Konfitura z mlecza
Zima już się skończyła, śniegu w tym roku nie zabrakło, ale mrozy były łagodne. Choć była raczej przyjemna, to już wszystkim się znudziła i każdy czekał, aż pojawią się zielone liście, trochę kolorów, no i żeby zrzucić z siebie grube zimowe ubrania.
W niewielkim miasteczku powiatowym nastała wiosna. Malwina kochała wiosnę, czekała na przebudzenie przyrody i w końcu się doczekała. Patrząc przez okno na trzecim piętrze myślała:
Wraz z ciepłymi wiosennymi dniami miasto jakby obudziło się z długiego zimowego snu. Nawet inaczej zaczęły warczeć wielkie auta, bazar zapełnił się ludźmi. Kolorowo ubrani ludzie, płaszcze i kurtki, każdy gdzieś się spieszy. Ptaki budzą nas teraz wcześniej niż budziki. Ach, dobrze jest na wiosnę, a latem to będzie jeszcze lepiej
Malwina mieszka tu w tym bloku, od dawna, obecnie z wnuczką Natalią, czwartoklasistką. Rok temu rodzice Natalii wyjechali na kontrakt do Kenii oboje są lekarzami, a córkę zostawili pod opieką babci.
Mamo, powierzamy ci Natalię, przecież nie będziemy jej wlec tam ze sobą, wiemy, że zadbasz o swoją ukochaną wnuczkę mówiła córka Malwiny.
No jasne Zadbam, z nią raźniej mi będzie, na emeryturze co ja mam robić? Jedźcie, a my tu z Natalką ogarniemy się odpowiadała matka.
Hurraaa, babciu, będziemy szaleć, do parku chodzić, bo rodzice wiecznie nie mają czasu. Zawsze czymś zajęci cieszyła się wnuczka.
Nakarmiła wnuczkę śniadaniem, wysłała do szkoły, sama zabrała się za obowiązki domowe, czas minął niepostrzeżenie.
Skoczę do sklepu, zanim Natalia wróci ze szkoły, obiecałam jej coś słodkiego za te piątki pomyślała, szykując się do wyjścia.
Wyszła z klatki, a na ławce przed blokiem już siedziały dwie sąsiadki, podłożyły sobie poduszeczki, bo ławka wciąż chłodna. Pani Stanisława kobieta w nieokreślonym wieku, może siedemdziesiąt, może więcej, nigdy nie zdradza roku urodzenia, mieszka na pierwszym piętrze w kawalerce. Była tam też pani Barbara starsza, siedemdziesiąt pięć lat, oczytana, zawsze w dobrym humorze, głośno się śmieje, całkowite przeciwieństwo Stanisławy, ta zawsze ze wszystkim niezadowolona.
Gdy tylko słońce mocniej grzeje, ta ławka nie stoi pusta. Stanisława i Barbara to stali bywalcy potrafią od rana do wieczora siedzieć i plotkować, na obiad wracają do domu i zaraz znowu pojawiają się na ławce. Wiedzą wszystko o wszystkich mucha nie przeleci niezauważona.
Malwina czasem przysiada z nimi, razem omawiają nowinki: co przeczytały w gazecie, co widziały w telewizji, Stanisława uwielbia opowiadać o swoim ciśnieniu.
Witam, dziewczyny zaśmiała się Malwina znów dyżurujecie.
Cześć Malwino, tak, dyżur obowiązkowy, bo jak nie, to będzie wpis w kartotece. Idziesz chyba do sklepu, co? bardziej stwierdziła niż zapytała Stanisława.
Tak, lecę po coś dla Natalii, wracam zanim wróci ze szkoły. Nie zatrzymuję poszła dalej Malwina.
Dzień minął jak zwykle: odebrała Natalię ze szkoły, dała obiad, dziewczynka zabrała się do lekcji, Malwina ogarniała swoje sprawy, potem obejrzała telewizję.
Babciu, idę na taniec usłyszała.
