Dżem z mniszka lekarskiego
Zima już za nami. W tym roku nie było wielkich mrozów, była łagodna i śnieżna, ale i tak zdążyła porządnie się znudzić. Człowiek coraz bardziej tęsknił za zielonymi liśćmi, feerią kolorów i marzył, żeby zrzucić z siebie ciężkie, zimowe ubrania.
Wreszcie do mojego małego, dolnośląskiego miasteczka przyszła wiosna. Tamara uwielbia pierwsze ciepłe dni i niecierpliwie wyczekuje budzenia się przyrody tym razem w końcu się doczekała. Spoglądając z trzeciego piętra swojego bloku, rozmyślała:
Wraz z wiosną miasto jakby się zbudziło z długiego snu. Nawet ciężarówki brzmią jakoś radośniej, rynek żyje na nowo. Kolorowe kurtki, płaszcze, każdy gdzieś się śpieszy, a ptaki budzą nas rang świt, zanim jeszcze zadzwoni budzik. Wiosna to piękny czas, a latem jest jeszcze lepiej
Tamara mieszka tu od lat. Teraz żyje z wnuczką Ludmiłą, czwartoklasistką. Rok temu rodzice Ludmiły wyjechali na kontrakt lekarski do Egiptu i na czas ich nieobecności zostawili córkę pod opieką babci.
Mamusiu, oddajemy ci naszą Ludmiłę na przechowanie, przecież nie zabierzemy jej tam, wiemy, że zaopiekujesz się ukochaną wnuczką przekonywała córka Tamary.
Oczywiście, że się zatroszczę. Z nią będzie mi weselej, emerytura i tak jest dość nudna. Jedźcie spokojnie, a my tutaj z Ludmiłą damy radę odpowiadała spokojnie babcia.
Super, babciu! Teraz będziemy miały czas na spacer do parku, na który rodzice nigdy nie mają czasu. Teraz wszystko będzie inaczej cieszyła się Ludmiła.
Tamara zrobiła wnuczce śniadanie, odprawiła ją do szkoły i wzięła się za domowe obowiązki. Dzień zleciał szybko.
Skoczę do sklepu i akurat wrócę, zanim Ludmiła wróci ze szkoły pomyślała, szykując się do wyjścia.
Wyszedłem z klatki schodowej i zobaczyłem dwie sąsiadki już okupujące ławkę, podłożyły sobie poduszki, bo ławka jeszcze zimna. Pani Stanisława wiek trudny do ustalenia, chyba z siedemdziesiąt albo i więcej lat, żyje sama w jednopokojowym mieszkaniu na parterze. Pani Henryka siedemdziesiąt pięć lat, pełna energii, oczytana, uwielbia opowiadać historie i głośno się śmieje. Stanisława za to wiecznie niezadowolona, zawsze coś jej nie pasuje.
Jak tylko schodzi śnieg, pojawia się słońce, ławka przed blokiem nigdy nie jest pusta. Stanisława i Henryka to stali bywalcy, urzędują, ile się da, wracają tylko na obiad i znów zasiadają. Wszystko wiedzą, nic im nie umknie.
Czasem Tamara do nich dołącza. Kiedy narodzi się temat, dzielą się tym, co przeczytały w Polityce czy gdzieś usłyszały, Stanisława uwielbia opowiadać o swoim ciśnieniu.
Dzień dobry, kobietki! uśmiechnęła się Tamara już na stanowisku?
Dzień dobry, Tami, no pewnie, obowiązki wzywają! Pewnie do sklepu pędzisz? zgadła Stanisława, widząc torbę.
Zgadza się, obiecałam Ludmile za piątki kupić jej coś słodkiego rzuciła Tamara i ruszyła dalej.
Dzień minął jak zwykle. Odebrała wnuczkę ze szkoły, zrobiła obiad, Ludmiła zabrała się za lekcje, a Tamara odpoczywała przy telewizorze.
Babciu, idę na taniec! zawołała wnuczka.
Już stała z plecakiem i komórką w ręku. Ludmiła tańczy od sześciu lat, występuje na konkursach, wszyscy są z niej dumni ja też.
Dobrze, Ludmiło, leć już odparłem łagodnie i odprowadziłem ją do drzwi.
Wieczorem wyszedłem pod blok i usiadłem na ławce, czekając, aż wróci z zajęć.
Nudzisz się? dosiadł się sąsiad z drugiego piętra, Janusz.
Ależ skąd! Wiosna, pogoda cudna odpowiedziałem.
No właśnie, aż chce się żyć! Słońce grzeje, ptaki śpiewają, wszędzie zielono, tu żółci się od mniszków. Wyglądają jak takie małe słońca mówił z uśmiechem Janusz, a ja się zgadzałem.
Nagle zza pleców wyskoczyła Ludmiła i rzuciła mi się na szyję, szczekając:
Hau, hau
Ej, przewrócisz mnie kiedyś! zaśmiałem się.
Oj, nie tak prędko! odpowiedział Janusz, przyjaźnie klepiąc mnie po ramieniu.
Chodź, Ludmiło, przygotowałem ci surówkę z marchewką i cukrem, na pewno się zmęczyłaś na tańcach, a na kolację są twoje ulubione kotleciki zawołałem wnuczkę.
