Drzwi do zdrady

Dziennik osobisty

Po trzymiesięcznej zmianie wróciłem do domu, zmęczony, ale z poczuciem spełnionego obowiązku. Dzień był pochmurny, lecz w mojej duszy świeciło słońce – w dłoni ściskałem wypłatę, myśląc, jak uraduję żonę, wyniosłą i pełną temperamentu Kingę. Niedawno kupiliśmy dwupokojowe mieszkanie w bloku z wielkiej płyty na obrzeżach Poznania. Własnoręcznie wyrównałem ściany, zamontowałem sufity, położyłem płytki i podłączyłem sprzęt. Zostało tylko jedno – urządzić wnętrze, tak jak chciała:

– Tymku, nie zniosę fuszerki. Chcę, żeby u nas było nie gorzej niż u Agnieszki i Szymona! Wszystko na najwyższym poziomie!

Kiwałem głową, zgadzałem się, wyjeżdżałem na zmiany, harowałem do utraty tchu, by Kinga mogła być ze mnie dumna. Okropnie tęskniłem w kontenerze na mroźnym odwiercie – ani ciepła, ani znajomej twarzy, ani zapachu porannej kawy. Tylko głos w telefonie, częściej marudny niż ciepły.

Na dworcu zatrzymałem się przy kiosku z kwiatami. Przerzucałem różowe pąki, szukając najświeższych. Wziąłem ogromny, czerwony bukiet i wsiadłem do taksówki. Kwadrans później stałem przed blokiem, serce waliło jak młot. Wbiegłem na czwarte piętra lekko, jakby unosiła mnie radość. Chciałem wsunąć klucz, ale się zawahałem. Uśmiechnąłem się i zadzwoniłem.

Cisza. Już miałem sięgnąć po klucze, gdy drzwi otworzyły się gwałtownie. W progu stał obcy facet w moim szlafroku. Wysoki, barczysty, z gołym torsem i butnym spojrzeniem.

– Ty kto w ogóle? Zgubiłeś drogę, stary? – warknął.

Świat zawrócił mi w głowie. Zdrętwiałem. Ręka z bukietem opadła.

– Chyba nie tylko drzwiami się pomyliłem…

Drzwi trzasnęły. Stałem jak sparaliżowany. Serce tłukło w skroniach, palce drżały. Przed oczami miałem tapetę, którą kleiłem nocami, płytki wypolerowane do połysku, kuchnię kupioną na kredyt… a teraz – obcy gość w moim własnym domu.

Kwiaty wylądowały w najbliższym koszu. Wsiadłem do taksówki i pojechałem do najlepszego kumpla – do Darka. Po drodze wstąpiłem do Biedronki, kupiłem wódkę, śledzia i ogórki. Darek aż podskoczył z radości – dawno się nie widzieliśmy.

– No, Ty to masz pomysły! No to – za spotkanie!

Po drugiej szklance nie wytrzymałem i wyspowiadałem się. Darek, pół-Czeczen z gorącą głową, zerwał się z krzesła:

– Co?! W twoim mieszkaniu?! Jak ja go dorwę… – walnął pięścią w stół.

Schwyciłem go za ramię:

– Darku, nie nakręcaj się. Ale… zemścimy się?

– Zemścimy. Koniecznie!

Podchmieleni, wezwaliśmy taksówkę i ruszyliśmy w stronę mojego mieszkania. Plany zemsty były mgliste. W głowach szumiało.

Weszliśmy na piętro. W sypialni paliło się światło. Wykrzyknąłem wściekle:

– Teraz wam pokażę…

Darek zaczął walić w drzwi:

– Otwieraj, świnio! Komu żonę podbierałeś? Wyłaź – rozmówimy się jak faceci!

Drzwi otworzyły się nagle – i w tej samej chwili z ciemności wyleciała pięść. Darek odskoczył, łapiąc się za nos.

– No, to dopiero powitanie… – mruknął, ocierając krew.

Wściekłość wezbrała we mnie jak fala. Jednym uderzeniem wyrwałem drzwi z zawiasów. Z hukiem runęły na podłogę. Wyszarpnęliśmy się do środka jak huragan. Biegaliśmy po pokojach, wrzeszcząc:

– Gdzie ten dran?!

Kinga piszczała w kuchni, drżącymi palcami wybierając jakiś numer. Darek wybiegł do przedpokoju:

– Z balkonu skoczył?

Ale nagle – jęk. Pod wyważonymi drzwiami wił się ten sam kochanek, przygnieciony konstrukcją i własną bezczelnością. Wyglądał żałośnie – szlafrok przekrzywiony, twarz wykrzywiona strachem, usta zakrwawione.

– No i masz zemstę! – zaśmiał się Darek, klepiąc mnie po ramieniu.

A tu, jak na złość, z klatki schodowej dość krzyk:

– Ratunku! Ludzie, pomóżcie! Mordują! – wrzeszczała teściowa, poznawałem po głosie.

Trzeźwość wróciła natychmiast. Uciekliśmy, nie czekając na policję. Następnego dnia złożyłem pozew o rozwód. Nie chciałem żyć w miejscu, gdzie mnie upokorzono. Gdzie w szlafroku męża paradował obcy.

Tydzień później znów szykowałem się na zmianę. Darek odprowadzał mnie, z podbitym okiem i bandażami na palcach.

– Ale za to efektownie wyszło! – roześmiał się. – Jeśli się ożenisz – tylko nie z Kingą! Ale na pewno wyciągnę cię z tarapatów, gdyby co…

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

11 − trzy =

Drzwi do zdrady