Natalia już stała z plecakiem i telefonem w dłoni. Tańczy od sześciu lat, bardzo to lubi, występuje na różnych wydarzeniach, a Malwina jest dumna ze swojej wnuczki.
Dobrze, Natalka, biegnij uśmiechnęła się babcia, odprowadziła do drzwi.
Malwina siedziała na ławce sama i czekała na powrót wnuczki z tanecznych zajęć.
Nudzi się pani? przysiadł sąsiad z drugiego piętra, pan Jerzy.
Jak tu się nudzić w taki dzień? Wiosna, piękna pogoda odpowiedziała Malwina.
Oj tak, słoneczko przygrzewa, ptaszki śpiewają, wszystko się zazielenia żółto od podbiału wszędzie. Te kwiatki wyglądają jak małe słoneczka mówił z uśmiechem, a Malwina przytakiwała.
W tej chwili Natalia podbiegła z tyłu, rzuciła się babci na szyję i udawała psa:
Hau hau!
Ależ z ciebie wariatka, przestraszyłaś, człowiek na zawał gotowy zaśmiała się Malwina.
Eee, jeszcze nie czas na takie rozmowy zażartował Jerzy i poklepał ją po plecach.
No, chodzi, energiczna jesteś, zrobiłam ci tartą marchewkę z cukrem, na pewno się zmęczyłaś na tańcach, a do kotlecików też się przymierzyłam zawołała wnuczkę ciepło.
Jerzy również wstał z ławki, ruszył za nimi.
Dlaczego uciekacie z dworu? zdziwiła się Malwina.
Tak apetycznie opowiadasz o kotletach, że sam zgłodniałem. Idę coś przekąsić. Wy wieczorem wracajcie na ławkę, może pójdziemy na spacer powiedział sąsiad.
Nie obiecuję, dużo spraw, ale zobaczymy
Wieczorem jednak wyszła znów na ławkę
Pożegnała się z sąsiadem i uśmiechając się pod nosem, weszła z Natalią do klatki, a sąsiad zaraz za nimi.
Babciu, a pan Jerzy chyba się w tobie podkochuje roześmiała się Natalia, wchodząc do przedpokoju.
Oj, wymyślasz machnęła ręką Malwina.
Serio, widzę jak na ciebie patrzy, już nie pierwszy raz. Gdyby Marcin z równoległej klasy tak na mnie patrzył, wszystkie dziewczyny by zazdrościły śmiała się wnuczka i marzycielsko przewróciła oczami.
Siadaj lepiej do stołu, bystra jesteś. Marcin jeszcze się napatrzy żartowała babcia.
Malwina jednak wyszła wieczorem na ławkę, a Jerzy już na nią czekał. Tym razem nie było stałych bywalczyń.
Stanisława z Basią właśnie poszły na kolację ucieszył się sąsiad.
Od tego wieczoru Malwina z Jerzym spotykali się częściej, bywało że chodzili razem do parku, który był naprzeciwko bloku. Razem czytali gazety, omawiali przepisy, gwiazdy, wymieniali się historiami.
Sam Jerzy przez los nie był rozpieszczany. Miał kiedyś żonę, córkę i wnuka, lecz wcześnie został wdowcem, sam wychowywał córkę, jak mógł, jak umiał. Pracował na dwóch etatach, by Wiktoria miała wszystko. Czasu jednak dla niej miał mało wychodził do pracy, ona jeszcze spała, wracał też już spała.
Córka dorosła, wyszła za mąż, wyjechała do innego miasta, urodziła syna. Była raz, drugi, potem kontakt się urwał. A nawet podczas wizyt nigdy nie było szczególnej radości rodzinnej. Wiktoria rozwiodła się po piętnastu latach, wychowywała syna sama.
Malwina, córka dzwoniła, przyjedzie za dwa dni. Ciekawe czemu? Tyle lat nie rozmawiamy zwierzał się Jerzy, dawno już przeszli na ty, rozmawiali o wszystkim, znali się dobrze.
