Dwóch facetów na moim garnuszku

No dobra, wybieraj: ja, czy twój brat i cały ten zlot panienek! Zwariowałeś już chyba. Najpierw wprowadziłeś na mój kark swoją rodzinę, a teraz jeszcze przypadkowe dziewczyny? Świetnie się urządziliście!

Zuzanna stała pośrodku sypialni, aż trzęsła się z nerwów. W ręce, wyciągniętej z odrazą, ściskała dowód rzeczowy czyjeś nylonowe rajstopy. Przed chwilą znalazła je pod łóżkiem i od razu wiedziała: to zdecydowanie nie jej.

Bartek zamiast przeprosić albo chociaż udawać skruchę, skrzywił się tak, jakby to ona, Zuza, przyprowadziła tu jakiegoś obcego faceta. Nerwowo przestępował z nogi na nogę, rzucając niecierpliwe spojrzenia w stronę przedpokoju.

Daj spokój, Zuzka, przestań się nakręcać. Znowu rozdmuchujesz problem fuknął Bartek. To był nasz gość. Mój brat i, nawiasem mówiąc, twój szwagier. Przyniósł dziewczynę, raz się zdarzyło. Co ci szkodzi?

Zuza nie czuła zazdrości. To było coś innego, coś zimnego i obrzydliwego. Jakby wdepnęła w błoto w swoich ulubionych butach.

Widziała, jak Bartek nerwowo rozgląda się po mieszkaniu, szukając wsparcia u tego, kto już od pół roku okupował ich mieszkanie. Michał, jego brat, nawet nie drgnął.

To jest MOJE mieszkanie i nie życzę tu sobie obcych osób wycedziła powoli Zuzanna, próbując opanować złość. I twojego brata też nie chcę. Kup sobie własne cztery kąty, wtedy zapraszaj tam, kogo tylko chcesz, nawet słonia. Ale moje mieszkanie proszę opuścić.

Bartek aż zrobił wielkie oczy. Chociaż Zuza uważała, że nie ma się czemu dziwić. To był po prostu nieunikniony finał.

Weź Bartek, chodź już, leniwie rzucił Michał z kanapy w salonie. Wynajmiemy coś, gdzie nie będą truć. Baba wysiada i luz.

Bartek jak na komendę zaczął z hukiem wyciągać z szafy sportową torbę i wrzucać w nią rzeczy: t-shirty między dżinsy, ładowarki, bieliznę.

Jeszcze będziesz tego żałować, Zuzka, burknął pod nosem, nie patrząc na żonę. Komuś jeszcze, oprócz mnie, będziesz potrzebna?

Wychodząc, trzasnęli drzwiami tak, że aż zadrżało szkło w kredensie.

Zuza została sama, w nagle ogłuszającej ciszy. Usiadła na łóżku, wciąż ściskając ten przeklęty rajstopowy ślad. Jak to się stało? W którym momencie jej przytulna dwójka po babci zamieniła się w hostel?

…Zuzanna poznała Bartka dwa lata wcześniej. Oni byli jak ogień i woda. Ona cicha, nieśmiała, wolała książki od rozmów z ludźmi. On wieczna dusza towarzystwa, zawsze go pełno, zawsze uśmiechnięty. Mimo że byli jeszcze studentami, Bartek już dorabiał wożąc ludzi jako kierowca, a Zuzannie imponował. Przynosił czekoladki, recytował poezję, czasem zabierał do knajpki. Dla Zuzki, cichej prymuski, to była miłość rodem z powieści.

Propozycja zamieszkania razem przyszła podejrzanie szybko ledwie po dwóch miesiącach.

Nie mogę bez ciebie nawet chwili, maleńka szeptał, tuląc ją. Chcę budzić się i zasypiać przy tobie.

Zuza wtedy roztopiła się w tych słowach. Dopiero po pół roku dowiedziała się przypadkiem prawdy: Bartka wywalili z wynajętego pokoju za hałasy i musiał się gdzieś podziać. Ale Zuza uznała, że każdemu może się przydarzyć trudniejszy moment.

