Dym, Dym, wstawaj, znowu płacze Kasia!

28.03.2025, wtorek poranek w małym mieszkaniu przy ul. Słowackiego w Warszawie

Dzyń, Dzyń, wstawaj, Halinka znowu płacze! tak zaczęła się moja noc.
Czułem, jak mój mały brat Szymek ciągnie mnie za rękaw koszulki, ale oczy nie chciały się otworzyć. Sen przytłaczał mnie tak, że miałem wykrzyczeć na niego, a potem schować głowę pod poduszkę i zanurzyć się w ciepłej ciemności. Tylko że nie chciałem snu pełnego koszmarów wczoraj znów śnił mi się ojciec, który usiadł na podwórku babci, pogłaskał mnie po głowie i zapytał:
Jak tam, synku? Ciężko? Przepraszam, że tak nie chciałem Halinka znowu płacze Co z tym?

Wyrwałem się z półsnu i ledwo nie spadłem z łóżka. Halinka wykrzykiwała tak głośno, że i ja w końcu się obudziłem. Szymek siedział przy moim łóżku i patrzył, jak wyciągam się z kołdry.

Już od dawna ryczy? odparłem, układając nieprzycięte włosy i podchodząc do łóżeczka siostry. Ty przecież jesteś naszą małą rozrzewką! Dlaczego tak krzyczysz? Mamy już rano mamę, ona przyjdzie dopiero po śniadaniu. Weź, podaj się tutaj!

Halinka była już prawie czerwona od płaczu. Zgrabnie wyciągnąłem ją z łóżeczka, skinąłem na Szymka, który już trzymał czysty pieluszek i przytulił dziecko do siebie.

Ała, jaka zapachowa! zażartowałem, wkładając butelkę z mlekiem. Jedz, kochanie, tylko trochę ciszej, bo sąsiadom jeszcze nie zdążyliśmy się odezwać. Poczekaj chwilę, zaraz wszystko ogarnę.

Głos matki, choć nieobecny, rozbrzmiał w moich uszach i Halinka uspokoiła się. Po kilku minutach wesoło wciągnęła mieszankę z butelki.

Łakomczuch! dotknąłem czoła dziewczynki ustami, jakby to było rytuałem. Nie musiałem sprawdzać temperatury, bo wiem, że nie ma gorączki. Nie czekałaś na mamę? Dobrze, że tak. Przyjdzie zmęczona, a my już jesteśmy przy żywności. Do jedzenia, a potem spróbujemy zdrzemnąć się, póki jest czas. Szymek! roześmiałem się do brata. Patrz, kto już śpi! Nie tak jak my z Halinką, co?

Halinka mrugnęła i znowu puściła smoczek. Ostrożnie położyłem ją na ramię i szedłem po pokoju, głaszcząc jej plecy.

Dobra robota! Teraz do łóżeczka! położyłem ją delikatnie i spojrzałem na zegarek.

Miałem jeszcze godzinę do podniesienia, a w szkole czekała piątka z biologii i dwójka z fizyki. Wina po mojej stronie grałem w Statki z Wałkiem zamiast słuchać lekcji fizyki. Teraz muszę powtórzyć ostatnie paragrafy, bo za dwa tygodnie będzie zebranie rodziców, a nie chcę, by mama się wstydziła.

Dmitrij, to już nie do przyjęcia! Znowu się spóźniasz, a jeśli tak dalej pójdzie, wpadniesz do gabinetu dyrektora! wyobrażałem sobie krzyki nauczycielki, chociaż w rzeczywistości to mama z zaciśniętymi ustami wzywała mnie do kuchni.

Nie mogłem tłumaczyć, że spóźniam się, bo mama czasem zostaje dłużej w pracy. Z tego powodu zostaję z Halinką, a potem biegnę, by odprowadzić Szymka do przedszkola. Nie wolno zostawiać dzieci same w domu matka by się o to nie zamieszała. Gdyby ojca nie było, problemy by się nie zmniejszyły.

Babcia wciąż była źródłem konfliktów. Nie chciałem myśleć o jej hałaśliwych wybuchach, ale pamiętam, jak po pogrzebie wpadła do domu i zaczęła krzyczeć na nas:

To twoja wina! Zrodziłaś cały ten kłopot, a ja musiałam się męczyć! Bez nas nie byłoby mojego syna! To twoja wina, że nie ma go już!

