Doprowadziła byłego męża do szaleństwa

Chodź, usiądź chociaż na dwie godziny, mówiła Polina, patrząc wściekle na byłego. Muszę do lekarza, podkreśliła.
Nie mogę, odparł Aleksy, wstając gwałtownie z kanapy. Spotykam się z kumplami, zaraz wypadam.
Lecz, serio, nie ustępuję. Bóle głowy nie dają mi spokoju, a plecy też coś przyciskają. Po ciąży tyle się działo, że nie wiem, co dalej

Muszę to nagrać? dopytał Aleksy, z irytacją w oku. Nie dam się przenieść na inny dzień. Już się umówiłem.

Aleksy wciąż nosił kurtkę, sprawdzał kieszenie.

Nie dam się przenieść. Nagranie zajmie trzy tygodnie.
No to trzy tygodnie, westchnął, jakby gadał o jakimś pierdole. Nic strasznego ci się nie przytrafi.

Drzwi głośno uderzyły. Z małego łóżka dobiegł cichy płacz Myszka wstała. Znowu.

Polina westchnęła, sięgnęła po telefon. Dzwoniła do przyjaciółki, słuchając tęsknych melodii, które zastąpiły zwykłe gumy. W końcu dotarła kolej Poliny.

Dzień dobry, muszę odwołać wizytę na dziś

Ona upadła na kanapę. Zdrowie po ciąży zamieniło się w jakąś loterię. Plecy atakowały tak, że nie raz się położyła, a głowa waliła jakby ktoś w środku młotkiem uderzał. Lekarze kręcili rękami, mówiąc: trzeba się przebadać, a badania potrzebują czasu. I ktoś, kto siedziałby z dzieckiem.

Aleksyowi było lekceważenie. Ostatnie dwa lata podmienili mu coś w głowie

Podczas ciąży nosił Polinę dosłownie na rękach. Dźwigał ciężkie torby, gotował, nawet masaż nóg przed snem. Mówił, że jest najpiękniejsza, że jest szczęśliwy po wszechoł. Polina wierzyła w każde słowo. Myślała, że ma szczęście z mężem.

A potem przyszedł Misha. I wszystko się rozpadło, roztrzaskane na kawałki

Krzyki, niekończące się pieluchy, bezsenną noc to rzucało na Aleksa jak maskę, pod którą krył się zupełnie inny człowiek. Okrzykiwał Polinę, kiedy nie zdążyła posprzątać mieszkanie. Okrzykiwał Misha, kiedy ten płakał w nocy. Rzucał rzeczy, walił drzwiami, uciekł do kumpli i wracał po północy.

Spójrz na siebie! krzyczał, dłubiąc w Polinę palcem. Czy w lustro patrzysz? Gdzie moja piękna żona? Beka!

Polina patrzyła, widziała ciemne kręgi pod oczami, rozczochrane włosy, starą koszulkę w plamach po dziecięcym jedzeniu. Dodatkowe kilogramy, które nie chciały spadać, mimo że jadła na siłę dwa razy dziennie. Ale kiedy znajdowała chwilę dla siebie, Misha raz gorączkował, raz zęby obijały, raz brzuszek bolał jakby ktoś wewnątrz młotkiem uderzał. Lekarze kręcili rękami, mówiąc: trzeba się zbadać, a badania wymagają czasu. I ktoś, kto musiałby siedzieć z dzieckiem.

Ale Aleksowi było w dupie. Ostatnie dwa lata podmienili mu coś w głowie

W czasie ciąży nosił Polinę dosłownie na rękach. Dźwigał ciężkie torby, gotował, nawet masaż nóg przed snem. Mówił, że jest najpiękniejsza, że jest szczęśliwy po wszechoł. Polina wierzyła w każde słowo. Myślała, że ma szczęście z mężem.

A potem przyszedł Misha. I wszystko się rozpadło, roztrzaskane na kawałki

Krzyki, niekończące się pieluchy, bezsenną noc to rzucało na Aleksa jak maskę, pod którą krył się zupełnie inny człowiek. Okrzykiwał Polinę, kiedy nie zdążyła posprzątać mieszkanie. Okrzykiwał Misha, kiedy ten płakał w nocy. Rzucał rzeczy, walił drzwiami, uciekł do kumpli i wracał po północy.

Spójrz na siebie! krzyczał, dłubiąc w Polinę palcem. Czy w lustro patrzysz? Gdzie moja piękna żona? Beka!

