Dotknij wzrokiem i poczuj szczęście

Dotknąć wzrokiem i poczuć szczęście

Od dziewiętnastu lat Zuzanna mieszka w swojej wsi razem z matką Marią i babcią Felicją, wciąż marząc, że kiedyś przyjdzie Kacper, którego kocha od dziecka. Uśmiechając się na wspomnienie sąsiedniego chłopca, starszego od niej o pięć lat, myślała:

Byłoby wspaniale, gdyby Kacper nagle zawitał do naszej wsi. Niestety, jego babcia zmarła trzy lata temu, choć opiekowałam się nią do ostatniej chwili

Po ukończeniu dziewiątej klasy Zuzanna wstąpiła do gminnego technikum medycznego, po ukończeniu pracuje jako pielęgniarkatechniczka w miejscowym przychodzie. Często zadawała sobie pytanie:

Czym jest kobiece szczęście? Czy w ogóle istnieje? Żyjemy we trójkę w czysto kobiecym domu i nie wiem, co szczęście ma moja mama. Wydaje mi się, że i ona nie wie, czym jest radość. Opowiadała, że mój ojciec, którego nigdy nie widziałam, po usłyszeniu, że jest w ciąży, szybko odszedł. A babcia Felicja, mimo że wychowała dwie córki sama, po szybkim owdowodzeniu, zawsze była dla nas ostoją.

Zuzanna leczyła sąsiadów, choć dopiero co skończyła szkołę, podawała zastrzyki, mierzyła ciśnienie, była uprzejma i życzliwa wobec chorych, a oni ją szanowali, bo była jedną z nas, wiejską. Od dzieciństwa marzyła o medycynie. Leczyła w domu wszystkie zwierzęta koty, psy, a koleżankom smarowała kolana zielonką, sama radziła sobie z drobnymi skaleczeniami i zadrapaniami.

Dziś wracając z przychodni zamyślona, znowu przywołała Kacpra na myśl.

Dlaczego ciągle o nim myślę? zadręczała się Zuzanna może już jest żonaty, ma dzieci i nigdy nie dowie się, że kocham go od trzynastego roku życia.

Ostatni raz przyjechał na pogrzeb swojej babci, ale prawie nie rozmawiali. Był z matką, która wyglądała na zmęczoną, opierając się o rękę syna.

Zima już rządziła w pełni, nowy rok minął, luty zbliżał się do końca. Matka Zuzanny pracowała listonoszką, a babcia cały czas była w domu, piekła pyszne pierogi, robiła kluski i naleśniki.

Zawracając do domu, rzuciła spojrzenie na sąsiedni dworek, do którego klucz dawno przekazała jej babcia Felicja, jeszcze gdy opiekowała się starszą kobietą. Po śnieżycach Zuzanna często odśnieżała ścieżkę do tego domu, licząc na przyjazd Kacpra, ale

Cześć, babciu, a mama gdzie? Powinna już być w domu zapytała wnuczka.

Wyszła odwiedzić Marię, przyjaciółkę, trochę się rozchorowała. Zaraz wróci, lekarstwa już jej przyniosła. A chodź do stołu, nakarmię cię. Może przytulimy się przy kominku powiedziała babcia Felicja ciepło.

Aż głodna, a jeszcze mróz dzisiaj, wiosna już niebawem przyjdzie, a zima się wścieka zaśmiała się Zuzanna nic, wiosna przegoni zimę, szybko spakuje swe walizki i odleci w cieplejsze krainy. Ja kocham wiosnę.

Zuzanna weszła do swojej małej izby, położyła się na łóżku i znów myślała o Kacprze. Kiedyś pomógł swojemu dziadkowi Szymonowi naprawiać dach; miał wtedy siedemnasty rok i przyjechał na wakacje. Nieszczęśliwie poślizgnął się i prawie spadł, ale dziadek zdążył go złapać. Złamał sobie nogę przy wystającym gwoździu. Zuzanna zobaczyła to z podwórka, szybko chwyciła bandaż i zielonkę, podbiegła do sąsiadów, gdzie Kacper siedział z opatrunkiem, a babcia trzęsła się ze łzami.

