posadzę, domek naprawię. Za rok podziękujecie!

Iwona popatrzyła sceptycznie na Barbarę. Stała w środku tej puszczy, kalosze zapadały się w zeszłorocznych liściach, a ona aż promieniała.

Pani Barbaro, tu jest pracy na…
Iwonko Michał delikatnie ścisnął jej łokieć niech mama spróbuje. Co ci szkodzi?

Szkoda nie było. Ale sytuacja była specyficzna. Kłócić się nie chciała jeszcze bardziej.
Bez słowa podała Barbarze klucze z obdrapaną truskawką.

…Dwa miesiące minęły, jakby się w mgłę zapadło. Barbara dzwoniła tylko gdy trzeba, nie wpadała bez zapowiedzi i o dziwo ani razu nie wspomniała o mięsie z targu, braku wnuków czy źle pokrojonych ziemniakach. W telefonie jej głos był pogodny, wręcz roześmiany: Michałku, wszystko u mnie dobrze! Roboty masa, pogadamy!

Iwona nic nie pojmowała. Jakaś ściema? Cisza przed burzą? Może Barbara poważnie choruje?

Michał zapytała wieczorem. Twoja mama chyba jest zdrowa?
W pełni wzruszył ramionami. Zajmuje się działką. Mówi, że tyle roboty, że na sen nie ma kiedy.

W piątek zadzwoniła sama Barbara.

Zapraszam jutro na działkę! Zrobimy grilla, pokażę wam wszystko. Tyle się zmieniło! Przyjedziecie, sami zobaczycie!
Michał, nie chcę Iwona pokręciła głową, gdy usłyszała zaproszenie od męża. Cisza dwa miesiące, a tu nagle znowu wpad…
Iwonko, mama się natrudziła. Obrazi się, jak nie przyjedziemy.
Ona zawsze się obraża.
Proszę Michał popatrzył tak żałośnie, że Iwona się poddała.

No to sobota…

A w sobotę Iwona nie poznała własnej teściowej.

Barbara stała przy furtce w lnianej sukience, z opalonymi rękami i rumieńcem na policzkach. Uśmiech rozjaśniał zmarszczki tak, że odjęło jej z dziesięć lat. Zero udawanej uprzejmości, prawdziwe człowieczeństwo aż się w niej gotowało.

No nareszcie! teściowa rozłożyła ramiona, a Iwona bezwiednie podeszła i dała się przytulić.
Barbara pachniała ziemią, koperkiem i miodem.

Działka wyglądała całkiem inaczej. Grządki równiutko w szeregu przy płocie, który już nie groził zawaleniem. Młode krzaki porzeczki z tłustymi liściami, pod oknami domku kwitły aksamitki.

Chodźcie, wszystko wam pokażę! Barbara ciągnęła ich za sobą, nie dając chwili na złapanie oddechu. Tu truskawki, świetna odmiana, sąsiadka dała. W czerwcu pierwsze owoce będą. A tutaj pomidory, ogórki. Na jesień narobię przetworów wam dam wszystko, sobie zostawię tylko kilka słoiczków.

Iwona spojrzała na Michała, bo wyglądał równie skołowany jak ona.

Mamo, sama to wszystko zrobiłaś? Michał machnął ręką po ogrodzie.
A kto? Barbara zaśmiała się lekko i młodzieńczo. Ręce mam, głowę też. Sąsiadki podpowiadają. Wiesz, tu ludzie są inni! W mieście to zupełnie co innego.

Zaprowadziła ich do domku. W środku też zmiany: świeże zasłonki, umyte okna, haftowana serweta na stole. Wilgoć i stęchlizna poszły w zapomnienie, teraz pachniało ciastem i ziołami.

O, tu mam mleko i mięso od Zosi z końca, trzyma kozę i cielaka Barbara wyłożyła na stół słoik mleka i zawiniątko w papierze. Zabierzcie ze sobą, jest jeszcze twaróg i śmietana.

Iwona patrzyła na zawiniątko. Mięso od sąsiadki. Zero komentarzy o Jadwidze z targu.

Pani Barbaro… tu pani dobrze?

Barbara usiadła na taborecie, a coś miękkiego i nieznanego zaiskrzyło jej w oczach.

Iwonko pierwszy raz tak ją nazwała całe życie o tym marzyłam. Swój domek, kawałek ziemi. Ręce w ziemi, głowa wolna. W mieście się dusiłam, nie wiedziałam nawet czemu. A tu…

Zamaszyście wskazała okno.

Tu żyję.

Wracali w ciszy. Michał prowadził, na tylnym siedzeniu brzęczały słoiki z mlekiem i twarogiem.

Słuchaj przerwał Michał może w końcu możemy mieć te dzieci? Jest gdzie je wysyłać na wakacje.

Iwona parsknęła, ale się uśmiechnęła.

Wiesz, chciałam tę działkę sprzedać tamtego pierwszego dnia. Myślałam: po co nam ta ruina.
Pamiętam.
A ona, ta działka… Iwona zawahała się, szukając słów. Naprawiła wszystko między mną a twoją mamą. Dwa miesiące, i zrobiła to, czego ja przez trzy lata nie potrafiłam.

Michał zwolnił na światłach, spojrzał na nią.

Mama była po prostu nieszczęśliwa. Teraz już nie jest.

Iwona skinęła głową. Za oknem zapalały się miejskie światła, przed nimi czekało ich mieszkanie ze ślubnymi zdjęciami. I po raz pierwszy od trzech lat powrót do domu był lekki.

Musimy częściej do niej jeździć powiedziała cicho.

I sama była zdziwiona, że mówi to szczerze. Bez żadnego ale.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

19 − 8 =

Działka, ona wszystko poukłada – Opowieść o rodzinnych konfliktach, trudnych relacjach między synową…