Dwie noce, jeden dzień

**Dwie noce i jeden dzień**

Kinga raz po raz spoglądała na zegarek. Czas wlókł się jak ślimak, powoli i opornie. Do końca pracy została jeszcze cała godzina.

— Ciągle zerkałasz na zegarek. Spieszysz się? — zapytała główna księgowa Bogumiła Nowak.

— Nie, ale…

— Facet? W twoim wieku tylko przez faceta kobieta może się spieszyć. W moim wieku marzymy, żeby czas się zatrzymał. — Bogumiła westchnęła. — Dobra, idź. I tak z ciebie dziś żaden pożytek.

— Dziękuję! — Kinga szybko zamknęła program na monitorze.

— Kochasz go? — Bogumiła spojrzała na nią z melancholijną ciekawością.

— Tak. — Kinga spojrzała szefowej prosto w oczy.

Jej biurko stało na ukos, wąski gabinet nie pozwalał na inny układ. Kinga czuła się jak na egzaminie, pod czujnym wzrokiem Bogumiły.

— To czemu za niego nie wyszłaś? Nie proponuje? — Bogumiła zdjęła okulary i potarła nos. — Rozumiem. Żonaty. I dzieci ma? Klasyka gatunku. Najpierw ukrywał prawdę, a gdy się przyznał, ty już byłaś zakochana. Obiecał się rozwieść, gdy dzieci podrosną. Tak?

— Skąd pani wie? — Kinga otworzyła szeroko oczy.

— Też byłam młoda. Myślisz, że tylko ty dałaś się złapać? Dziewczyno, jeśli facet od razu nie odszedł od rodziny, to już nie odejdzie. Zaakceptuj to i odejdź sama.

— Ale… kocham go.

— Gdy mu się znudzisz, albo — broń Boże — żona się dowie, będzie jeszcze gorzej. Odejdź z godnością. I nie psuj sobie karmy. — Bogumiła założyła okulary, znów stając się surowa.

— Pomyśl. I w poniedziałek się nie spóźnij.

— Kocha go… — mruknęła Bogumiła, gdy Kinga wyszła.

Kinga zbiegła po schodach, pożegnała się z ochroniarzem i wybiegła na ulicę, zalana majowym słońcem. Od razu dostrzegła samochód Darka i podeszła do niego.

— No w końcu! Myślałem, że w ogóle nie wyjdziesz. Siedzę tu jak przysłowiowa wierzba na Krupówkach — burknął Darek, gdy wsiadła.

Zapalił silnik i wjechali w uliczny ruch.

— Gdzie jedziemy? Nic nie zrozumiałam z twojej rozmowy — spytała Kinga.

— Niespodzianka. — Darek rzucił jej znaczące spojrzenie.
Wystarczył ten jeden krótki wzrok, by serce Kingi zabiło mocniej.

Samochód opuścił miasto i pomknął szosą, potem skręcili w polną drogę, wijącą się między drzewami.

Kinga patrzyła na asfalt i marzyła, by jechać tak bez końca, tylko we dwoje. W końcu pojawiły się domki letniskowe.

— Jesteśmy — uśmiechnął się Darek.

— Masz tu domek?

— To nie mój. Należy do kolegi. Jego żona jest w ciąży, więc nie przyjadą. Mamy go na cały weekend.

— A twoja żona? Po prostu cię puściła? — Kinga spojrzała na niego z niedowierzaniem.

Zatrzymali się przed drewnianym płotem.

— Mamy przed sobą dwie noce i cały dzień. — Darek pochylił się, by ją pocałować.

„Tylko dwie noce i dzień…” — pomyślała z goryczą.

Darek wysiadł, wyciągnął z bagażnika torby. Kinga też wyszła, wdychając świeże powietrze. Pachniało trawą i czymś znajomym, jak u babci na wsi…

„Dwie noce i jeden dzień! Tyle czasu!” — pomyślała z radością.

— Podoba ci się? — Darek stał obok, zadowolony z efektu. — Chodźmy. — Podał jej torbę i otworzył furtkę.

W środku panowała cisza, gęsta i namacalna. Dom był skromny, ale przytulny — drewniana kuchnia, stół nakryty ceratą, na ścianie pluszowy dywan.

— Chciałabym tu zostać na zawsze — szepnęła Kinga w nocy, wtulona w Darka. — Z tobą. Bez nikogo między nami.

— Mhm — odmruknął półśnie.

Rano obudził ją dźwięk telefonu. Darek sięgnął po spodnie i odebrał.

— Tak… Nie, to nic… Później oddzwonię. — Odłożył telefon i wtulił się w poduszkę.

Kinga pomyślała, że Bogumiła miała rację. Znów wróci do ukradkowych spotkań…

Telefon zadzwonił ponownie.

— Odbierz — powiedziała Kinga.

Darek zaczął ją całować. Gdy telefon znów zadzwonił, Kinga wyrwała się i wstała.

— Odbierz.

Darek westchnął i odebrał. Kinga włożyła jego koszulę i wyszła na ganek. Świtało, śpiewały ptaki. Starała się zapamiętać każdy szczegół.

— Tu jesteś — Darek objął ją od tyłu.

Ciepło jego ciała sprawiło, że poczuła się bezpieczna. Ale gdy jego telefon znów zadzwonił, magia prysła.

„Rola kochanki szybko się nudzi” — przypomniały jej się słowa Bogumiły.

Wróciła do domu, ubrała się i wyszła.

— Gdzie idziesz? Wyłączyłem telefon — zawołał Darek.

— Wracam do domu.

— Zaraz cię odwieziemy.

— Nie trzeba. — Kinga zatrzasnęła drzwi.

Szła polną drogą, niepewna, czy Darek ją dogoni. Buty uwierały, a niebo zachmurzyło się. Zaczął padać deszcz.

Nagle usłyszała samochód.

— Do miasta? Wsiadajcie — powiedział kierowca.

Kinga, przemoczona, wsiadła.

— Ktoś was skrzywdził? — zapytał.

— Zatrzymajcie. Wysiadam.

— Gdzie pójdziecie? Las dookoła.

W końcu jechali w milczeniu. Gdy zbliżali się do miasta, mężczyźnie zadzwonił telefon.

— Już wstajesz, Myszko? Zaraz wrócę. — Odłożył telefon. — Jestem Tomasz.

— Kinga.

Zatrzymali się przed blokiem. Tomasz wbiegł na górę, a Kinga myślała o Darku. Czy na pewno ją kocha?

Tomasz wrócił z córką.

— Dlaczego jesteście tacy mokrzy? — zapytała dziewczynka.

— Złapał mnie deszcz — odparła Kinga.

— Jestem Zosia-Magdalena.

— Piękne imię. A ja Kinga.

— Wszyscy mówią do mnie Zosia.

Pod domem Kinga podziękowała i wysiadła.

W mieszkaniu rozpłakała się. Telefon wibrował — Darek.

— Nie dzwoń więcej — powiedziała i wyłączyła komórkę.

W poniedziałek Bogumiła spojrzała na nią znad monitora.

—Kinga spojrzała przez okno na rozświetlone słońcem miasto i uśmiechnęła się do siebie, bo po raz pierwszy od dawna poczuła, że właśnie tu, w tej chwili, zaczyna się jej nowe życie.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwanaście − 4 =

Dwie noce, jeden dzień