Boli, Kacprze? Zaraz cię opatruję żądła dziewczyna, a on patrzył zaskoczony.

Co za lekarz! odpowiedział ze śmiechem.

Nie tak źle, że wtrąciła babcia ona od dziecka leczy wszystkich, a bandażuje jak prawdziwy medyk.

Zuzanna obejrzała ranę i stwierdziła:

Nic poważnego, to płytka otarcie, zaraz się zagoi i delikatnie pytała: Nie boli?

W jej niebieskich oczach było tyle współczucia, że sama chciała płakać ze smutku, a on, widząc jej spojrzenie, uśmiechnął się.

Nie przejmuj się, wcale nie boli odpowiedział cierpliwie, czekając, aż opatrzy mu nogę. Od tamtej chwili zapamiętał jej piękne niebieskie oczy; wtedy dziewczynka miała zaledwie dwunastu lat.

Kiedy Kacper wrócił z wojska i zobaczył matkę, przestraszyła się. Była blada, usta wypłukane. Nie powstrzymał się od łez, siedząc przy niej. Matka płakała ze szczęścia, że wreszcie zobaczyła syna i nic już jej nie przerażało.

Dzięki Bogu, synku, wróciłeś, teraz mogę spokojnie umrzeć rzekła.

Mamo, nie mów tak, nie chcę tego słyszeć, obiecuję ci pomagać we wszystkim odparł Kacper. Był naprawdę dobrym synem: pomagał matce, podawał zastrzyki, masował jej nogi, bo serce matki było słabe. Znalazł pracę i miał cel postawić matkę na nogi, i mu się to udawało. Z czasem matka rozbawiła się, zajmowała się domem, a najważniejsze, coraz częściej wspominała rodzinny dom we wsi.

Ach, synku, jakbyśmy mogli mieszkać w wiosce, nie schodzić z czwartego piętra, tylko postawić krzesło na werandzie i wdychać czyste powietrze. Wziąć kilka kur

Kacper postanowił pojechać do wioski w sobotę. Wiedział, że zimą jazda do starego, zaniedbanego domu jest głupia, ale obiecał matce, że w weekend przyjedzie i sprawdzi sytuację. Matka rozbłysły w oczach, ucieszyła się. Nie chciał zwlekać, chociaż myślał, że marzenie matki to iluzja, że życie w tym miejscu jest niemożliwe, ale musiał spróbować.

Wysiął z autobusu i zdziwił się, że szeroko odśnieżona droga prowadzi prosto do domu babci, do którego co roku zaglądał i nie chciało mu się odjeżdżać.

Pewnie będę musiał brodzić w śniegu po kolana pomyślał, ale od razu się zdziwił.

Wąska ścieżka była oczyszczona aż do bramy i dalej do werandy, a trzy stopnie były odśnieżone. Na werandzie stał stary miotła.

Ciekawe, kto tu sprząta, może ktoś już zamieszkał.

Okna były przysłonięte lekkimi zasłonkami, które babcia sama uszyła na maszynie. Uwielbiała patrzeć przez okno i nigdy ich nie zasłaniała. Kacper podszedł na werandę, wyciągnął klucz z kieszeni i otworzył zamek. Wtem usłyszał za sobą radosny, dziewczęcy głos:

Cześć, długo cię tu nie było, a ja czekałam, czułam, że kiedyś przyjedziesz.

Kacper zadrżał ze zdumienia, odwrócił się i ledwo nie spadł z werandy. Przed nim stała piękna, smukła dziewczyna w futrze i białej czapce, niebieskie oczy lśniły jak niebo. Na policzkach rumieniec, uśmiechała się.

Nie pamiętasz mnie? Jestem wnuczką babci Felicji no właśnie, przypomnij sobie.

