Dymek, Dymek, wstawaj, Małgosia znowu płacze!

Dym, Dym, wstawaj, Jagoda znowu płacze!

Dymitr czuł, jak mały Szymek szarpał go za rękaw koszulki, ale oczu nie mógł otworzyć. Sen był tak gęsty, że chciałby krzyknąć na brata, rzucić głowę pod poduszkę i zatonąć w ciemności, w której nie będzie snów bo znów przychodził ten sam koszmar z ojcem, który zajął miejsce na werandzie domu babci, pogłaskał go po głowie i zapytał:

Jak się trzymasz, synku? Ciężko? Przepraszam, że tak Nie chciałem Jagoda znowu płacze Ty

Dymek wyrwał się z półsnu i ledwo nie spadł z łóżka. Jagoda krzyczała tak głośno, że nawet on się obudził. Szymek siedział przy swoim łóżku, obserwując, jak starszy brat walczy z kołdrą.

Już dawno tak krzyczy? Dymitr pogładził nieobcięte od kilku dni włosy i podszedł do łóżeczka siostry. Tyś nasza mała krzykaczka! Mamy jeszcze mamę, ona wróci dopiero rano. Weź się tu położyć!

Jagoda była już blado-czerwona od płaczu. Dymitr zręcznie wyciągnął ją z łóżeczka, skinął w stronę Szymka, który już przyniósł czystą pieluszkę i przycisnął dziecko do siebie.

O, pachniesz, moja mała! Dobrze, że krzyczysz, ale trochę ciszej, żeby sąsiedzi nie słyszeli. Jeszcze chwilę poczekaj, zaraz wszystko ogarnę.

Dziewczynka, słysząc znajomy głos, nieco ucichła, a po kilku minutach z zapałem przyjmowała mieszankę z butelki, którą przygotował brat.

Łakomczuch! Dymitr dotknął czubka głowy Jagody tak charakterystycznym gestem, że nie było wątpliwości to nie pierwszy raz, więc termometr nie jest potrzebny, by sprawdzić temperaturę. Nie mogła poczekać na mamę? Dobrze, że nie. Mama wróci zmęczona, a my jeszcze musimy się wytrzymać. Jedz dalej, a potem pójdziemy spać, dopóki mamy czas. Szymek! spojrzał na brata, uśmiechnął się. Nasz mały bohater już śpi! Nie tak jak my, co?

Jagoda, mając półroczne zęby, wypluła smoczek i zaspany westchnął. Dymitr delikatnie ułożył ją na swoje ramię, żeby nie wydała kolejnego krzyku, i szedł po pokoju, głaszcząc jej plecy.

Brawo! Teraz możesz wrócić do łóżeczka. położył ją ostrożnie i zerknął na zegarek.

Czy powinien iść spać? Do wstawania zostało jeszcze niecała godzina, a on miał piątkę z biologii i dwójkę z fizyki. Sam winien, że w czasie lekcji grał w Morski atak z Władkiem zamiast słuchać panią fizyk. Głupota, ale teraz musi nadrobić. Za dwa tygodnie zjazd rodzicielski, nie chce, by mama się wstydziła.

Dymitrze! To nie do przyjęcia! Zawsze spóźnialski! Jeszcze raz i wstaniesz do gabinetu dyrektora!

Nie dało się wyjaśnić, że spóźnienia to nie jego wola, a jedynie opóźnienia mamy w pracy. Dlatego Dymitr zostaje z Jagodą, a potem biegnie odprowadzić Szymka do przedszkola. Nie wolno zostawiać dzieci samych w domu, inaczej mama miałaby kłopoty. Gdyby ojciec wciąż żył, nie byłoby problemu mama byłaby w domu, a nie w sklepie, którego wynajęli po wyprowadzce z mieszkania babci.

Babcia Halina nie była tematem, o którym Dymitr chciał myśleć. Wiedział, że w kłótniach z mamą była przyczyną, ale nie potrafił wszystkiego nazwać. Babcia zawsze krzyczała, nie szczędząc słów. Po pogrzebie przyjechała, czekając, aż matka wyprowadzi dzieci z pokoju, po czym rzuciła na Dymitra zarzuty.

To twoja wina! Narośliśmy się jak królik, a ty musiałeś pracować! Twoje serce nie wytrzyma takiego ciężaru! Nie masz sumienia! To twoja wina, że nie mam już syna! Ty!

Dymitr nie wytrzymał. Wyszedł z pokoju, nie słuchając płaczącej matki, i podbiegł do babci.

