„Dopóki teściowa nie przeprosi, wnuczki nie zobaczy”. Te słowa mojej synowej zmroziły mi krew w żyłach. Popamięta mnie.
Dwa lata temu mój syn się ożenił. Szczerze mówiąc, od pierwszego spotkania nie polubiłam jego przyszłej żony. Jest bezczelna, nietaktowna, ale tłumaczy to tym, że jest po prostu prostolinijną osobą. „Kiedy spotkałam ją po raz pierwszy, od razu ją przejrzałam. Rozglądała się po mieszkaniu i meblach ze zmarszczonym czołem. Postanowiłam ją zignorować, ale potem powiedziała mi, że jestem gruba. Tak, mam nadprogramowe kilogramy, ponieważ nie jestem młoda. Tak bardzo chciałam ją wyrzucić, ale się powstrzymałam. Nowożeńcy pobrali się i zaczęli mieszkać osobno w wynajętym mieszkaniu. Nie widywaliśmy się często.
Mój najstarszy syn miał wtedy pierwsze dziecko i poprosił o pomoc. Zostałam z nimi przez prawie sześć miesięcy. Żona mojego najstarszego syna jest bardzo przyzwoita, dobra, kocham ją jak własną córkę. Kiedy wróciłam, dowiedziałam się, że drugi syn również ma córkę. Nowa matka i dziecko czuli się dobrze i szybko zostali wypisani. ze szpitala W domu jednak udawała cierpiącą, mówiąc, że poród był trudny i ledwo udało się ją uratować. Mój syn był nią zafascynowany, kręcił się wokół niej. Poszłam odwiedzić wnuczkę. Usiedliśmy, porozmawialiśmy i pokazałam synowi zdjęcie mojej siostry.
Była w ósmym miesiącu ciąży. Nagle moja synowa wtrąciła się do rozmowy ze swoimi nietaktownymi komentarzami: „Och, ona jest jak tucznik, jak jej mąż z nią wytrzymuje?”. Moja siostra faktycznie przytyła, ma zaburzenia hormonalne. Przez długi czas nie mogła zajść w ciążę. Ona i jej mąż czekali na to dziecko bardzo długo. Nie mogłam tego znieść. Powiedziałam jej wszystko, co o niej myślałam: że jest chamska i brzydka, że ma straszny temperament, a potem odeszłam. Zasłużyła na to.