Nie wytrzymałem i wybiegłem z pokoju, nie zwracając uwagi na płaczącą mamę, i podbiegłem do babci.

Nie odzywaj się tak! Nie wiesz, co mówisz! Nie obrażaj mamy! Tata nas kochał! Halinkę i Szymka też! To nie ona go odciągnęła, a twoje zrzędzenie! krzyczałem.

Babcia spojrzała na mnie surowym wzrokiem, a potem milczała. Później dodała:
Jeszcze mało, by podnosić głos na mnie

Zrozumiałem, że nie ma już nikogo, kto mógłby stanąć w obronie mamy. Wtedy zobaczyłem ją, jak patrzy przez okno na nasz korytarz, a potem odwróciła się i wyszła. Czasami spotykam ją w mieście, ale udaję, że jej nie widzę.

Mój umysł wciąż krążył wokół tego, co się stało w domu kiedy ojciec odszedł, mleko zniknęło, a Halinka nie mogła już jeść. Pamiętam historię Polki z mieszkania nr 43, której matka piła bez opamiętania, a sąsiedzi zgłaszali hałas. W końcu dziewczynkę zabrali do domu dziecka. Raz, gdy byłem z kolegami, przeskoczyliśmy przez słabą płotkę i obserwowaliśmy, jak płacząca Polka wychodzi z grupy. Dałem jej wszystkie cukierki, które miałem. Matka pogłaskała mnie po głowie i powiedziała, że jest dumna. Ale czy to naprawdę powód do dumy, skoro nie udało się jej pomóc?

Mamo nie pije, ale zawsze znajdzie wymówkę. Ciocia Róża, sąsiadka, znów narzekała, że Halinka głośno płacze. Co mogę zrobić? Siostra ma krzywy brzuszek, ząbki bolą, a lekarz mówi, że ma już trzy małe ząbki. Wczoraj nawet przygryzła mnie w palec, ale to znak mocnych zębów. Wczoraj zasnęła z Szymkiem i jego pluszowym królikiem, a brat najpierw się zdenerwował, potem się uspokoił chyba króliczek bardziej potrzebował.

Budzik delikatnie zadzwonił, wyłączyłem go szybko. Czas wstać. Musiałem iść do szkoły, a Szymek do przedszkola. Mama zaraz wróci i trzeba będzie przygotować śniadanie dla wszystkich.

Gdy kończyłem kanapki, drzwi się otworzyły, a mama weszła w starą kurtkę. Objęła mnie ramionami, przytuliła do policzków i spojrzała w oczy:

Dzień dobry, mój rycerzu!

Dzień dobry, królowo moja! odparłem, powtarzając nasz dawny, tajny przywitanie, które zrodziło się po tym, jak znalazłem w bibliotece powieść Waltera Scotta.

Co słychać? zapytała.

Halinka znowu krzyczała w nocy. Dałem jej butelkę, nałożyłem żel na dziąsła. Uspokoiła się.

Nowy ząb? dopytała.

Jeszcze nie, ale dziąsło jest spuchnięte, temperatury nie ma.

Dobrze. DymDym, co bym bez ciebie zrobiła?

Mamo wczoraj znów widziałem babcię.

Zosia (moja mama) zamrugała, przysunęła rękę do brody.

Coś mówiła? Rozmawialiście?

Nie. Stała przy naszym wejściu, patrzyła w okna. Kiedy podszedłem, odwróciła się i odeszła.

Zosia skinęła głową, ale w jej oczach widać było zmęczenie. Pochyliła się i złapała mnie za brodę:

Nie gniewaj się na nią, dobrze? To trudna osoba, ale to nasza babcia. Nawet jeśli nie lubi nas, jesteśmy jej wnukami: ja, Szymek i Halinka.

Po co ona tyle krzyczy, że nas jest za dużo?

Synu ludzie myślą, że mają prawo narzucać innym swoje zasady, bo są starsi. Czasem się mylą, ale dzięki temu uczymy się własnych doświadczeń.

Dlaczego tak się dzieje?

Bo myślą, że wiek daje im przywilej. Nie zawsze tak jest. Młodzi muszą popełniać błędy, aby dorosnąć.

To nie ma sensu!

Zgadza się! uśmiechnęła się Zosia. Spojrzała na mnie, a jej oczy rozbłysły: Już w siódmej klasie jesteś prawie dorosły. Czas płynie szybko.