Janusz też podniósł się z ławki.
Tak apetycznie o kotletach mówisz, aż sam zgłodniałem! Idę coś przegryźć, ale później wpadnij na ławkę, może się jeszcze przespacerujemy rzucił.
Zobaczę, obowiązków pełno
Mimo to na wieczór znów wyszedłem pod blok, a Janusz już czekał. Zwykle siedzieli tu Stanisława i Henryka, dzisiaj ich nie było.
Właśnie poszły na kolację, ja wyczekuję ciebie powiedział sąsiad z radością.
Od tego wieczoru często się spotykaliśmy. Chodziliśmy nawet razem do parku po drugiej stronie ulicy. Czytaliśmy gazety, przeglądaliśmy przepisy, plotkowaliśmy o aktorach i wspominaliśmy stare czasy.
Janusz nie miał w życiu lekko. Kiedyś miał żonę, córkę i wnuka. Szybko został wdowcem, samotnie wychowywał córkę, pracował na dwa etaty, by niczego nie brakowało Weronice. Z pracy wracał, a ona już spała.
Córka wyszła za mąż i wyjechała do Poznania, urodziła syna. Po kilku wizytach kontakt się urwał. Z mężem rozstała się po piętnastu latach, syna wychowywała sama.
Tamara, przyjeżdża do mnie córka za dwa dni. Dzwoniła dziś rano. Po tylu latach ciszy powiedział Janusz, bo już dawno byliśmy na ty i rozmawialiśmy o wszystkim.
Może zatęskniła? Z wiekiem człowiek potrzebuje bliskości zauważyłem.
Nie wiem, wątpię
Weronika pojawiła się. Nadal szorstka, ponura, nieufna. Janusz czuł napięcie, wiedział, że czeka go poważna rozmowa. I doczekał się.
Tato, przyszłam w sprawie zaczęła córka. Sprzedajmy twoje mieszkanie i zamieszkasz z nami. Będziesz miał wnuka, radość, to przecież lepiej dla ciebie! narzucała, jakby już wszystko ustaliła.
Janusz poczuł się źle. Nie chciał opuszczać domu, miasta, życia. Odmówił, tłumacząc, że lubi żyć sam.
Weronika nie odpuszczała. Dowiedziała się, że tata przyjaźni się ze mną i przyszła do mojej kuchni. Zrobiłem herbatę, postawiłem cukierki i dżem z mniszka.
Słucham cię, Weroniko odezwałem się spokojnie.
Widzę, że bardzo się zaprzyjaźniłeś z moim ojcem. Może uda ci się go przekonać w ważnej sprawie.
O co chodzi?
Namów go, żeby sprzedał mieszkanie Serio, po co samotnemu staruszkowi tyle metrów? Mógłby pomyśleć o innych rzuciła ostro.
Ręce mi opadły. Nie spodziewałem się takiej zimnej kalkulacji. Odpowiedziałem stanowczo, że nie będę namawiał.
Weronika wpadła w furię. Zaczerwieniona, wrzeszczała:
Już rozumiem! Chcesz zagarnąć mieszkanie dla wnuczki, znalazłaś samotnego dziadka, chcesz jej zapewnić posag! Spacerują razem, śmieją się, pochwalają zalety mniszka Stara bajerantka! Wcale wam się nie uda, już zgłosiłam sprawę, nic nie wskórasz! i wykrzykała, Nic nie zrobisz, starucho! po czym trzasnęła drzwiami.
Było mi wstyd. Bałem się, że sąsiedzi to usłyszą. Weronika zaraz odjechała. Od tamtej pory unikałem Janusza, jeśli go spotkałem, wracałem do domu inną drogą.
Lecz los sam wszystko poukładał. Pewnego popołudnia wracałem ze sklepu, a Janusz siedział przed wejściem, trzymał w dłoniach bukiet mniszków, z których zwijał wieniec.
Tamara, nie uciekaj, proszę. Usiądź na chwilkę. Przepraszam za córkę. Wiem, co ci nawymyślała. Porozmawiałem z nią poważnie, pomagam wnukowi, będę dalej pomagał. A ona nie rozumie. Wyjechała i powiedziała, że nie ma już ojca zamilkł, podając mi nieukończony wianek z mniszków. Weź. Zrobiłem dżem z mniszka, jest zdrowy i pyszny, musisz spróbować. Mniszek idealnie nadaje się też do sałatki! zaśmiał się.
W końcu, po tej rozmowie o mniszku, wspólnie przyrządziliśmy sałatkę. Do herbaty jadłem dżem z mniszka bardzo mi smakował. Wieczorem znów ruszyliśmy do parku.
Mam świeży numer naszego ulubionego tygodnika. Poczytamy na ławce pod naszą lipą obiecał Janusz, kiedy dotarliśmy.
Usiadłem obok, rozmowa popłynęła. Zostawiłem wszelkie zmartwienia za sobą. Dobrze nam razem.
Dzięki, że czytasz, wspierasz i zostajesz ze mną. Niech się tobie dobrze wiedzie! Dziś wiem, że czasem warto nie uciekać przed ludźmi, bo mogą dodać nam życiu więcej koloru niż wiosna.