Polina patrzyła, widziała ciemne kręgi pod oczami, rozczochrane włosy, starą koszulkę w plamach po dziecięcym jedzeniu. Dodatkowe kilogramy, które nie chciały spadać, mimo że jadła na siłę dwa razy dziennie. Ale kiedy znajdowała chwilę dla siebie, Misha raz gorączkował, raz zęby obijały, raz brzuszek bolał jakby ktoś wewnątrz młotkiem uderzał. Lekarze kręcili rękami, mówiąc: trzeba się zbadać, a badania wymagają czasu. I ktoś, kto musiałby siedzieć z dzieckiem.

Ale Aleksowi było w dupie. Ostatnie dwa lata podmienili mu coś w głowie

Polina w końcu podjęła decyzję. Nie będzie już dłużej udawać, że wszystko jest w porządku. Musi się odejść, żeby w końcu wziąć oddech. Bez niego nie da się ruszyć.

Zaczęła szukać nowego mieszkania, choć wciąż była w ciąży. Praca, którą kiedyś lubiła, zniknęła. Firma, w której pracowała, zamknęła się. Właściciel uciekł z długami, biuro zamknięto, pracowników rozlano po kątach. Polina była na urlopie macierzyńskim, więc to nie uderzyło jej mocno. Ale już po trzech latach rozwodu musiała sobie znaleźć nowe miejsce. Trzy lata przerwy w CV, małe dziecko pracodawcy nie przepadają za taką kombinacją.

Marzyła, że zabierze Misha do przedszkola, wyjedzie metro, dojdzie do biura, pogada z ludźmi na żywo, a nie tylko z bajkowymi bohaterami. Chciała wrócić do życia przed domem i mężem, który uważał ją za ofiarę w tej rodzinie.

Trzeci dzień urodzin Mishy Polina sama zorganizowała. Chłopiec biegał po mieszkaniu w nowym kombinezonie, radosny i różowy.

Ale Aleksa nie było.

Lecz, gdzie Leszek? pytała Polina, patrząc na drzwi. Mama Aleksa, Swetłana Iwanowna, rozejrzała się, jakby czekała, że syn wyjdzie zza zasłony.

Nie wiem, uśmiechnęła się wymuszonym uśmiechem. Pewnie się spóźni.

Dlaczego się spóźnia? pytała. Igor Pietrowicz zmarszczył brwi. Synowi dzień urodzenia!

Polina tylko wzruszyła ramionami. Dzwoniła do Aleksa dziesięć razy, pisała. Odpowiedzi nie było.

Goście patrzyli na siebie, nie mówiąc nic. Matka Poliny, Weronika Nikołajewna, ścisnęła jej dłoń pod stołem cicha podpora, która nic nie zmieniła.

Impreza przeszła, Misha był szczęśliwy, reszta udawała, że wszystko gra.

Polina kroiła tort, rozlewała herbatę, uśmiechała się gościom. Wewnątrz coś powoli się kruszyło. Małe kawałki i okruchy, które już nie da się poskładać

Goście rozeszli się późno w nocy. Misha zasnął od razu, owinął się w kołdrę, a Polina wróciła do kuchni. Chaos: brudne naczynia, porozrzucane opakowania, roztrzaskane balony i papierki.

Zaczęła sprzątać mechanicznie, nie myśląc o niczym. Zmywała talerze, wkładała do zlewu, wycierała blat.

Dźwięk kluczy w zamku sprawił, że się zatrzymała. Polina spojrzała na zegar. Północ. Spojrzała w korytarz.

Aleksy stał w drzwiach, kołysząc się. Oczy czerwone, koszula zgnieciona. Zapach tanich perfum, słodki, kobiecy. Na policzku wyraźny ślad po szmince.

Polina, to nie to, co myślisz, podniósł głos, chrapliwie. Wódkę w głowę wlałem. Przepraszam

Polina westchnęła. Gdzie byłeś? szepnęła. Lecz, nie przyjechałeś w porządku?

Nie mogłem, wymamrotał. Miałem płacić alimenty jakiegoś obcego faceta.

Ty zaczęła, z trudem. Jesteś zdrajcą. Kłamcą. Zdradą.

Wyszedłem, dodał, próbując podnieść ramiona. Nie chciałem cię zranić.

Polina przycisnęła się do drzwi, zamknęła je mocno. W środku cisza, zimny oddech.

Kilka miesięcy później Polina znalazła nowe mieszkanie. Nie było już Misha w babci, ale wciąż mieszkał z babcią. Praca w przedszkolu wzięła się w końcu, pensja stabilna, szef przyjazny.

Aleksy przychodził od czasu do czasu, próbował się dogadać, ale Polina już nie chciała słuchać. Wiedziała, że lepiej i tak.

Teraz, kiedy patrzę na Polinę, widzę kobietę, która przetrwała burzę, podniosła się z popiołów i idzie dalej, z Misha przy boku i z nadzieją w sercu.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

19 + 19 =

Doprowadziła byłego męża do szaleństwa