Ostatnio przytrafiła mi się trochę smutna, a zarazem zabawna sytuacja.
Jestem żonaty od piętnastu lat, ale na dziecko zdecydowaliśmy się dopiero po jedenastu latach bycia razem. Planowaliśmy ciążę, z niepokojem kupowaliśmy wszystkie rzeczy potrzebne dla dziecka: łóżeczko, szafkę na pieluchy, wózek i ubranka. A ku naszemu zaskoczeniu urodziły nam się bliźnięta! Musieliśmy szybko kupić podwójne ilości wszystkiego, ale byliśmy bardzo szczęśliwymi rodzicami.
Moja żona i ja jesteśmy w tym samym wieku, ale z jakiegoś powodu ona wygląda o wiele młodziej niż ja. Po urodzeniu dzieci całkowicie przejęła opiekę nad nimi, ponieważ ja dużo pracowałem i więcej pomagałem w domu. Wraz z pojawieniem się dzieci moja żona jakby rozkwitła, a ja sam nie mogłem powstrzymać się od komplementowania jej, gdy ją widziałem. Wiek i praca nie oszczędzały mnie; ściąłem włosy na krótko, by nie rzucało się w oczy, jak mocno posiwiałem.
Kiedy dzieci miały cztery lata w dni powszednie chodziły do przedszkola – żona zawoziła je do niego i odbierała stamtąd. Bardzo rzadko podrzucałem je rano i prawie nigdy ich nie odbierałem. Tak się złożyło, że w czasie wakacji moja żona postanowiła trochę odpocząć, powierzając mi odbieranie dzieci. Wtedy po raz pierwszy od dawna pojawiłem się w przedszkolu. Bardzo szybko zmieniał się tam personel, za każdym razem byli nowi nauczyciele.
Powiedziałem młodej dziewczynie, po kogo przyjechałem, a kiedy zaczęła wołać dzieci, powiedziała głośno:
– Kochani, dziadek po Was przyjechał!
Nie zraziło mnie to jakoś szczególnie, tylko w pierwszych chwilach się zaśmiałam. Kiedy dzieci się szykowały, wyjaśniłem nauczycielce, że jestem ich ojcem, a nie dziadkiem. Co ze mnie za dziadek? Wciąż jestem pełen energii i jeszcze nie doświadczyłem rozkoszy dorastania moich własnych dzieci, ich lat przejściowych, ukończenia studiów itd. Myślę, że sprawiłem, iż dziewczyna poczuła się niezręcznie, więc dodałem, że nie poczułem się urażony i że naprawdę powinienem zgolić brodę, aby nie wprowadzać innych w błąd.
Razem z żoną śmialiśmy się z tej sytuacji w domu. Wyznała, że kiedyś w sklepie też nazwano ją babcią. Była bardzo urażona, ale potem uświadomiła sobie, że ludzie często są zdezorientowani, a my naprawdę nie jesteśmy już młodzi i nie ma w tym nic złego.



