Dwie noce i jeden dzień
Agnieszka co chwilę zerkała na zegarek. Czas wlókł się jak ślimak, powoli i ociężale. Do końca pracy pozostawała jeszcze cała godzina.
— Ciągle patrzysz na zegarek. Spieszysz się? — zapytała główna księgowa, pani Grażyna Nowak.
— Nie, ale…
— Facet? W twoim wieku tylko przez faceta kobieta może tak zerkać na czas. A w moim wieku marzymy, żeby zegary stanęły. — Pani Grażyna westchnęła. — No dobrze, idź. I tak z ciebie dzisiaj żaden pożytek.
— Dziękuję! — Agnieszka szybko zaczęła zamykać program na ekranie komputera.
— Kochasz go? — pani Grażyna spojrzała na nią z cichą ciekawością.
— Tak. — Agnieszka spojrzała na szefową prosto w oczy.
Jej biurko stało na ukos od stanowiska Agnieszki, więc doskonale widziała każdy jej ruch. Gabinet był mały, a meble ustawione tak, że Agnieszka czuła się jak na egzaminie pod ciągłym wzrokiem przełożonej.
— No to czemu za niego nie wyszłaś? Nie chce się żenić? — Pani Grażyna zdjęła okulary i przetarła nos. — Aha, rozumiem. Żonaty. I dzieci ma? Klasyka. Najpierw ukrył prawdę, a kiedy się przyznał, ty już byłaś zakochana i nie potrafiłaś zerwać. Obiecał, że się rozwiedzie, gdy dzieci podrosną. Zgadza się?
— Skąd pani wie? — Agnieszka szeroko otworzyła oczy.
— Też byłam młoda. Myślisz, że tylko ty dałaś się nabrać? Dziewczyno, jeśli facet nie odszedł od rodziny od razu, to nigdy tego nie zrobi. Zaakceptuj to. Odejdź sama.
— Ale… ja go kocham.
— Kiedy mu się znudzisz albo, broń Boże, żona się dowie, będzie tylko gorzej. Przynajmniej zachowasz godność. Uwierz mi. No i karmy nie psuj. — Pani Grażyna założyła okulary, od razu stając się poważna i surowa.
— Pomyśl. W poniedziałek się nie spóźnij — dodała, nie odrywając wzroku od dokumentów.
— „Kocha go”… — westchnęła pani Grażyna i pokiwała głową, gdy drzwi gabinetu zamknęły się za Agnieszką.
Agnieszka zbiegła po schodach na parter, pożegnała się z ochroniarzem i wybiegła na ulicę zalana majowym słońcem. Od razu zauważyła samochód Tomka i ruszyła w jego stronę.
— No nareszcie, myślałem, że nigdy nie wyjdziesz. Siedzę tu na widoku jak przysłowiowa wierzba — burknął Tomek, gdy Agnieszka wsiadła obok niego.
Zakręcił kluczykiem, odjechał od biurowca i włączył się do ruchu.
— Gdzie jedziemy? Nic nie zrozumiałam z twojego telefonu — spytała Agnieszka.
— Niespodzianka. — Tomek rzucił jej obiecujące spojrzenie.
Wystarczył ten jeden krótki wzrok, by serce Agnieszki zabiło szybciej, a po brzuchu rozlało się przyjemne ciepło.
Samochód wyjechał z miasta i pomknął autostradą, a potem skręcił na wąską wiejską drogę, wijącą się między drzewami.
Agnieszka patrzyła na drogę i marzyła, żeby nigdzie nie dojechać, jechać tak w nieskończoność, tylko we dwoje. Po jakimś czasie w oddali pojawiły się domki letniskowe.
— Jesteśmy na miejscu — powiedział wesoło Tomek.
— Masz tu działkę?
— Ja nie, ale mój kolega tak. Jego żona jest w zaawansowanej ciąży, więc w najbliższym czasie tu nie przyjadą. Cały weekend jest nasz.
— A twoja żona? Po prostu pozwoliła ci wyjechać na całe dwa dni? — Agnieszka spojrzała na niego z niedowierzaniem.
Zatrzymał samochód przy wysokim drewnianym płocie.
— Mamy przed sobą dwie noce i cały dzień. — Tomek pochylił się, by ją pocałować.
*„Tylko dwie noce i dzień”*, pomyślała ze smutkiem. *„A potem znowu to samo…”*
Tomek oderwał usta, wysiadł i zaczął wyciągać z bagażnika torby. Agnieszka też wyszła, nabierając pełną piersią powietrza. Pachniało trawą, liśćmi i czymś znajomym, co przypomniało jej wieś u babci…
*„Dwie noce i jeden dzień! Tak wiele? Tylko we dwoje!”* — pomyślała z radością, nie wierząc własnemu szczęściu.
— Podoba ci się? — Tomek stał już obok i uśmiechał się, obserwując jej reakcję. — To weź to i chodźmy do domu. — Podał jej jedną z toreb i ruszył do furtki z plecakiem na ramieniu.
— Byłeś tu już wcześniej? — spytała Agnieszka, czekając, aż otworzy bramkę.
— No jasne. W końcu to mój kolega.
— Przyjeżdżałeś tu z żoną, czy…
— Agnieszka, nie zaczynaj. Nie psuj miłości — przerwał jej Tomek, otwierając zamek i przepuszczając ją pierwszą.
Weszli do niewielkiego domku.
— Rozgość się. Zaniosę jedzenie do kuchni i włączę lodówkę. Toaleta, niestety, na zewnątrz.
W domu panowała gęsta cisza, przez co głos Tomka brzmiał stłumienie. *„Po co myśleć o tym, czego nie da się zmienić? Trzeba korzystać z chwili, póki jest”*, myślała Agnieszka, rozglądając się. W wazonie na komodzie stały zasuszone kwiaty, w oknach wisiały proste firanki, a stół nakryty był ceratą w zieloną kratę. Mały piec dzielił dom na pokój i kuchenny kącik. Nad łóżkiem wisiał pluszowy dywan…
Skromnie, ale przytulnie. Tak swojsko, jakby już tu kiedyś była.
— Chciałabym tu zostać na zawsze — szepnęła Agnieszka tej nocy, leżąc na ramieniu Tomka. — Z tobą. Bez nikogo między nami.
— Mhm — odpowiedział półsennie Tomek.
Agnieszka obudziła się pierwsza. Leżała nieruchomo, wsłuchując się w ciszę, by nie obudzić Tomka. *„Brakuje tylko pelargonii na parapecie”*, pomyślała. *„I białej, szydełkowej serwety z frędzlami”*.
Ciszę poranka przerwał dźwięk telefonu. Tomek drgnął, sięgnął po spodnie leżące na krześle i wyjął komórkę.
— Tak — odpowiedział ochrypłym głosem. — Nie… Jaki hałas?… Wszedłem tylko po wodę… No dobra, oddzwonię później. — Odłożył telefon i opadł na poduszkę.
Agnieszka pomyśByła już gotowa zacząć wszystko od nowa, bez Tomka, ale z nadzieją, że kiedyś znajdzie prawdziwą miłość, taką jaką widziała w oczach Małgosi i jej taty.