Pocałowała mnie w czoło i dodała:

Jeśli zobaczysz babcię jeszcze raz, nie kłóć się z nią. Posłuchaj, co ma do powiedzenia, a potem sam zdecydujesz, co dalej. I zapomnij o tym, co usłyszałeś tego dnia. Kiedy przychodzi smutek, człowiek się zmienia i mówi rzeczy, których później żałuje. To nie zło, a ból straty.

Nie do końca rozumiałem, co ma na myśli, ale poczułem, że jej serce jest wielkie.

Spojrzałem na zegarek i podskoczyłem:

Kurde, dziś mam lekcję z panią Marią, a już spóźniłem się na pierwszą lekcję!

Idź do drugiej! Zosia chwyciła mnie za starą koszulkę i usiadła przy stole. Jeszcze nie jadłeś śniadania?

Nie miałem czasu, mamo!

Nic nie szkodzi. Szkoła nie ucieknie. Prędzej przyjdą zimowe wiatry, a ty będziesz zdrowy.

Połknąłem kanapkę, a Zosia wyciągnęła talerz z bułkami. Wyszłam z kuchni, by obudzić Szymka.

Po pół godzinie biegłem do szkoły, mocno trzymając za rękę podskakującego brata.

DymDym, pobawisz się ze mną wieczorem?

Oczywiście.

Nauczysz mnie rysować motocykl?

Zrobię to.

A samochodzik?

Również.

Szymku! Nauczę cię wszystkiego, ale zamknij buzię, bo jest zimno, a idź szybciej, zgoda?

Szymek skinął głową i ruszył.

DymDym, jesteś zły? zapytał nagle, spoglądając na mnie.

Nie, skąd wzięłaś taki pomysł?

Nie wiem. Cicho i oczy czarne jak w szachach.

Po prostu rozmyślam. No dobra, biegnij i nie psuj się, dobrze? Ja się nie wtrącę.

Postawisz go w kącie? Szymek zapytał z ciekawością.

Nie będę uczyć cię rysować samochody!

Nie! Szymek odrzekł, przewracając oczami. Dym, obiecuję się zachować, jeśli Nataszka nie wleje mi wody na łóżko. Potem narysujemy samochód, dobra?

Nie wolno krzywdzić dziewczyn.

Nataszka to nie dziewczyna! To łobuz!

Nieważne, nie wiemy, jaka Halinka wyrośnie. Może też będzie łobuzem, a chłopcy będą ją dokuczać. Co wtedy?

Będziemy bić? Szymek podniósł brwi.

Kogo? Nie Halinki! Chłopców!

Aha! To już inna sprawa. Tata mówił, że tylko dziwacy biją się od razu. Normalni najpierw myślą.

Złapałem Szymka za sweter, podrzuciłem mu koszulę i popchnąłem w drzwi klasy.

Idź! Wieczorem przyjdę po ciebie!

Dlaczego nie mama?

Mama dziś rano wyjdzie wcześniej. Zbliżają się święta i w sklepie jest sporo rzeczy do zrobienia.

Rozumiem! Szymek przytaknął poważnie. Wiedziałem, że nasza mama pracuje w dużym sklepie spożywczym w centrum.

Nagle poczułem dziwny zapach. Najpierw myślałem, że to jedzenie, ale zapach stał się silniejszy. Biegłem do kuchni, ale piekarnik był wyłączony. Wróciłem do sypialni, ale przed drzwiami Halinki czekał ogień.

Szymku, ubieraj się! Szybko! krzyknąłem, pakując mu ciepłe spodnie i kurtkę.

Złap mnie za ramię, nie zgub się! dodałem, podciągając go od drzwi.

Winda w naszym bloku zamykała się, a sąsiedzi krzyczeli, nie rozumiejąc, co się dzieje. Nie przestawałem iść w dół, zakładając Halince czapkę. Siostra krzyknęła niczym syrena, a ja poczułem, że to prawdziwy pożar.

Na podwórku stała straż pożarna przed domem Polki, której matka płonęła. Halinka patrzyła na wóz strażackiPatrząc na migoczące płomienie, zrozumiałem, że jedyną prawdziwą siłą w życiu jest rodzina, którą muszę chronić.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

jedenaście + osiemnaście =

Dym, Dym, wstawaj, znowu płacze Kasia!