Nigdy wcześniej nie byłam zamężna, ale mam syna z mężczyzną, którego kochałam i żyliśmy z nim przez długi czas w związku partnerskim. Jednak później było wiele kłótni z powodu jego uzależnienia od alkoholu, więc zdecydowałam, że nie będę dłużej go torturować i zaproponowałam mu rozwód. Potem miałam kolejną miłość, ale niestety jego plany nie obejmowały założenia rodziny, więc ostatecznie również się rozstaliśmy. Wtedy postanowiłam skupić się na karierze, wychowywaniu syna oraz dbaniu o swoje zdrowie fizyczne i psychiczne. Szło mi całkiem dobrze, aż pewnego dnia na imprezie poznałam Szymona. Naprawdę go polubiłam i zanim się zorientowałam, znów byłam zakochana i pogrążyłam się w nowym związku. Jakoś tak się złożyło, że nie poruszyliśmy kwestii jego wieku.
Raz go o to zapytałam, ale unikał odpowiedzi. Nie rozwodziłam się więc nad tym, ponieważ różnica wieku nigdy nie była dla mnie problemem. Byłam bardzo zadowolona, że miał bardzo ciepłe i przyjazne relacje ze swoją matką, siostrą i ich rodziną, o czym zawsze można było dużo porozmawiać. Po siedmiu miesiącach randkowania zaczął mówić o ślubie, a ja zaskoczona uznałam, że to dobry pomysł. Ale wtedy zaczęła się najciekawsza rzecz – wszystkie kłopoty spadły na moje barki, on w ogóle w niczym nie uczestniczył. Nawet odpowiedzialność finansowa spoczywała wyłącznie na mnie, ponieważ Szymon nigdzie nie pracował. Później okazało się, że nigdzie nie zatrzymywał się na długo – albo pensja mu nie odpowiadała, albo biuro było daleko od domu, albo harmonogram był niewygodny, albo praca była zbyt ciężka.
Ale nie martwiłam się zbytnio, ponieważ obiecał mi, że weźmie się w garść i znajdzie dobrą pracę, ponieważ teraz był głową rodziny Nawiasem mówiąc, poznałam jego wiek, kiedy składaliśmy dokumenty w Urzędzie Stanu Cywilnego i okazało się, że miał tylko dwadzieścia trzy lata, a ja miałam już wtedy trzydzieści pięć. Różnica, jak można sobie wyobrazić, była znacząca. Szybko też wyszła na jaw jego niedojrzałość i brak doświadczenia. Gdy tylko pojawiały się jakieś problemy, wolał ich nie rozwiązywać, tylko po prostu uciec. W każdej nierozwiązywalnej sytuacji uciekał do domu matki i zostawał tam na kilka dni. Okazał się też kompletnie nieodpowiedzialny w domu. Szymon nie robi nic w domu – nawet nie wyrzuca śmieci ani nie wkłada własnego talerza do zlewu. Ogólnie rzecz biorąc, nie mam z nim życia, mam ochotę się rozwieść mimo, że go kocham.