Nie mów tak! Nic nie wiesz! Nie obrażaj mamy! Tata nas kochał! Rozumiesz? Kochał Jagodę i Szymka. To on chciał, nie mama. Mama go zniechęcała, mówiła, że nie ma pomocy, a jedynie krytykę! Nie można tak wychowywać dzieci! Ty zawsze tylko krzyczysz! Dlaczego przychodzisz? Nie mieszkamy już z tobą! Nie wracaj!

Dymitr w pamięci zachował ciężkie spojrzenie babci, które otwierało i zamykało usta, szukając słów. W końcu powiedziała:

Jeszcze za mała, żeby podnosić głos na mnie

Teraz nikt nie obroni mamy. Nie pozwolę jej krzywdzić, rozumiesz? odparł chłopak, nie widząc, dokąd patrzy babcia. Spojrzała przez jego głowę na matkę, wyraz twarzy był smutny. Potem pokręciła głową i odeszła, obiecując nie wracać.

Czasem Dymitr widział ją w mieście, udawał, że nie zna. Ona patrzyła w jego stronę, nie odzywała się. Rozmowa z nią wydawała się bezsensowna. Bał się, że przyjdzie, gdy go nie będzie w domu matka już i tak nie miałaby siły. Po śmierci ojca nie mogła karmić Jagody, mleko wyczerpało się. Gdyby dalej płakała, wszystko by się pogorszyło.

Pomyślał o Polince z mieszkania 43 jej matka ciągle piła. Sąsiedzi skarżyli się, komisje przychodziły, a Polinka trafiła do domu dziecka. Dymitr kiedyś wślizgnął się tam z kolegami, przeskakując przez słabą ogrodzoną ścianę. Kiedy Polinka wyszła na podwórko, płakała, a on nie wiedział, jak ją uspokoić. Dał jej wszystkie cukierki, które mama kupiła dla niego i Szymka. Matka pogratulowała mu, że jest dumną matką, ale on nie mógł się czuć dumny, bo nie pomógł Polince.

Mama Dymitry nie pije, ale nie chce się ryzykować. Ciocia Róża znowu skarży się, że Jagoda krzyczy. Co można zrobić? Siostra ma bóle brzuszka, ząbki wyrzynają się lekarz stwierdził, że ma już trzy małe ząbki. Ostatnio ugryzła Dymitra w palec, ledwie nie krwawił. Dobre zęby to mocne zęby! Teraz musi pilnować, bo wszystko wkłada do buzi. Wczoraj zasnął z królikiem Szymka w objęciach, usypując go do snu. Brat najpierw się wkurzył, potem jednak nie krzyczał chyba królik był ważniejszy.

Budzik cicho zadzwonił, Dymitr wyłączył go w pośpiechu. Czas się ubierać. On do szkoły, Szymek do przedszkola. Mama zaraz wróci, trzeba jeszcze przygotować śniadanie dla wszystkich, bo inaczej sama się zajmie.

Dymitr kończył kanapki, gdy w przedpokoju zatrzasnął się zamek i weszła mama, zrzucając na nogi stare płaszcze. Objęła Dymitra, przytulając jego policzki i wpatrując się w oczy:

Dzień dobry, mój rycerzu!

Dzień dobry, moja królowa!

To było ich tajne powitanie od kiedy Dymitr odkrył w bibliotece powieści Waltera Scotta.

Co słychać?

Jagoda nocą znów płakała. Dałem jej butelkę, nałożyłem żel na dziąsła. Uspokoiła się.

Nowy ząb?

Jeszcze nie, ale dziąsło już puchnie. Nie było gorączki.

Dobrze. DymDym, co bym bez ciebie zrobiła?

Mamo wczoraj znowu widziałem babcię.

Zofia zatrzymała się, dłonie wciągając w kosz.

Mówiła coś? Rozmawialiście?

Nie. Stała przy naszym wejściu, patrzyła w okna. Gdy podszedłem, odwróciła się i odeszła.

Zofia skinęła głową, ale zaraz przypomniała sobie, że nie widzi syna. Chwyciła go za podbródek, patrząc:

Dym, nie gniewaj się na nią, dobrze? Ona trudna, ale to nasza babcia. Nie lubi nas, ale jesteśmy jej wnukami ty, Szymek i Jagoda.

Dlaczego więc ciągle krzyczy, że nas za dużo?

Synu Zofia zrezygnowanie usiadła i przyciągnęła dziecko bliżej. Niektórzy ludzie myślą, że trzeba żyć tak, jak oni uważają za słuszne.

Dlaczego? Dlaczego myślą, że wiedzą lepiej?