Rozpoznał ją od razu to była Zuzanna, która kiedyś leczyła mu nogę i nie pozwalała nikomu się do niego zbliżyć. Piękne oczy, ale imię wyrwało mu się z pamięci.

To ja Zuzanna, nie pamiętasz mnie?

Zuzanna, oczywiście, Zuzanna odpowiedział Kacper, nagle się uśmiechając pamiętam, leczyłaś mi nogę wtedy byłaś mała, dwa razy niższa, kosmyki długie i kręcone, aż po ramiona.

Naprawdę mnie pamiętasz? zapytała z radością.

Dziewczyna promieniała szczęśliwym uśmiechem, a Kacper nie mógł oderwać od niej wzroku.

Czasem odśnieżałam podwórko, czekałam na ciebie paplała Zuzanna, tak dużo ci opowiem. Chodźmy do domu, napiję cię herbatą z domowym dżemem wiśniowym. Mama i babcia będą zachwycone. Potem razem zajmiemy się tym domkiem, zdążysz jeszcze.

Kacper usiadł przy stole, pił herbatę i wsłuchiwał się w jej opowieści. Babcia i matka poszły do pokoju po radosnym spotkaniu.

Twoja babcia ostatnio bardzo chorowała, nie chciałam was martwić, ale przychodziłam, opiekowałam się nią, karmiłam. Ja od dziecka chciałam być medyczną, a teraz pracuję jako pielęgniarkatechniczka w przychodzie dodała.

Pamiętam, jak leczyłaś mi nogę zaśmiał się Kacper zrobiłaś to tak serio, że nie zostawiła nawet blizny.

Ach, przestań machnęła ręką po prostu bardzo się o ciebie martwiłam, od zawsze cię kochałam zakryła usta ręką, zarazem się rumieniąc, nie spodziewając się takiego wyznania.

Kacper był zdumiony.

Tak, wtedy byłaś wysoką dziewczyną, ale szanowałem cię, kiedy zobaczyłem, jak poważnie mnie leczyłaś przyznał, choć jej wyznanie byłoby dla niego zaskoczeniem.

Zuzanna zachowała spokój i podała mu klucz od domu babci.

To babcia oddała mi ten klucz, kiedy już leżała, i zostawiła go ze mną. Mówiła, że i tak przyjedziesz, może nawet zostaniesz tutaj powiedziała, patrząc w dół.

Niech klucz zostanie u ciebie odparł Kacper. A teraz chodźmy do domu.

Weszli do wnętrza; porządek i czystość sprawiały wrażenie, jakby babcia dopiero wyszła na chwilę, a Kacper odczuwał wdzięczność wobec Zuzanny.

Muszę wrócić do domu, ale obiecuję, że wrócę. Przyjedziemy razem z mamą, ona potrzebuje tego czystego powietrza. Naprawimy dom, a ty będziesz na mnie czekać. Na pewno wrócę. Twoje promienne oczy nie pozwolą mi odejść powiedział, a serce Zuzanny drżało z radości.

Kacper zdał sobie sprawę, że chce tu wracać, dotykać wzrokiem i odczuwać szczęście. Zrozumiał, że bez Zuzanny nie ma życia.

Jakże cudownie, że nie wyszłaś za mąż, jak cudownie, że przyjechałem pomyślał, gdy Zuzanna pożegnała go przy przystanku. Chciał śmiać się i śpiewać.

Wsiadając do autobusu, odezwał się:

Babcia miała rację, wrócę i nie oddam cię nikomu.

Zuzanna wróciła do domu z uśmiechem, wreszcie pojąwszy, czym jest kobiece szczęście. Bo prawdziwe szczęście nie zależy od małżeństwa czy bogactwa, lecz od miłości, której dzielimy się z ludźmi, którzy nas rozumieją i wspierają. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło to lekcja, którą nauczyła się Zuzanna, a którą niesie ze sobą każdy dzień życia.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

trzy − dwa =

Dotknij wzrokiem i poczuj szczęście