**Drugie życie**
— Ania, idziesz do domu? — przyjaciółka Kasia z niecierpliwością postukała paznokciem w blat biurka.
— No nie, jeszcze zostanę. Mąż miał po mnie podjechać — skłamała bez wahania Anna.
— No to jak chcesz. Do jutra. — Kasia zakołysała biodrami i wyszła z pokoju.
Pracownicy opuszczali biuro jeden po drugim. Za drzwiami słychać było pośpieszne kroki i terkot obcasów. Anna wzięła komórkę i westchnęła. *Pewnie już wypił piwko, leży przed telewizorem z brzuchem do góry.* Zadzwoniła. Po trzech sygnałych usłyszała najpierw szum telewizora, a dopiero potem głos Wojtka:
— Słucham.
— Wojtek, na dworze leje, a ja mam zamszowe botki. Przyjedź po mnie.
— Aniu, przepraszam, nie wiedziałem, że zadzwonisz, już sobie wypiłem. Weź taksówkę — mruknął.
— Zawsze to samo. I czego innego mogłam się spodziewać? Przypomnij sobie, jak się oświadczałeś — obiecywałeś, że będziesz mnie nosił na rękach.
— Aniu, kotku, akurat mecz… — W słuchawce rozległy się okrzyki kibiców, więc Anna rozłączyła się.
Minęły już czasy, gdy mąż czekał pod biurem. Wtedy nie miał samochodu, ale i tak codziennie po nią przychodził. Zgaszona, wyłączyła komputer, ubrała się i wyszła.
Korytarz rozbrzmiewał echem jej kroków. Wszyscy już dawno poszli do domu. Na parterze, przy recepcji, stał zastępca dyrektora, Tomasz Marek, i rozmawiał przez telefon. Wysoki, postawny, w długim czarnym płaszczu wyglądał bardziej jak gwiazdor z Hollywood niż urzędnik z przeciętnej firmy. Plotki głosiły, że jest singlem.
Anna zawsze miała cięty język i podejrzewała, że coś z nim nie tak, skoro taki przystojniak wciąż sam.
— Spotyka się z jakąś modelką. Nazwiska nie pamiętam, ale często ją w magazynach widzę — mówiła Kasia, która znała wszystkie plotki z wyższych sfer.
Wojtek w młodości też był niczego sobie. Codziennie podciągał się na trzydziestu drążkach na podwórku. A potem… Potem lenistwo wzięło górę, zaczął pić piwo, wyhodował brzuch. I każdego dnia, wracając z pracy, Anna widziała ten sam obraz: Wojtek na kanapie przed telewizorem, a na podłodze — puszka piwa.
Już miała wyjść, gdy za plecami usłyszała głęboki baryton, od którego przeszły ją ciarki.
— Anno Marii, trochę dziś późno?
— Myślałam, że mąż podjedzie, ale nie mógł — odpowiedziała, odwracając się z wymuszonym uśmiechem.
Tomasz schował telefon i podszedł bliżej.
— Podwiozę panią. — Otworzył przed nią drzwi.
— Nie, nie trzeba. Wezmę taksówkę — zaczęła się wymawiać Anna, wchodząc na deszcz.
Zatrzymała się na schodach, patrząc na kałuże i swoje eleganckie buty. *No cóż, wiosna — ledwo śnieg stopniał, a już ulewa.*
— Proszę to potraktować jak zamówioną taksówkę. — Tomasz ujął ją pod ramię i poprowadził do swojego SUV-a.
Jak tu odmówić? Szkoda tylko, że żadna koleżanka tego nie widziała — pewnie by pękły z zazdrości. Kandydatek na jego względy nie brakowało.
Tomasz wyłączył alarm i otworzyAnna wsiadła do samochodu, a gdy Tomasz ruszył, poczuła, jakby rozpoczynała zupełnie nowy rozdział życia — pełen nadziei, ale i niepewności, który na zawsze miał odmienić jej los.
— Może kiedyś wspólnie zjemy obiad? — zaproponował, a jego głos brzmiał jak obietnica czegoś więcej.
Zaskoczona, ale i podekscytowana, Anna tylko skinęła głową, a gdy wysiadła pod swoim blokiem, wiedziała już, że nic nie będzie takie samo — ani jej małżeństwo, ani ona sama.
W końcu, gdy Wojtek wrócił do zdrowia i zaczął na nowo dbać o siebie, Anna zrozumiała, że czasami miłość potrzebuje nie tylko drugiej szansy, ale też cierpliwości i odrobiny wiary w to, że ludzie mogą się zmienić — i że warto na tę zmianę czekać.



