Drugiego dnia sąsiadka znowu wisiała na naszym płocie. Moja żona podeszła do niej i powiedziała, że …

Następnego dnia sąsiadka znowu zwisała przez nasz płot, jakby miała na niego abonament. Moja żona podeszła i uprzejmie oznajmiła, że mamy dziś mnóstwo roboty, więc niestety, nie będziemy mogli posiedzieć jak wczoraj. A co z jutrzejszym dniem? zapytała ciekawska Barbara. Jutro to samo. Proszę do nas więcej nie przychodzić.

Moje marzenia o mieszkaniu w mieście skończyły się jak mleko zostawione na słońcu.

Moja żona, Anna, ma dom na wsi pod Lublinem. Za życia moich teściów często tam jeździliśmy. Uwielbiałem, gdy wieczorami rozkładali stół pod rozłożystą gruszą. Siedzieliśmy i gadaliśmy do późnej nocy, aż ciemność wpełzała w zakamarki ogrodu. Tak było za każdym razem, przy każdej wizycie. Zimą teściowa rozgrzewała piec kaflowy i piekła świeże drożdżowe ciasto. Zapach rozchodził się po całym domu i mógłby zmiękczyć ser nawet największemu mrukowi.

Najlepsze przeceny ubrań i nie tylko wszystko na rynku w Opolu!
Z Anką zjeżdżaliśmy na sankach z pobliskiej górki, z synem szusowałem na nartach. Później teściowie odeszli. Dom nadal stał, nie chciałem go sprzedać, bo planowałem częściej tu wpadać, jak za dawnych lat. Oczywiście z tych planów wyszły nici. Codzienność i obowiązki zżerały czas dom zarastał pajęczyną, a my nawet nie zerknęliśmy w jego stronę przez kilka sezonów.

Lata minęły jak PKS jadący przez wieś. Syn się ożenił z Helenką naszą nową synową, która często wzdychała, że dobrze byłoby zamieszkać na wsi choćby na wakacje.

I wtedy przypomnieliśmy sobie o tym domu. Pojechaliśmy tam pierwsi. Od ostatniej wizyty minęło tyle czasu, że dom był już gotowy do roli straszydła z legend. Ale nie po porządnych porządkach wszystko nabrało innego wyglądu. Anna zajęła się sprzątaniem wnętrza, ja wykarczowałem podwórko. Okazało się, że dom nie chciał się poddać zapomnieniu. Wystarczyło trochę pracy, a prawie jak nowy!

Następnego dnia pojawiły się dzieci i wnuki. Wszyscy rzucili się w wir sprzątania. Kuchnia zamieniła się w komnatę aromatów: kobiety gotowały, ja z synem naprawialiśmy starą ławę i stół pod gruszą.

I wtedy dostrzegłem, że zza płotu zagląda do nas kobieta niczym ciekawski bocian. Przedstawiła się jako nasza nowa sąsiadka kupiła właśnie dom obok. Tak zostaliśmy poznani z Barbarą. Oczywiście, zaprosiliśmy ją na kolację, bo przecież w Polsce gościnność nad wszystko. Okazało się, że mieszka tu sama córce kupiła dom, a sama cóż żyje solo, bo mąż się gdzieś ulotnił i już nie wrócił. Barbara gadała bez przerwy, ale ja w pewnym momencie bardziej zainteresowałem się tym, co dzieje się pod stołem

Pod stołem działo się, proszę państwa! Poczułem, jak stopa Barbary dziwnie ociera się o moją. Cofnąłem się pod pretekstem przesunięcia krzesła, ale ona dalej bawiła się w podchody jakby grała w klasy. Nigdy coś takiego mnie nie spotkało! Próbowałem zgonić atmosferę na upał, żeby tylko nie zauważyła tego Anna Chciałem już tylko, żeby sąsiadka wróciła za swój płot.

Potem przy sprzątaniu żona mruknęła: Ta Barbara, jakaś taka lekkomyślna. Trudno nie przyznać jej racji, choć nie wspomniałem o harcach niewinnie wyglądającej stopy pod stołem. Wstyd się przyznać, ale czułem, że Barbara to nie pierwszyzna w tego typu akcjach.

No i właśnie kolejnego dnia znów czatowała przy naszym płocie. Anna podeszła i powiedziała stanowczo: Dziś naprawdę dużo roboty, nie damy rady posiedzieć.

A może jutro? Barbara jeszcze z nadzieją.

Jutro to samo. Lepiej już pani do nas nie przychodzi.

I tyle. Barbara jeszcze coś mruczała pod nosem, ale kto by się przejmował obrażoną sąsiadką? Anna zrobiła, co trzeba było zrobić. W naszej rodzinie stawiamy na szczerość. Gdy ktoś nam nie pasuje odcinamy zwięźle, uprzejmie, po polsku.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

4 × jeden =

Drugiego dnia sąsiadka znowu wisiała na naszym płocie. Moja żona podeszła do niej i powiedziała, że …