Pani Marianna, sąsiadka babci, zadzwoniła i powiedziała:
– Przyjedź szybko! Twój dziadek i babcia kłócą się i dzielą majątek.
Weszłam do domu, a tam lustro jest rozbite, naczynia też leżą w kawałkach. Zawołałam ich. Dziadek wyszedł z pokoju.
– Przyjechała droga wnuczka – mówi.
Przytuliłam go, a on pachniał alkoholem.
– Gdzie jest babcia?
– Pewnie z koleżankami. Narzeka na mnie.
Potem babcia wbiegła do domu i zaczęła płakać.
– Kochana, moja ukochana przyjechała.
– Cóż, moi drodzy opowiadajcie. Co się stało?
– Wstał rano – mówi babcia – i zaczął narzekać, że zrujnowałam mu życie. Chce mieszkać w mieście i jechać nad morze.
– Wnusiu, w młodości babcia spotykała się z Konradem. Poszedłem do wojska, a on ją wtedy podrywał. Wróciłem, dowiedziałem się, że spotykała się z innym i wkurzyłem się, ale kochałem ją, więc jej wybaczyłem te flirty i ożeniłem się z nią.
– Ale to już przeszłość, prawda?
– Słuchaj dalej. Ten Konrad mieszkał gdzieś za granicą, ale teraz wrócił do ojczyzny, a babcia poszła z nim na randkę. Sam widziałem, jak krowy gonią.
Babcia zaczęła się usprawiedliwiać:
– Wspominaliśmy tylko młodość.
– Dobrze – powiedziałam – Jutro idziemy do sądu, złożycie pozew o rozwód. Wydamy babcię za mąż za Konrada, a ciebie, dziadku, za moją sąsiadkę. Ona tak jak ty uwielbia koty, ma ich dużo w domu.
– Nie potrzebuję Konrada – zawołała babcia.
– Nienawidzę kotów i nigdzie nie wyjeżdżam z domu.
Zaśmiałam się :
– Jednak nie jest wam ze sobą aż tak źle. To może w takim razie się pogodzicie?
Rano, kiedy się obudziłam, usłyszałem, jak dziadkowie się godzą.