Przez chwilę mieli swój własny, malutki świat, nawet jeśli nie bogato. Rano Zuza biegła na uczelnię, wracając wieczorem, dorabiała korepetycjami, żeby starczyło na zakupy. Bartek dokładnie tak samo dokładał się do domowego budżetu.
Ale po dwóch latach w ich życiu pojawił się ten trzeci.

Bartek, mówiłeś, że twój brat przyjeżdża do Krakowa na studia. Może zaprosimy go do nas, przecież to twój brat… zaproponowała pewnego dnia Zuza.

Nie wiedziała wtedy, jak bardzo Michałowi się spodoba u nich. Na tyle, że raz wpadnie, potem będzie wpadać codziennie, aż w końcu zostanie na stałe. A Zuza, z wychowania gościnna, będzie nieustannie stawiać jedzenie i sprzątać po dwóch dorosłych facetach: myć gary, ścielić łóżko, robić pranie po kimś. Wszystko sama.
Nie miała pojęcia, że Michał nawet nie myśli o studiach.

Michał, miałeś chyba studiować? Nie dostałeś akademika? zagadnęła Zuza po trzech miesiącach takiej koegzystencji.
Nie dostałem się, punkty nie pozwoliły odparł obojętnie. Spróbuję za rok.

Zuza zbladła ze strachu. Już wtedy domyślała się, że brat sam się nie wyprowadzi. Po co? Cały salon dla niego, żarełko na stole, wszystko pod nos podane. Jedyne, co musi robić, to spać do południa, potem gapić się w telefon i wieczorami kręcić się z kumplami po mieście.

Sytuacja zrobiła się jeszcze gorsza, gdy Bartek nagle rzucił robotę w sklepie.

Mój szef to idiota, wymagania ma jak w korpo, a płaci jak za pomocnika na budowie. Na razie pojeżdżę jako kierowca i rozejrzę się za czymś lepszym.

Szukał i szukał, wiadomo jak to się kończy. Jak już coś znalazł, to jedna fucha na tydzień. W efekcie w mieszkaniu Zuzy całymi dniami zalegało dwóch zdrowych chłopów i żyli jej kosztem.

Utrzymanie domowego budżetu stawało się coraz trudniejsze. Zakupy znikały w tempie ekspresowym. Patelni kotletów na dwa dni nie było już wieczorem. Opłaty rosły jak szalone. Michał i Bartek nie zamierzali kompletnie się tym przejmować.

Zuza wracała wieczorem zmęczona, a tu góra zaschniętych naczyń. Po łazience walały się brudne ciuchy. W rogach rosły kłęby kurzu.

Gdy pierwszy raz się postawiła, Bartek spojrzał na nią z autentycznym zdziwieniem.

Zuzka, przestań robić sceny. Naprawdę żal ci talerza zupy? Chłopak przechodzi ciężki czas, dopiero w dużym mieście, przydałoby się więcej wyrozumiałości. Ty przecież kobieta, powinnaś bardziej rozumieć.

Za każdym razem Zuza wychodziła na chciwą jędzę, wypominającą innym jedzenie. Zaciskała więc zęby i znów stawała przy kuchni, myła za nimi kibelek, milczała, byle zachować resztki domowego spokoju. Wmawiała sobie, że tak trzeba, kryzysy ma każdy.

Ale kiedy pewnego dnia wróciła i zobaczyła niedopitą flaszkę taniego wina oraz trzy kieliszki, zrobiło jej się gorąco. A kiedy znalazła rajstopy miarka się przebrała.

Pierwsza noc w pustym mieszkaniu była niespokojna. Ta cisza po raz pierwszy była aż przytłaczająca. Brakowało ordynarnego chrapania Michała z salonu, telewizora lecącego w tle, tuptania Bartka po kuchni.

Ale rano zamiast strachu przyszła ulga. Zuza otworzyła lodówkę wczorajszy żółty ser na miejscu. Sok nienaruszony. Nikt nie chlipał mleka z kartonu. Na stole nie było ani okruszka, ani brudnego noża. W końcu była pełnoprawną panią w swoim mieszkaniu.

Tylko wieczorem, gdy dopadła ją samotność, pojechała do swojej przyjaciółki, Hani. Musiała się wygadać.