Może zatęskniła, w pewnym wieku człowiek szuka bliskości rodziny stwierdziła Malwina.
Nie wiem, nie wierzę
I rzeczywiście Wiktoria przyjechała. Taka sama jak wcześniej szorstka, nieuśmiechnięta, zamknięta w sobie. Jerzy czuł, że szykuje się poważna rozmowa i miał rację.
Tato, ja właściwie przyjechałam załatwić sprawę zaczęła Wiktoria. Sprzedajmy twoje mieszkanie, przeprowadzisz się do nas. Będzie ci weselej, z wnukiem mówiła stanowczo, było widać, że już wszystko zaplanowała.
Ale Jerzy poczuł się nieswojo, nie chciał wyrywać się z ukochanego domu do obcego miasta, pod kontrolę zimnej córki. Odmówił, tłumacząc, że przywykł do życia samotnie.
Wiktoria jednak nie ustępowała. Dowiedziała się, że Jerzy przyjaźni się z Malwiną, odwiedziła ją w kuchni. Malwina podstawiła herbatę, ciastka, konfiturę.
Słucham, Wiktorio, powiedziała serdecznie.
Widzę, że bardzo się przyjaźni pan z moim ojcem. Może mogłaby go pani przekonać w jednej ważnej rzeczy?
Co takiego?
No, żeby sprzedał mieszkanie Po co mu tyle metrów? Nie można pomyśleć o innych? zakończyła ostro.
Malwina była zaskoczona chłodnym podejściem i wyrachowaniem Wiktorii, odmówiła. Wiktoria jakby się zapaliła, czerwona ze złości i oburzenia, zaczęła krzyczeć:
A, już rozumiem, pewnie sama się na to mieszkanie czaisz znaleźli sobie samotnego staruszka i chcą dla wnuczki załatwić posag Umizgają się na ławce, wieczorami spacerują, rozmawiają o mniszku. Dwójka bożych mniszków, a już pewnie papiery do USC składacie? Nic z tego, ostrzegam, nic wam się nie uda. dodała z groźbą nic ci nie wyjdzie, ty stara rzeko i trzasnęła drzwiami.
Malwinie było bardzo trudno, bała się, żeby sąsiedzi nie słyszeli krzyku Wiktorii. Ale wkrótce córka wyjechała. Malwina zaczęła omijać Jerzego, unikała go, gdy go widziała, szybko wracała do domu.
i herbatę piła z konfiturą z mlecza
Ale, jakby się człowiek nie chował, los i tak wszystko poukłada. Któregoś dnia wracała Malwina ze sklepu, a przed klatką siedział Jerzy, ewidentnie na nią czekał, trzymał w rękach żółte kwiatki mlecz, nawet już pleść z nich zaczynał wianek.
Malwino, nie uciekaj poprosił, przysiądź na chwilę. Przepraszam cię za moją córkę. Wiem, że była u ciebie, nagadała ci różnych rzeczy. Poważnie z nią rozmawiałem, wnukowi zawsze będę pomagał, ale ona zachowała się W końcu wyjechała, powiedziała, że nie ma już ojca. Wiesz, zamyślił się, podał niedokończony wianek z mlecza masz, a ja ugotowałem konfiturę z mlecza, bardzo zdrowa i pyszna, musisz spróbować. Do sałatek też świetnie się nadaje uśmiechnął się.
Po tej rozmowie o właściwościach mniszka, zrobili razem sałatkę, Malwina piła herbatę z konfiturą bardzo jej smakowała. Wieczorem znów wybrali się do parku:
Mam świeży numer naszego ulubionego tygodnika, poczytamy na ławce pod lipą ucieszył się Jerzy i skinął głową.
Malwina usiadła obok i wybuchła śmiechem, rozmowa potoczyła się, i zapomnieli o wszystkim. Dobrze im było razem.
Dziękuję, że czytacie, że wspieracie i życzę szczęścia w życiu!