Nie wiem. Może czują, że wiek i doświadczenie dają im prawo do takiego zachowania. Czasem to prawda, ale młodzi też muszą popełniać błędy i zdobywać własny grunt.

To nie ma sensu!

Dokładnie! uśmiechnęła się, patrząc na dorosłego syna. Jak szybko leci czas! Jeszcze niedawno był tak mały jak Szymek, a teraz już siódmy rocznik. Za chwilę będzie prawdziwym mężczyzną.

Zofia pogłaskała Dymitra po policzku i dodała:

Jeśli jeszcze raz zobaczysz babcię, nie kłóć się z nią. Jeśli chce coś powiedzieć, posłuchaj, a potem zdecydujesz, co zrobić. I zapomnij o tym, co usłyszałeś tego dnia. Gdy przychodzi smutek, człowiek się zmienia. Mówi straszne słowa, bo ból po stracie go przytłacza.

Dymitr nie do końca rozumiał, co mama ma na myśli, ale poczuł, że jest zbyt dobra.

Spojrzał na zegarek i podskoczył.

Kurcze, dziś pani Walentyna zjadłaby mnie z podroby! Już spóźniłem się na pierwszą lekcję!

Idź do drugiej! Zofia złapała go za starą koszulkę i posadziła przy stole. Nie jadłeś śniadania!

Nie ma czasu, mamo!

Nic nie szkodzi, szkoła nie ucieknie. Zobacz, jak przybrałeś!

Podsunęła talerz z kanapkami, wyszła, by obudzić Szymka.

Po pół godziny Dymitr biegł do szkoły, mocno trzymając za rękę skaczącego obok brata.

Dym, Dym, a będziesz ze mną grał wieczorem?

Oczywiście.

Narysujesz mi motocykl?

Zrobię.

A samochodzik?

Zrobię i samochodzik.

Szymku! Nauczę cię wszystkiego, ale teraz zamknij buzię, bo na dworze mróz, i biegnij szybciej, rozumiesz?

Tak!

Perspektywa, że całą noc będzie miał starszego brata do dyspozycji, zachwyciła Szymka, więc resztę drogi milczał, tylko co jakiś czas spoglądając na poważnego Dymitra.

Dym, Dym, jesteś zły?

Dymitr wyrwał się z myśli i zdziwiony spojrzał na brata.

Nie. Skąd wziąłeś?

Nie wiem. Milczysz i masz oczy jak szachy. Czarnymi, okrągłymi.

Myślę. Dobra, biegnij i nie kombinuj, rozumiesz? Nie powiem mamie. Sam się ogarnę.

Postawisz to w kącie? zapytał Szymek, a Dymitr wskazał palcem.

Nie będę ci uczyć rysować samochodzik!

Nie! Szymek zafrapował. Dym, na pewno nie będę krzyczeć, jeśli Natka nie wyleje mi wody na łóżko. Potem ją dam, a samochodzik narysujemy jutro, dobra?

Nie wolno obrażać dziewczyn.

Natka to nie dziewczyna! To łobuz!

Nie ważne, nie wolno. Nie wiemy, jaka Jagoda z nas wyrośnie. Może też będzie łobuzem i chłopcy w przedszkolu będą ją dokuczać. Co wtedy?

Będziemy bić? zapytał Szymek, unosząc brwi.

Kogo?

Nie Jagodę! wykrzyknął brat. Chłopców!

A! To inna sprawa. Lepiej jednak unikać pięści. Tata mówił, że biją się tylko dziwne ludzie. Normalni najpierw myślą.

Dymitr wciągnął ze sobą sweter, nałożył koszulę i popchnął Szymka do klasy.

Do przedszkola! Wieczorem przyjdę po ciebie!

Dlaczego nie mama?

Mama dziś wcześniej wyjdzie do pracy. Zbliżają się święta, w sklepie jest dużo roboty.

Rozumiem! Szymek skinął poważnie. Wiedział, że mama pracuje w wielkim, całodobowym marketcie. Raz razem pojechali do niej, a Szymek bał się zgubić wśród alejek i mocno trzymał brata za rękę. Jagoda jeszcze nie była, tata wciąż żył w ich wyobraźni Przy wspomnieniu ojca w nosie Szymka poczuł dziwną lekkość, odwróciGdy w końcu drzwi domu zamknęły się za ostatnim strażakiem, Dymitr przytulił się do Jagody, obiecał sobie, że już nigdy nie pozwoli, by cień przeszłości znów rozświetlił ich przyszłość.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

9 + siedem =

Dymek, Dymek, wstawaj, Małgosia znowu płacze!