Jesteś naiwna, Zuzka… rzuciła Hanka, ale bez złości. Pewnie już naciągają kolejną. Może tę, która była wtedy u nich. A może i Bartek sobie skoczył na bok, nie tylko brat.

Myślisz, że Bartek mnie zdradzał?
Teraz już co za różnica? I tak cię wykorzystali ile wlezie. No to właściwie podziękuj, że jakaś kretynka zostawiła ci taki prezent. Bo byś dalej utrzymywała dwóch darmozjadów.

Po powrocie do domu Zuza wzięła się nie za zwykłe sprzątanie, a za odzyskiwanie życia. Wyrzuciła wszędzie zapodziane skarpetki, papierki, puste paczki po papierosach… Wszystko, co przypominało o taborecie, poleciało do śmieci. Nawet prezenty. Wymieniła pościel, umyła podłogi wybielaczem i dopiero wtedy mogła spokojnie odetchnąć.

W końcu miesiąca przeanalizowała rachunki i aż się zdziwiła, że wreszcie może coś odłożyć na czarną godzinę.

Minęło półtora roku…

Zuza się zmieniła. Zaczęła pracę w prywatnej szkole, nauczyła się mówić nie i przestała być wygodna dla wszystkich. A w jej świecie pojawił się Olek. Inżynier o pięć lat starszy, z własnym mieszkaniem nawet jeśli jeszcze na kredyt.

Tym razem nigdzie się nie spieszyła. Pół roku przyglądała się Olkowi, zanim zgodziła się zamieszkać razem. W końcu ustalili: będą mieszkać u niej do centrum bliżej, a Olek wynajmie swoje mieszkanie i szybciej spłaci kredyt.

Wszystko układało się idealnie. Do czasu, aż któregoś wieczoru Olek podczas kolacji rzucił:

Zuzka, wiesz co… Mama dzwoniła. Ma badania do zrobienia, u nas na wsi nie ma szans. Musiałaby przyjechać na tydzień, może dwa. Jak się na to zapatrujesz?

Zuzanie ścisnęło się serce. Przed oczami przebłyski: zuchwały Michał rozwalony na kanapie, chrapanie za ścianą, czucie się gościem we własnym domu Strach wrócił.

Spojrzała na Olka. Czekał na odpowiedź. Czuła, jakby rozgrywała się tu ich przyszłość. Co zrobić? Przemilczeć? Zgodzić się bo tak trzeba? Znów być miłą dla wszystkich poza sobą?

Wzięła głęboki wdech, żeby uspokoić drżenie głosu.

Olek zaczęła najspokojniej, jak umiała. Bardzo szanuję twoją mamę, ale… mam jeden święty priorytet. W moim domu nie ma gości na nocleg. Ani z mojej strony, ani z twojej. Nasz dom to nasza twierdza, tylko dla nas. Proszę, nie obraz się. Po prostu mam taki skręt w głowie.

Zapadła cisza. Zuza już się przygotowała na fochy, na trzaskanie drzwiami, na litanię o rodzinnych wartościach.

Tymczasem Olek tylko lekko uniósł brwi, po czym spokojnie skinął głową.

Spoko, żadnego problemu powiedział, wrócił do telefonu. Rozumiem doskonale. Zresztą po co się tłoczyć, jak jest drugie mieszkanie? Najwyżej wynajmę mamie pokój bliżej kliniki, żeby jej było łatwiej.

Zuza jeszcze nie dowierzała.

Nie jesteś zły?

Olek odłożył telefon, podszedł i objął ją mocno.

Dlaczego miałbym być zły? Każdy ma prawo mieć swoje zasady. Zawsze można znaleźć inne rozwiązanie albo kompromis.

Zuza uśmiechnęła się lekko i wtuliła się w jego ramię. W końcu umiała powiedzieć nie i znalazła kogoś, dla kogo jej granica nie była początkiem wojny. Od tej pory jej mieszkanie i jej serce były otwarte tylko dla tych, którzy potrafili wycierać buty przed wejściem.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwa × 1 =

Dwóch facetów na moim garnuszku