Dwa Skrzydła

Dziesięć lat minęło, odkąd wyrzuciłem Lesię z życia. A wszystko przez te dwa skrzydła… Muszę spisać tę historię, póki pamięć świeża. Dzisiaj ogarniając strych, trafiłem na jej zdjęcie. Uśmiechnięta, niewinna. Jakże wszystko wtedy się popsuło.

Roma i Jagoda spędzili ze sobą siedem lat. Od liceum nierozłączni. Dzieci nie mieli. Jakoś się nie zdarzyło. Ukochana Babcia Romka nalegała:
Pobierzcie się, kochani! Dopiero wtedy łaska boska zstąpi. Pan Bóg da wam potomstwo.
Babcia była dla niego świętością. Postanowił więc w końcu oświadczyć się swojej niezamężnej żonie.
Wesele było wystawne. Zamienili się obrączkami. Dopisali w dowodach. Świętując, jednak zgrzytnęła przeszkoda. Gdy nowożeńcom podano kieliszki szampana, musieli wypić do dna (na szczęście bez łez). Potem trzeba było (według zwyczaju) rzucić je o ziemię i stłuc. Kieliszek Romka rozsypał się w drobny mak, a Jagody nawet nie pękł, tylko się potoczył.
Goście zaczęli szeptać (ale tak, by wszyscy słyszeli):
Oj, niedobry znak! Nie zaznają szczęścia młodzi.
Roma i Jagoda tylko się zaśmiali. Głupstwa! I zabawa trwała dalej.
Lecz gdy wesele ucichło, przyszło normalne życie. I
Jagoda, uzyskawszy status prawdziwej żony, szybko się zmieniła i przejęła władzę. Nic jej nie odpowiadało. Docinała o byle co. W końcu oznajmiła:
Na darmo się pobraliśmy, Romek. Jesteśmy jak dzień i noc. Lepiej się rozstać.
…Roma obwiniał teściową. Stała mu się jak ta z naszej starej bajki o cudownym pływaku. Nigdy nie miała dość. Uwagi, pieniędzy, miejsca w trzypokojowym… Mieszkałem w „jej, krwią i potem zdobytym” mieszkaniu? Mogła mnie wtedy gderać bez przerwy, doradzać, jak zarobić milion, nie kręcąc się od złotówki do złotówki. Roma znosił ataki żony i teściowej rok. Aż usłyszał:
Wynoś się.
Dopytał żony:
Jagoda, to wasza z mamą ostateczna decyzja?
Tak! Mama nie ma z tym nic wspólnego! warknęła Jagoda.
Roma zaczął powoli pakować rzeczy, spoglądając z nadzieją na żonę. „Może się rozmyśli.”
Lecz Jagoda nawet brwiami nie drgnęła.
Żegnaj, żono! Wybacz, jeśli w czymś zawiniłem westchnął Roma.
Żegnaj! Jagoda trzepnęła drzwiami za nim.
Roma odszedł od domowego ogniska. Smutek jednak nie trwał długo.
Młody chłopak jak marzenie. Wysoki, sportowy, przystojny. Od razu wpadł w ramiona innej dziewczyny. Oczarowana nim była dawno. Pracowali razem. Gdy tylko Kalina (tak nazywała się nowa sympatia) zauważyła, że Roma chodzi ostatnio jak struty, bez zwykłych żartów, zaproponowała spotkanie po pracy. Roma zgodził się. Z nudów
Kalina była wolna i urokliwa. O nieskazitelnej opinii.
Wieczorem przeszli się po parku, wypili kawę w przytulnej kawiarence. Roma wyspowiadał się Kalinie ze swojego życia. Dziewczyna współczuła, wzdychała, uspokajała. Nagle „wynurzyła”:
Romciu, czy naprawdę nie widziałeś, jak patrzę na ciebie, jak łapię każdy twój wzrok? Kocham cię od dawna! Ślepy jesteś, czy co?
Roma, naturalnie, przeczuwał uczucie Kaliny. Spotykali się codziennie przy pracy. Gdy podchodził Kalina to czerwieniała, to bladła. Głos jej zamierał, w głowie się kręciło. Roma zauważał ją jako piękny, pachnący kwiat, ale nic więcej. Kalina była przeciwieństwem Jagody. Spokojna, czuła, ustępliwa. Podobało się to Romie. Ale wtedy był żonaty! Nie pozwalał sobie na żadne kroki. Teraz, wyrzucony, pomyślał: „Czemu nie? Rybka sama wpływa do sieci… Po co omijać smakowity kąsek?”
…Nazajutrz Roma i Kalina przyjechali do pracy razem. Koledzy, ujrzawszy parę, porozumiewawczo mrugnęli. Kalina w końcu dopięła swego. Wszyscy wiedzieli, że dziewczyna za nim szalała. Przeszkody zwanej „żona” nigdy by jednak nie przeskoczyła.
Roma zamieszkał u Kaliny.
Kalina jak piękny motyl krążyła wokół ukochanego. Przewidywała życzenia. Schlebiała mu jak umiała. Zdawało jej się, że większego szczęścia na ziemi nie ma! Roma chętnie przyjmował wszelką jej troskę. Nazwał ją w myślach Świetlik. Taka była jasna, że jej światło ogrzewało duszę.
…Dziewczyna przedstawiła Romę rodzicom. Tata Kaliny był wysokim urzędnikiem. Zauważył, że córka oszalała na punkcie Romka. Wydał wyrok:
Skoro tak żyjcie razem. Wesele zorganizujemy później. Najpierw sprawdzę, jaki z ciebie kąsek, zięciu.
Tatuś naturalnie nie wiedział, że Roma żonaty. Kalina nie śmiała powiedzieć. Znała jego charakter…
Młodzi cieszyli się życiem! Nawet snuli plany. Polecieli na Majorkę. Tata Kaliny dołożył się do tej wyprawy. „Dla córeczki niczego nie pożałuję! Niech się dzieci rozerwą.”
…Minęły trzy miesiące i Jagoda zawołała prawowitego męża pod swój dach. Powiedziała, że spodziew
…Powrócił do Jagody tylko na krótko, bowiem Kalina po cichu nosiła już pod sercem ich własnego Świetlika.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

9 − 7 =

Dwa Skrzydła