Dwie noce i jeden dzień
Alicja co chwilę zerknąć na zegarek. Czas wlókł się jak ślimak, powoli i ociężale. Do końca pracy zostało jeszcze całą godzinę.
– Ciągle patrzysz na zegarek. Śpieszysz się? – zapytała główna księgowa Bożena Nowak.
– Nie, ale…
– Facet? W twoim wieku kobieta może się spieszyć tylko przez mężczyznę. A w moim marzy się, żeby czas zatrzymać. – Bożena westchnęła. – Dobrze już, idź. I tak nic z ciebie dziś nie będzie.
– Dziękuję! – Alicja szybko zamknęła program na monitorze.
– Kochasz go? – zapytała Bożena z cichą ciekawością.
– Kocham. – Alicja spojrzała na nią prosto w oczy.
Jej biurko stało na ukos, więc szefowa doskonale widziała każdy jej ruch. Gabinet był mały, a mebli nie dało się ustawić inaczej. Alicja czuła się jak na egzaminie pod jej czujnym wzrokiem.
– To czemu za niego nie wyszłaś? Nie proponuje? – Bożena zdjęła okulary i potarła nos. – Rozumiem. Żonaty. I dzieci ma? Klasyka. Najpierw ukrywał prawdę, a gdy się przyznał, ty już byłaś zakochana i nie potrafiłaś zerwać. Obiecał, że się rozwiedzie, gdy dzieci podrosną. Tak?
– Skąd pani wie? – zdziwiła się Alicja.
Teraz wpatrywała się w Bożenę szeroko otwartymi oczami.
– Też byłam młoda. Myślisz, że tylko ty dałaś się nabrać? Dziecko, jeśli facet nie odszedł od rodziny od razu, to nigdy nie odejdzie. Pogódź się z tym. Wycofaj się sama.
– Ale… ja go kocham.
– Kiedy się mu znudzisz albo, nie daj Boże, żona się dowie, będzie jeszcze gorzej i bardziej bolesne. Przynajmniej zachowasz godność. Uwierz mi. I karmy nie warto psuć. – Bożena włożyła okulary, od razu stając się poważna i surowa.
– Pomyśl. W poniedziałek się nie spóźnij – rzuciła, nie podnosząc głowy z dokumentów.
– Kocha go… – westchnęła Bożena i pokiwała głową, gdy za Alicją zamknęły się drzwi gabinetu.
A Alicja zbiegła po schodach na parter, pożegnała się z ochroniarzem i wybiegła na ulicę, zalana majowym słońcem. Od razu zauważyła samochód Jakuba i podeszła do niego.
– No nareszcie, myślałem, że nigdy nie wyjdziesz. Siedzę tu jak przysłowiowy słup – burknął Jakub, gdy Alicja wsiadła obok niego.
Zapalił silnik, odjechał od biurowca i włączył się do ruchu.
– Dokąd jedziemy? Nic nie zrozumiałam z twojej rozmowy – spytała Alicja.
– Niespodzianka. – Jakub rzucił jej obiecujące spojrzenie.
Wystarczył ten jeden krótki wzrok, by serce Alicji zaczęło bić mocniej, a po brzuchu rozlało się słodkie ciepło.
Samochód wyjechał z miasta i pomknął autostradą. Potem skręcił w wąską wiejską drogę, wijącą się między gęstymi drzewami.
Alicja patrzyła na asfalt i marzyła, żeby nigdy nie dojechać, jechać tak długo, na koniec świata, tylko we dwoje. Po jakimś czasie w oddali pojawiły się domy letniskowej osady.
– Jesteśmy na miejscu – powiedział wesoło Jakub.
– Masz tutaj działkę?
– Nie ja. To domek mojego kolegi. Jego żona jest w zaawansowanej ciąży, więc w najbliższym czasie tu nie przyjadą. Cały weekend jest do naszej dyspozycji.
– A twoja żona? Po prostu puściła cię na całe dwa dni? – Alicja spojrzała na niego nieufnie.
Zatrzymał samochód przy wysokim drewnianym płocie.
– Mamy przed sobą dwie noce i cały dzień. – Jakub pochylił się, by ją pocałować.
„Tylko dwie noce i dzień – pomyślała ze smutkiem. – A potem znowu to samo…”
Jakub oderwał się od jej ust, wysiadł i zaczął wyciągać z bagażnika torby. Alicja też wyszła, wdychając pełną piersią czyste powietrze. Pachniało trawą, liśćmi i czymś znajomym, co przypominało jej wieś u babci…
„Dwie noce i dzień! Tak wiele? Tylko we dwoje!” – pomyślała radośnie, nie wierząc własnemu szczęściu.
– Podoba ci się? – Jakub już stał obok, uśmiechając się, zadowolony z efektu niespodzianki. – Weź to i chodźmy do domu. – Podał jej torbę i ruszył do furtki z plecakiem na ramieniu.
– Byłeś tu już wcześniej? – spytała Alicja, czekając, aż otworzy bramkę.
– Oczywiście. W końcu to mój kolega.
– Przyjeżdżałeś tu z żoną, czy…
– Alicja, nie zaczynaj. Nie psuj święta. – Jakub otworzył zamek i przepuścił ją przodem.
Weszli do niewielkiego domku.
– Rozgość się. Zaniosę jedzenie do kuchni i włączę lodówkę. Toaleta, niestety, na zewnątrz.
W domu panowała gęsta, niemal namacalna cisza, przez co głos Jakuba brzmiał stłumione. „Po co myśleć o tym, czego nie można zmienić? Trzeba cieszyć się chwilą, póki jest” – myślała Alicja, rozglądając się. W wazonie na komodzie stały suszone kwiaty. Na oknach wisiały proste, wzorzyste firanki. Stół nakryty był ceratą w zieloną kratę. Mały piec dzielił dom na pokój i kuchenny zakątek. Nad łóżkiem wisiał pluszowy dywan…
Skromnie, przytulnie, bez przepychu, ale tak swojsko, jakby już tu była, jakby odwiedzała babcię.
– Chciałabym zostać tu na zawsze – powiedziała Alicja nocą, leżąc na ramieniu Jakuba. – Z tobą. I żeby nikt więcej między nami nie stał.
– Mhm – odpowiedział śpiąco Jakub.
Alicja obudziła się pierwsza. Leżała z otwartymi oczami, wsłuchując się w ciszę, bojąc się poruszyć i go obudzić. „Brakuje tylko pelargonii w oknie – pomyślała. – I białej, szydełkowej serwetki, koniecznie z frędzlami”.
Ciszę poranka przerwał dźwięk telefonu. Jakub drgnął, otworzył oczy i sięgnął po spodnie wiszące na krześle, wyciągając komórkę.
– Tak – odkrzyknął ochrypłym głosem. – Nie… Jaki hałas?… Wszedłem do domu się napić… Dobrze, oddzwonię później. – Odłożył telefon i opadł na poduszkę.
Alicja z irytacją pomyślaAlicja spojrzała na poranne światło wdzierające się przez firankę i zrozumiała, że czas uwolnić się od złudzeń i zacząć szukać szczęścia tam, gdzie nie będzie musiała dzielić go z nikim.



