Drugi raz, w tej samej sytuacji

Postanowiłem opowiedzieć Wam moją historię, po rozmowie z nowym kolegą, który spotyka się z bardzo młodą dziewczyną, a właściwie dziewczynką. Niewiele jeszcze o mnie wie, więc musiałem zapoznać go z kilkoma faktami z mojego życia, aby w miarę możliwości ustrzec go przed błędami, jeśli oczywiście zechce słuchać.

Po studiach, przez rok służyłem w wojsku, a po zwolnieniu z wojska trochę się wygłupiałem. Chciałem jak najszybciej wyjść z wojska, więc nie miałem nic lepszego do roboty, niż zebrać wesołą grupę i przez miesiąc co wieczór, spędzaliśmy czas w mieszkaniu znajomego kawalera. Były tam oczywiście dziewczyny, dwie stałe, jakby czyjeś koleżanki i kilka nowych dziewczyn, które się pojawiły. Jedna z nich, wesoła, wychodząca z domu dziewczyna, uznała, że bardzo do siebie pasujemy, a ja nie zaprzeczyłem, bo po co?

Imprezowałem oczywiście za pieniądze rodziców. Próbowali przemówić mi do rozsądku, ale ja ciągle narzekałem na stres, jaki mnie dotyka i udowadniałem, że to mój sposób na jego rozładowanie. Kiedy byłem już dwa miesiące bez obowiązków, rodzice postawili mi twarde warunki: zdobyć pracę, zaplanować i zrealizować zakup własnego domu. Musiałam się pozbierać i zacząć nowe życie.

Nie utrzymywałem kontaktów towarzyskich z kolegami, z wyjątkiem tradycyjnego „Jak się masz?”, gdy spotykaliśmy się na ulicy. Pewnego wieczoru, gdy wszyscy jedliśmy kolację, zadzwonił dzwonek do drzwi. Ojciec otworzył drzwi, zamienił z kimś kilka zdań i krzyknął, że ktoś przyszedł do mnie. Wstałem od stołu, żeby wyjść do przedpokoju, ale kiedy odepchnąłem ojca, do kuchni, wleciała ta mała dziewczynka, z którą spotkaliśmy się kilka razy. Krzyczała, że przeze mnie ma teraz kłopoty, że będzie miała dziecko, ale nie dała mi szansy, żebym coś powiedział. Sufit zawalił mi się na głowę, osunąłem się na krzesło, bo nogi nie wytrzymały. Bałem się spojrzeć na rodziców.

W skrócie, musiałem zadbać o dziewczynę, mieszkała razem z rodzicami, ale z jakiegoś powodu Alina nie jest spragniona, aby zarejestrować nasz związek, co było dziwne, bo zazwyczaj, a zwłaszcza w tej sytuacji, dziewczyny w jakikolwiek sposób chcą prowadzić, że tak powiem, młodego człowieka do ołtarza.

Wtedy zrozumiałem, dlaczego ta nieodpowiedzialna dziewczyna, zachowała się tak niekonwencjonalnie: urodziła, zostawiła nas z dzieckiem, napisała abstynencję, a potem zniknęła. Moi biedni rodzice, stali się w zasadzie ponownie ojcem i matką dla swojego wnuka. Pracowałem jak wół, starając się przynajmniej zapewnić rodzinie byt materialny, bo w kwestii pokrewieństwa duchowego nie było nawet przełomu.

W pracy poznałem wspaniałą kobietę. Była rozwiedziona, zaczęliśmy się spotykać i dopiero gdy potwierdziłem, że chcę ją mieć w swoim domu jako partnerkę, wyznała, że ma syna. Moje postanowienie trochę się zachwiało, ale po namyśle, postanowiłem oświadczyć się Oldze. Jakie było moje zdziwienie, gdy zgodziła się założyć ze mną rodzinę, ale bez rejestracji. Powody były oczywiście logiczne: nie wiadomo było, jak się dogadamy z dzieckiem, miało trzy lata i było jeszcze małe. Nie wspomniałem jeszcze, że mam młodszą córkę. Ja mieszkałem w swoim jednopokojowym mieszkaniu, spłacałem kredyt hipoteczny, a dziewczyna nadal mieszkała ze swoimi rodzicami.

Na początku było to trochę trudne, nie miałem podejścia do dzieci, a nawet nie miałem ochoty go szukać, ale potem się nauczyłem i przy Oldze poczułem się jak prawdziwy członek rodziny. Wspaniała gospodyni, zrównoważona i troskliwa kobieta, dobrze wychowana i inteligentna – jak jej mąż mógł wyrzucić takie złoto?

Kiedy urodził się nasz syn, Olga wróciła do swojego byłego męża. Był to dla mnie duży szok. W tym czasie on miał już dość wolnego życia i potrafił docenić jakość swojej żony, a ja nie musiałem jej przekonywać, kobieta nie przestała go kochać i z rozpaczy zamieszkała ze mną.

Za drugim razem, popełniłem te same błędy. Olga zostawiła naszego syna ze mną, ponieważ jej mąż przyjął ją tylko ze swoim synem, nie potrzebował cudzego. Zostałem z rocznym dzieckiem na ręku i to było bardzo przerażające, bo nie mogłem wrócić do rodziców, a trzeba pracować, żeby żyć, a gdzie dać dziecko? Dopiero po jego urodzeniu zrozumiałem, co rodzice mogą i powinni czuć do swoich dzieci, kochałem go do łez, zachwycałem się każdym jego ruchem, nowymi dźwiękami i pierwszym krokiem.

Moi rodzice to Ludzie z dużej litery. Dowiedzieli się, co się stało i natychmiast przejęli stery. Zostałem wezwany na naradę rodzinną, którą oczywiście zorganizowali u mnie i postanowili: zabiorą ze sobą wnuka, zacznę nawiązywać kontakty z córką, która wiedziała, że jestem jej tatusiem, ale cały czas w „delegacji”. Dziewczynka chodzi do przedszkola i to już pozwala normalnie pracować, tak jak wszystkim rodzicom z dziećmi. Będę zaprowadzał i przyprowadzał córkę do przedszkola, w weekendy będę ją zabierała do siebie, a potem zamieszka ze mną całkowicie, bo to będzie trudne dla matki z dwójką dzieci. Wtedy, przy moim pierwszym dziecku, musiała zrezygnować z pracy, żeby wychowywać wnuczkę, ojciec pracował i dostarczał artykuły spożywcze, a ja całkowicie przestawiłem się na życie osobiste, które po pewnym czasie, znów stało się naszym wspólnym z rodzicami.

Co nas czekało, co przyniesie przyszłość? Kto zna odpowiedź na te pytania? Żyjmy, miejmy nadzieję, że wszystko będzie dobrze i mam też nadzieję, że nie dostanę po drodze trzeciego dziecka.

 

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwanaście + dziewięć =

Drugi raz, w tej samej sytuacji